czwartek
| 22 lutego 2018
 

Łapanki na poszukiwaczy od Wielkopolski po Mazowsze. Tylko 0,001 proc. detektorystów jest legalnych. Od 1 stycznia przybędzie 100 tys. przestepców...

Redakcja: | 28 listopada 2017
Poszukiwacze

W zeszłym miesiącu policja zatrzymała w Wielkopolsce kilkanaście osób podczas zlotu poszukiwaczy (temat do dzisiaj o dziwo nie wyciekł do prasy). Była to zorganizowana obława. Pole zlotowe zostało otoczone radiowozami i dokonano tzw. czynności... Dzisiaj media informują, że w tym samym województwie postawiono właśnie zarzut "kradzieży dóbr o szczególnym znaczeniu dla kultury" w zupełnie innej sprawie.

Z kolei rano (28 listopada) policja zjawiła się w domu poszukiwacza na Mazowszu (okolice Sulejówka), który wziął udział w programie w telewizji Nowa TV dotyczącym poszukiwań i skrytykował tam obecne prawo w Polsce. Po przeszukaniu i stwierdzeniu braku zabytków w domu i na podwórku, trzech policjantów, którzy o 6.00 pojawili się u uczestnika programu o poszukiwaniach, opuściło bezradnie jego mieszkanie. Pasmo interwencji trwa... Wróćmy jednak do nagłośnionego dzisiaj przez media wydarzenia z 35-latkiem z Wielkopolski w roli głównej.

"Rzymskie denary, moneta z czasów piastowskich, ozdoby z epoki brązu. Takie skarby 35-letni mieszkaniec Wągrowca wykopał samodzielnie przy pomocy detektora metali. Na amatorskie wykopaliska nie miał żadnych zezwoleń"

– taki news od rana serwują różne media za Polską Agencją Prasową.

"Zabezpieczone przedmioty w wielu przypadkach stanowią bardzo dużą wartość historyczną w odniesieniu do Dziedzictwa Kulturowego" 

– czytamy z kolei w oświadczeniu policji.

Chłopak miał różne rzeczy, rzymskie denary, siekierkę i bransoletę z epoki brązu i w większości ładnie opisane przez policję "popularesy" jak np. "boratynki" (szelągi króla Jana Kazimierza). Dla wzmocnienia przekazu podano ich liczbę. 800 zabytków (jeśli za zabytek uznamy każde coś od czegoś z np. z XIX wieku) to coś szokującego? To propaganda, ale efekt medialny jest bezdyskusyjny.

Nie wiadomo jakimi intencjami kierował się poszukiwacz, dlatego nie należy potępiać ani usprawiedliwiać tego człowieka, jednak wiadomo, że w artykułach na jego temat nikt nie zająknął się o kilku sprawach:

– Poszukiwacz w Polsce nie może w sposób łatwy sprawdzić, gdzie znajdują się stanowiska archeologiczne, aby je ominąć, a mamy ich 435 tysięcy! (przez lata archeologom płacono przy zaznaczaniu stanowisk podczas tzw. powierzchniówek "od stanowiska", więc mamy ich dzisiaj zapewne więcej niż Egipt);

– Poszukiwacz po znalezieniu zabytku archeologicznego boi się go zgłosić, bo państwo rozmawia z nim głównie poprzez policję, uznaje go nie za miłośnika historii, ale za złodzieja;

– Poszukiwacz może poszukiwać legalnie, po uzyskaniu zgód, co w Polsce nie jest proste i każdorazowo kosztuje 82 złote za decyzję administracyjną (dlatego na 100 tysięcy poszukiwaczy jedynie 100, czyli 0,001 procent posiada pozwolenia na poszukiwania!);

– Skarby, o których mowa, to zabytki, które znajdują się w kolekcjach niemal każdego ze 100 tysięcy poszukiwaczy, a nazywane mogą być wyjątkowymi skarbami tylko dlatego, że archeologom nie śniło się nawet to, co zalega w szufladach detektorystów i co – niestety – poprzez represje prawne, szybko ujawnionym nie będzie.

Ergo, świat zabytków i wiedzy o nowych, być może bardzo cennych stanowiskach archeologicznych, szybko nie ujrzy światła dziennego, tym bardziej, że od 1 stycznia wchodzą w życie jeszcze surowsze przepisy dotyczące poszukiwań. Od nowego roku poszukiwania zabytków z użyciem wykrywacza metalu (nawet poza stanowiskami archeologicznymi) i bez zgody wojewódzkiego konserwatora zabytków uznawane będą już nie za wykroczenie, ale za przestępstwo. Nawet na własnym podwórku!

O ile więc w Anglii poszukiwacze masowo współpracują z archeologami, w Polsce panuje "stan wojenny". I chociaż coraz więcej naukowców oburza się na polskie prawo, prym wiedzie wciąż tzw. beton archeologiczny, który uważa, że sytuację najlepiej leczą zakazy i interwencje policyjne.

Dla przykładu, Narodowy Instytut Dziedzictwa nie zorganizował nigdy ani jednego dużego, ogólnopolskiego szkolenia dla poszukiwaczy, by podnosić ich wiedzę i wdrażać w system współpracy ze światem nauki. Zresztą, jak rozmawiać legalnie z największą w Polsce nielegalną grupą przestępczą, jak o sobie żartobliwie mówią sami poszukiwacze?

Piotr Strumieński

Fot. Arch. autora/Facebook

 


Zobacz więcej z kategorii: Polska | Świat | Gospodarka | Opinie | Bez komentarza | Po godzinach | wSensie.tv
wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Ta strona wykorzystuje do swojego działania pliki Cookies. Możesz je zablokować w ustawieniach swojej przeglądarki. Blokada może spowodować niepoprawne działanie strony lub brak dostępu do niektórych jej funkcji. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zamknij