piątek
| 23 lutego 2018
 

Jej zbrodnią był patriotyzm. 71 lat temu zabito "Inkę"

Oliver Pochwat: | 28 sierpnia 2017

28 sierpnia 1946 roku w gdańskim więzieniu zamordowani zostali dwaj więźniowie. Jednym z nich była 17-letnia wówczas Danuta Siedzikówna ps. "Inka". Wraz z nią został rozstrzelany Feliks Selmanowicz ps. "Zagończyk". 

"Inka" była bita, poniżana i prawdopodobnie wielokrotnie zgwałcona. Podczas ciężkiego śledztwa nie wydała żadnego ze swoich kolegów ani żadnego ze znanych jej adresów konspiracyjnych. Niezwykłość tej komunistycznej zbrodni polega na tym, że zamordowano ją wbrew obowiązującemu wówczas prawu, oskarżając o absurdalne i niemające nigdy miejsca zbrodnie.

Danuta Siedzikówna urodziła się 13 września 1928 r. we wsi Głuszczewina w powiecie bielsko-podlaskim. Wychowała się w rodzinie o silnie zakorzenionym patriotyzmie. Jej ojciec Wacław Siedzik jako student Politechniki w Petersburgu za przynależność do polskiej organizacji niepodległościowej w 1913 r. został zesłany na Sybir.

Kilkadziesiąt lat później, w 1940 r., aresztowany przez NKWD zostaje zesłany do kopalni złota w rejonie Nowosybirska. Po podpisaniu układu Sikorski-Majski mimo skrajnego wycieńczenia przedostał się do armii tworzonej przez gen. Władysława Andersa. Zmarł w 1943 r. Został pochowany na cmentarzu polskim w Teheranie.

Matka "Inki" Eugenia współpracowała z Armią Krajową. W listopadzie 1942 r. została aresztowana przez Gestapo. We wrześniu 1943 r., po okrutnym śledztwie, Niemcy zamordowali ją w lesie pod Białymstokiem. Po śmierci matki, mając zaledwie 15 lat, "Inka" złożyła w grudniu 1943 r. przysięgę i wstąpiła do AK. Po wkroczeniu Armii Czerwonej w 1944 r. podjęła pracę kancelistki w nadleśnictwie Hajnówka.

W czerwcu 1945 r. wraz z innymi pracownikami nadleśnictwa została aresztowana przez NKWD za współpracę z antykomunistycznym podziemiem. Z konwoju odbił ją patrol wileńskiej AK, Stanisława Wołoncieja, "Konusa", podkomendnego legendarnego mjr. Zygmunta Szendzielarza, "Łupaszki".

Siedzikówna nie mając możliwości powrotu do domu, gdzie czekało ją niewątpliwie kolejne aresztowanie, zgłasza się ochotniczo do oddziału, w którym objęła funkcję sanitariuszki.

We wrzesień 1945 roku po rozwiązaniu brygady postanowiła kontynuować przerwaną wojną naukę. Jednak już w styczniu 1946 roku, po wznowieniu działalności podjęła służbę jako sanitariuszka. Otrzymała przydział do szwadronu ppor. Zdzisława Badochy "Żelaznego". Brała udział w wielu akcjach oddziału. Zadziwiała kolegów swoją ofiarnością i poświęceniem.

Opatrywała nie tylko partyzantów, ale także rannych żołnierzy LWP i milicjantów. Jej postawa zawsze pełna uśmiechu i radości pozytywnie wpływała na morale żołnierzy. Zadziwiająca była też jej odporność fizyczna i psychiczna na trudy życia partyzanckiego.

13 lipca 1946 roku nowy dowódca szwadronu por. Olgierd Christa "Leszek" wysłał ją do Gdańska, gdzie miała za zadanie uzupełnić apteczkę oddziału nowymi lekami i środkami opatrunkowymi, wymienić zużyte mapy sztabowe i dowiedzieć się o stan zdrowia "Żelaznego".

Zostaje jednak aresztowana w nocy z 19 na 20 lipca 1946 r. w mieszkaniu kontaktowym w wyniku donosów składanych przez aresztowaną wcześniej łączniczkę z oddziału "Łupaszki" Reginę Żylińską-Mordas ps. Regina.

Rozprawa przed Sądem Wojskowym w Gdańsku odbyła się w trybie doraźnym na terenie więzienia 3 sierpnia 1946. Oskarżona o absurdalne zbrodnie, takie jak mordowanie rannych żołnierzy LWP czy nakłanianie do rozstrzeliwania jeńców.

Nawet stalinowski sąd stwierdził, że zarzuty kierowane pod adresem "Inki" są absurdalne. Dodatkowo sąd stwierdził, że nie brała ona bezpośredniego udziału w walce i nikogo nie zamordowała. Mimo licznych dowodów niewinności została skazana na karę śmierci.

Danuta Siedzikówna do końca procesu zachowała godność, a w ostatnim słowie poprosiła o "wyrok według uznania sądu". Po ogłoszeniu wyroku nie wniosła prośby o łaskę. Wezwany do skazanych ksiądz Marian Prusak wikariusz kościoła garnizonowego w Gdańsku tak wspomina ranek 28 sierpnia:

"Oddziałowy zaprowadził mnie najpierw do tego pana. Kiedy wszedłem do celi widziałem przeraźliwy smutek na jego twarzy. Pierwsze słowa, z którymi zwrócił się do mnie, brzmiały: – No tak, jednak nie skorzystano z prawa łaski. (…) Potem przeprowadzono mnie do celi, w której na śmierć czekała młoda, szczupła dziewczyna w letniej sukience. Przyjęła mnie nadzwyczaj spokojnie, wyspowiadała się, a potem wyraziła życzenie, żeby o wyroku i o śmierci powiadomić jej siostrę. W końcu poprowadzono mnie schodami, jakby do piwnicy. Oni już tam byli. Zdaje się w kajdankach, albo ze zawiązanymi rękami. Sala była niewielka, jak dwa pokoje. Miałem krzyż, dałem go do pocałowania. Chciano im zawiązać oczy, nie pozwolili. Obok czekała zgraja ludzi, tak że było dosyć ciasno. Był wojskowy prokurator i pełno jakichś młodych ubowców. Ustawiono nieszczęśników pod słupkami. W rogu był stolik, skąd prokurator odczytywał wyrok i skąd dał rozkaz do wykonania egzekucji. Była taka jakby wnęka, chyba czerwona nie otynkowana cegła, były słupki do połowy wysokości człowieka. Postawiono ich przy nich, ale nie pamiętam czy ich przywiązano. Ci, którzy tam stali nie uszanowali powagi śmierci. Obrzucili skazańców obelżywymi słowami, a prokurator odczytał uzasadnienie wyroku i poinformował, że nie było ułaskawienia. Jego ostatnie słowa brzmiały: <Po zdrajcach narodu polskiego, ognia!>. W tym momencie skazani krzyknęli, jakby się wcześniej umówili: <Niech żyje Polska!>. Potem salwa i osunęli się na ziemię (…) nie mogłem na to patrzeć, ale pamiętam, że obydwoje po tej salwie żyli. Podszedł do nich dowódca plutonu egzekucyjnego z gdańskiego KBW, ppor. Franciszek Sawicki, wściekły z powodu okrzyku, z bliskiej odległości dobił ich strzałami pistoletu w głowę. 'Inka' zdołała jeszcze krzyknąć: <Niech żyje Łupaszko!>".

We wrześniu 2014 r. w ramach prac poszukiwawczych na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku odnaleziono nieoznaczony grób. Przypuszczano, że spoczywały w nim szczątki Danuty Siedzikówny oraz rozstrzelanego z nią Feliksa Selmanowicza. W odniesieniu do "Inki" informacja ta została potwierdzona w 2015 roku. Rok później oboje zostali uroczyście pochowani na cmentarzu, na którym odkryto ich szczątki.

Prokurator Wacław Krzyżanowski, który dla 17-letniej dziewczyny zażądał kary śmierci, był oskarżony przez Instytut Pamięci Narodowej o udział w zbrodniach komunistycznych. Został jednak uniewinniony przez sąd i nie odpowiedział za swoje zbrodnie.

Oliver Pochwat

Fot. YouTube


Zobacz więcej z kategorii: Polska | Świat | Gospodarka | Opinie | Bez komentarza | Po godzinach | wSensie.tv
wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Ta strona wykorzystuje do swojego działania pliki Cookies. Możesz je zablokować w ustawieniach swojej przeglądarki. Blokada może spowodować niepoprawne działanie strony lub brak dostępu do niektórych jej funkcji. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zamknij