niedziela
| 24 marca 2019

Literatura wspomnieniowa zawiera liczne opisy świętowania Bożego Narodzenia i Wielkanocy. I choć czas świąt nie różnił się zewnętrznie dla Polaków niczym od pozostałych dni (były to normalne dni pracy), to jednak mimo wszystko starano się, aby nacechować je atmosferą wyjątkowości. Niektóre z opisów świąt są bardzo lakoniczne, będąc w ten sposób odzwierciedleniem przygasającej momentami pośród zesłańców nadziei na lepsze: "Minęły święta Bożego Narodzenia (...). Smutne, jak zawsze i bardzo, bardzo głodne".

Halina Kierska w wydanej we Wrocławiu w 2009 roku książce "Kędy kazachski step…" opisuje kilka takich świąt:

"Wreszcie dotarliśmy do Kazania. Zarówno ja, jak i moje równie zgłodniałe i znużone towarzyszki, zapragnęłyśmy skorzystać z przysługującego nam prawa i choć przez dwa dni Świąt odpocząć. Przewodnikowi pomysł ten odpowiadał, więc opuścił nas, aby załatwić potrzebne formalności. Czekałyśmy w saniach, aż zmrok zapadł. Chłód, głód, znużenie i klątwy pocztyliona dokuczyły już tak bardzo, że wreszcie po ponad czterech godzinach nawet nasi aniołowie stróże ugięli się i zajechaliśmy do oberży. Była dziesiąta wieczór. W ciepłej izbie zapragnęłyśmy tylko jednego. W kilka minut spałyśmy głęboko, a rozesłany na podłodze dywan i poduszka pod głową spełniły najgorętsze z naszych życzeń.
O godzinie pierwszej w nocy przewodnik rozbudził nas, zawiadamiając, że dopełnił formalności, w związku z czym natychmiast mamy przenieść się do przygotowanej kwatery. Prośby nic nie dały. Trzeba było opuścić ciepły pokój, zebrać rzeczy i ruszać na nowe mieszkanie. Jedyną pociechę stanowiła myśl, że w końcu przez dwa dni wygodnie odpoczniemy. Czekał na nas grzeczny oficer, który poradził sobie nawet ze znalezieniem koni w środku nocy. Godzina druga minęła, gdy zajechałyśmy do wyznaczonej kwatery. Skoro tylko weszłyśmy, taka wilgoć i stęchlizna uderzyły nasze powonienia, że nie było możliwości odetchnąć. Ściany pokryte niezliczoną ilością owadów, znanych w Rosji jako tarakany, na Litwie zaś pod nazwą prusaków. Jak oficerowie między szeregowymi, poruszały się między nimi tarakany czarne, różniące się od pierwszych wielkością i kolorem.

Udajemy się zatem do naszego podoficera i prosimy, aby posłał na rynek po szynki, kiełbasy i ciasta.

– Nie ma dzisiaj targu. Do tego w tym kraju takich rzeczy na targu nie sprzedają.
– Więc nigdzie jeść dostać nie można?
– Nie wiem.
– A ty i twoi towarzysze łykacie powietrze?
– Jedzenie dla siebie zamówiliśmy u gospodyni tutejszego domu.
– To zamówże i dla nas.
– Paniom może nie smakować
– Wolne żarty! Głodny nie wybrzydza.

No i poszedł, załatwiać także i nasz interes. My tymczasem nie mogłyśmy sobie darować, że w naszych stronach w tę wspaniałą uroczystość panuje taka obfitość od pałacu do najnędzniejszej chałupy. Najuboższy, ale i najbogatszy, pospieszy powitać podróżnego, podzielić się święconym, poczęstować mięsem, czy go brakuje, czy też zbywa. Bo gość w dom, to Bóg w dom. Westchnęłam po cichu do Boga, aby nigdy nie dopuścił, by cudzoziemszczyzna wygnała od nas ten obyczaj narodowy, bratający przyrodzoną gościnność z religijnymi obrzędami".

Zesłanie było "tradycją", zarówno za Rosji carskiej, jak i sowieckiego ZSRR. Jednak opisy były czasami również pełne nadziei:

"Kiedy pojawiły się – podobnie jak za dekabrystami – polskie żony i narzeczone, powstały polskie ogniska domowe, przy których samotni zesłańcy mogli ogrzać się, znaleźć opiekę w chorobie, spędzić razem święta religijne, zwłaszcza Wigilię i Wielkanoc, oraz narodowe (obchodzono uroczyście dzień 3 maja, a także 29 listopada, rocznicę śmierci Szymona Konarskiego). Radośnie święcono też imieniny w rodzinach, w Polskim Domu u Antoniego Beauprégo, w męskim gronie u konarszczyka Kaspra Maszkowskiego".

Do tego dochodziła kwestia religijności. Dobrze było, jeśli wśród zesłanych znalazł się jakiś ksiądz katolicki, który mógł udzielić sakramentów. Wiara była w głównej mierze przeżywana indywidualnie. Realizowało się zazwyczaj w formie wewnętrznego dialogu z Bogiem, zwłaszcza w postaci krótkich aktów strzelistych:

"Tam nie było czasu na modlitwę, ale westchnienie głębokie do Pana Boga więcej znaczyło niż morze pacierzy klepanych bez skupienia".

Wspólnotowe przejawy wiary były ze zrozumiałych względów bardzo rzadkie. Wspólnotę tę odczuwano głównie w okresach świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocy.

Fot. Jacek Malczewski, Wigilia na Syberii, Domena publiczna

Opublikował:
Michał Miłosz
Author: Michał Miłosz
O Autorze
Absolwent historii i filologii polskiej na UŁ, podyplomowych studiów ekonomicznych dla dziennikarzy na INE PAN oraz kursu MON dla korespondentów w rejonach działania Polskich Kontyngentów Wojskowych.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.