czwartek
| 22 lutego 2018
 

Policja rekrutuje na funkcjonariuszy kandydatów "z detektorystycznym doświadczeniem"

Robert Wyrostkiewicz: | 24 grudnia 2017
Poszukiwacze skarbów, detektoryści

 

Tajemnicą poliszynela jest, że najczęściej z wykrywaczem metalu i saperką u boku poszukują zabytków archeolodzy i policjanci. Ci ostatni jednak będą mieli niedługo ręce pełne roboty.

Od 1 stycznia wchodzi w życie zapis tegorocznej nowelizacji "Ustawy o zabytkach i opiece nad zabytkami", gdzie ustawodawca zaostrzył dotychczasowe przepisy i wspomniane wyżej poszukiwania z wykrywaczem – prowadzone bez pozwolenia konserwatora zabytków – uznał za... przestępstwo.

Do pracy już wzięły się niektóre komendy policji, a prym wiedzie KWP w Łodzi. Tam rozpoczęto nawet rekrutację do działu zajmującego się przestępczością przeciwko dziedzictwu narodowemu, zaznaczając – jak informuje nasze źródło w policji – że "mile widziane jest doświadczenie detektorystyczne".

Jakiś czas temu wSensie.pl publikowało policyjną instrukcję, będącą okólnikiem instruktażowym dotyczącym zatrzymań i przeszukań poszukiwaczy. Dzisiaj wiemy już przynajmniej o jednej komendzie policji (tym  razem powiatowej), gdzie komendant zlecił przygotowanie na podstawie kwerendy zasobów internetowych listy detektorystów z podległego jego jurysdykcji obszaru. Jak ustaliliśmy, wszyscy pierwsi z listy zostali już przywitani o 6.00.

Poszczególne zdarzenia tego typu (przeszukania, zatrzymania) ujrzały światło dzienne dzięki Facebookowi i wpisom samych poszukiwaczy. Większość jednak z tych, którzy doświadczyli policyjnego przeszukania (zazwyczaj zakończonego zarekwirowaniem wykrywacza metalu i przedmiotów o cechach zabytkowych lub za takie uznawanych przez stróżów prawa) milczy i czeka na postanowienie prokuratury o postawieniu (bądź nie) zarzutów.

Skoro zaś od 1 stycznia wchodzi prawo mówiące, że niemal każdy poszukiwacz skarbów staje się z automatu przestępcą, kiedy realizuje swoją pasję (nawet, gdyby poszukiwał z wykrywaczem zabytków na własnej działce), to funkcjonariusze będą mogli łatwo podbić wykrywalność. Puśćmy wodze fantazji albo przypomnijmy sobie co głupsze artykuły prasowe pisane na bazie policyjnych komunikatów. Pamiętacie państwo informacje o monetach łatwiejszych do odnalezienia niż pieniążki z PRL czy III RP (mowa o popularnych "boratynkach" Jana Kazimierza), które w mediach nazywane są dla efektu "bezcennymi XVII-wiecznymi numizmatami"? A spróchniałe naboje czy nawet puste łuski z niezbitymi spłonkami, co z nimi? To "odkrycia arsenałów amunicyjnych, które mogły posłużyć do przestępstwa". Takie rewelacje od 1 stycznia napompują zapewne nie jeden artykuł.

A jak wygląda detektorystyczne dzisiaj? W Polsce istnieje ruch poszukiwaczy skarbów posługujących się wykrywaczami szacowany na ok. 100 tys. osób (resort kultury mówił w 2009 r. o 80 tysiącach). Z danych Generalnego Konserwatora Zabytków wynika, że rocznie o pozwolenia (forma wydawania jest archaiczna i skazująca na brak zainteresowania ze strony potencjalnych wnioskodawców) występuje zaledwie 100 osób. Tym samym w Polsce zaledwie 0,001 proc. poszukiwaczy jest (co najwyżej!) legalnych. Innym słowy, nowelizacja klepnięta przez skład obecnego Sejmu uznała niemal 100 tys. pasjonatów historii za przestępców.

Tym razem nie jest to martwe prawo. Po policyjnej i międzynarodowej akcji Pandora I, kilka tygodni temu zrealizowano ogólnopolską "łapankę", która przejdzie do historii jako Pandora II. Na dziesiątki odwiedzonych o 6.00 poszukiwaczy kilku posiadało łuski z niezbitą spłonką, a większość popularne przedmioty (numizmaty, guziki, okucia mebli czy ołowiane plomby).

Efekt rzeczonej obławy? Kilku betonowych archeologów, znajdujących coraz mniej poparcia nawet we własnym środowisku i wspierające ich grono policyjno-polityczne (często nieświadome konsekwencji nowego prawa), doprowadziło do porzucenia pasji przez najbardziej płochliwych poszukiwaczy (a więc bez wątpienia nie tych, którzy, będąc czarnymi owcami szabrowali po nocach stanowiska archeologiczne). Co więcej? Reszta detektorystów schodzi masowo do podziemia, a fora internetowe czyszczą swoje zasoby. Co to znaczy? Ludzie dzielący się dotąd swoimi odkryciami przestają o nich informować. Wniosek? Taki, że poszukiwacze nadal będą kopać, odkrywać skarby, o których się archeologom nie śniło, a wiedza o tym nigdy nie trafi do świata nauki, do muzeów, do książek historycznych, bo nikt w milicyjnym państwie pseudo-prawa nie zechce mówić głośno o tym, co wykopał z ziemi.

Czy jest więc inna droga godząca interes archeologów z pasją poszukiwaczy? Oczywiście! Współpraca w dobrym i wspólne eliminowanie złego (zarówno wśród detektorystów jak i archeologów). To jednak przekracza póki co percepcję dzisiejszych decydentów zajmujących się ochroną zabytków.

Sytuacja za to nie przekracza wyobraźni Polaków, którzy nie lubią jak im się czegoś zabrania w sposób urągający ludzkiej inteligencji. Stąd przewrotnie, ale zgodnie z prawem, nie tylko powstają grupy poszukiwaczy meteorytów (to niezbyt perfekcyjny sposób na legalizację swojego hobby historycznego), ale detektoryści wpadają na jeszcze bardziej twórcze pomysły. Ostatnio prym wiedzie patent "na śmieciarza". Wystarczy umowa z właścicielem pola, mówiąca, że za pomocą wykrywacza metalu oczyszczony zostanie taki czy inny areał z różnych metalowych śmieci. Co lepiej znający prawo poszukiwacze wiedzą, że w razie kontroli nie tylko maja mówić, że nie poszukują zabytków (przecież poszukują na zlecenie rolnika metalowych śmieci), ale gdyby takowe zabytkowe przedmioty mieli przy sobie, od razu – i zgodnie z prawem – powiedzą policjantowi, że owszem, znaleźli podczas oczyszczania ze śmieci coś przypominającego zabytek i właśnie... po zejściu z pola... mieli go niezwłocznie zgłosić panu staroście lub wojewódzkiemu konserwatorowi zabytków... Zgodnie z prawem.

Amen i darz dół!

Piotr Strumiński

Fot. Nova TV

Robert Wyrostkiewicz
Author: Robert Wyrostkiewicz
O Autorze
Robert Wyrostkiewicz - Redaktor Naczelny wSensie.pl, wcześniej dziennikarz śledczy, informacyjny, reporter m.in. w "Warszawskiej Gazecie", Polskim Radiu Radio dla Ciebie, "Niedzieli", "Naszej Polsce", Fronda.pl czy Prawy.pl; Redaktor Naczelny serwisu Archeolog.pl i publicysta pism archeologiczno-historycznych ("Odkrywca", "Zakazana Historia" i inne). Członek Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i były wiceprezes Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy. Kandydat KSD do Rady Etyki Mediów, odrzucony przez REM z powodów politycznych,członek rady programowej Radia dla Ciebie; autor książki "Absurdy postępu" (zbiór artykułów z miesięcznika "Moja Rodzina"). Prezes Mazowieckiego Stowarzyszenia Historycznego "Exploratorzy.pl" (współodkrywca mogił Żołnierzy Wyklętych i uczestnik licznych ekshumacji identyfikacyjnych), założyciel Muzeum Wojny i Pokoju. Z wykształcenia politolog i pedagog, w tym roku zamierza skończyć archeologię. Z pasji... poszukiwacz skarbów. Odkrywca licznych stanowisk archeologicznych z okresu wpływów rzymskich i wędrówek ludów.
Ostatnie Artykuły tego autora

Zobacz więcej z kategorii: Polska | Świat | Gospodarka | Opinie | Bez komentarza | Po godzinach | wSensie.tv
wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Ta strona wykorzystuje do swojego działania pliki Cookies. Możesz je zablokować w ustawieniach swojej przeglądarki. Blokada może spowodować niepoprawne działanie strony lub brak dostępu do niektórych jej funkcji. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zamknij