sobota
| 21 kwietnia 2018
 

Jak Zachód chce wykończyć polską branżę transportową. "Wolny" rynek działa

Bartłomiej Orzeł: | 28 lutego 2017

Niemcy i Francja od dłuższego czasu, pod płaszczykiem dbałości o pracownika, próbują zniszczyć polską branżę transportową – branżę, w której jesteśmy europejską potęgą, co zdecydowanie nie podoba się na Zachodzie.

W roku 2015 Polska miała niemal 1/4 udziałów w europejskim rynku międzynarodowych przewozów ładunków transportem drogowym. Nasze 24,3 procent pozwoliło zdystansować Hiszpanię (10,8 procent) oraz Niemcy (8,1 procent). Skoro więc firmy zachodnie nie są w stanie konkurować na wolnym rynku, z pomocą przyszły im rządy ich krajów.

Niemcy i Francja od dłuższego czasu próbują "przepchnąć" regulacje dotyczące pensji minimalnej dla pracowników delegowanych z innych krajów, w tym m.in. z Polski, ale również Węgier i Litwy. W praktyce sama wysokość tej kwoty (8,84 euro brutto za godzinę w Niemczech, 9,76 brutto za godzinę pracy we Francji) nie jest problemem.

Polskie firmy już dziś w przeważającej większości płacą kierowcom więcej, jednak tu ujawnia się pewna patologia tocząca branżę, o której mówi się od dawna – podstawową pensję stanowi umowa o pracę na 2–2,5 tysiąca złotych netto, a reszta to po prostu diety przysługujące za pracę za granicą albo kwota "pod stołem". Od nadwyżki nie odprowadza się więc składek ani podatków.  Skoro jednak kierowcy się na to zgadzają, to nie ma co drążyć tego tematu. Problem w tym, że taka konstrukcja nie jest akceptowana przez niemieckie i francuskie sądy, które nakazują wypłacanie diet obok godzinowej pensji minimalnej w wyżej podanych wysokościach. A to winduje całościowe koszty płac do zachodnich poziomów lub nawet wyżej, po prostu zabijając konkurencję ze strony polskich firm.

Dla przedsiębiorstw ważnym problemem jest też rozrost biurokracji – pracowników, jeśli regulacje wejdą w życie, trzeba będzie zgłaszać do odpowiednich urzędów, a w przypadku braku dokumentów w trakcie kontroli grozić będą duże kary. "Zachód" jednak się nie poddaje – próbując jeszcze zmniejszyć konkurencyjność, planuje zakazać odpoczynku w kabinie pojazdu, rzekomo dbając o standard pracy.

Co się stanie, jeśli polskiemu rządowi (wraz z rządami innych krajów) nie uda się zablokować tego, że przepisy w praktyce zaczną obowiązywać? Małe firmy upadną, a duże po prostu przeniosą się, np. do Niemiec – będą płacić niższe diety, bo wtedy będzie to już transport krajowy, w którym przysługują mniejsze pieniądze. Chyba z góry wiadomo, kto wtedy straci – budżet państwa i samorządów. Te ostatnie będą mogły się jeszcze bronić przed exodusem poprzez obniżanie np. podatku od środków transportowych czy nieruchomości, ale i tak saldo będzie in minus.

Kraje Zachodu dbają o swoje interesy i tej sprawy będą bronić do samego końca. Taki już jest ten nasz unijny "wolny" rynek ze "swobodnym" przepływem usług.

Bartłomiej Orzeł

Fot. Raben Truck Photo/flickr.com

 

Zobacz więcej z kategorii: Polska | Świat | Gospodarka | Opinie | Bez komentarza | Po godzinach | wSensie.tv
wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Ta strona wykorzystuje do swojego działania pliki Cookies. Możesz je zablokować w ustawieniach swojej przeglądarki. Blokada może spowodować niepoprawne działanie strony lub brak dostępu do niektórych jej funkcji. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zamknij