niedziela
| 21 października 2018
Redakcja | 12 czerwca 2018

Prof. Bartyzel o reformie Gowina: Ten projekt jest przejściem od złego do bardzo złego, do katastrofy, zwłaszcza dla kierunków humanistycznych

prof. Jacek Bartyzel

W rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Jacek Bartyzel odniósł się do reformy szkolnictwa wyższego proponowanej przez wicepremiera Jarosława Gowina. Wykładowca ustosunkował się także do trwających protestów przeciwko niej.

"Reforma jest katastrofą. Nikt nie twierdzi, że stan nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce jest dobry. Projekt reformy nauki jest przejściem od złego do bardzo złego, do katastrofy, zwłaszcza dla kierunków humanistycznych. Tak jakby ktoś chciał leczyć ciężką, ale uleczalną chorobę śmiertelną trucizną"

– czytamy na łamach portalu.

Prof. Bartyzel powiedział również, co sądzi na temat protestów przeciwko proponowanym zmianom.

"Mam ambiwalentny stosunek do nich. W protesty włączyły się radykalnie lewicowe organizacje, którzy twierdzą, że reforma będzie rzekomym uderzenie w demokratyzację na uczelni. Uczelnia nie może i nie powinna być demokratyczna. Jest korporacją uczonych, których wpływ na uczelnię jest proporcjonalny do ich rangi, stopnia, dorobku, zasług. Więc to jest całkowite terminologicznie pomylenie pojęć. Należy natomiast bronić autonomii uczelni. Myślę jednak, że kształt ustawy ministra Gowina usprawiedliwia protesty przeciwko niej. Szkoda tylko, że najbardziej spektakularne działania podejmują środowiska lewicowe, które zawsze lubią zrobić najwięcej hałasu"

– mówił naukowiec.

Prof. Bartyzel zdradził, co jego zdaniem jest najbardziej szkodliwe w reformie.

"Kilka rzeczy równorzędnie. Po pierwsze, sama struktura życia akademickiego i sposób wyłaniania jego władz. Ustawa wprowadza właściwie absolutne rządy rektora. Decydujący głos w sprawie wyboru rektora nie będą mieli uczeni tylko osoby spoza uczelni, które nie kierują się interesem nauki, ale własnym partykularnym interesem biznesowym. Czyli o tym, kto będzie zarządzał uczelnią i to zarządzał w sposób jednoosobowy będą decydowali nieuczeni. W dodatku rektor praktycznie będzie mógł wyznaczyć swojego następcę. Autonomia w tym zakresie, że Senat i profesorowie będą mieli decydujący głos o wyborze rektora stanie się fikcją. To jest pierwsza negatywna rzecz w omawianej ustawie"

– ocenił.

Wykładowca odniósł się również do zmian w sposobie publikacji.

"To kolejny problem zawarty w projekcie reformy nauki. Będzie to dodatkowe pogłębienie manii parametryzacyjnej, czyli systemu punktowania publikacji w których się wyodrębni arbitralnie pewne czasopisma, jakby z góry uznane za wartościowe i wysokopunktowane. Będzie to się także wiązało z wyśrubowaniem kosztów wydawania publikacji np. książek w certyfikowanych wydawnictwach. Pracownicy naukowi, zwłaszcza młodzi są wynagradzani fatalnie, a będą mieli jeszcze gorsze pensje. Według nowych przepisów ministerstwa finansów na temat kosztu uzyskania przychodów wszyscy pracownicy naukowi stracą co najmniej kilkaset złotych. Zdobycie publikacji w czasopiśmie zagranicznym z listy filadelfijskiej wiąże się z gigantycznymi kosztami"

– mówił prof. Bartyzel, dodając że na publikację będzie stać "prawdopodobnie tylko tych, którzy dadzą się skorumpować sponsorom zewnętrznym".

"W gronie tych osób znajdą się naukowcy, którzy będą pisali takie prace, które będą odpowiadały gustom ideologicznym czy innym interesom różnych grup. Przecież tylko oni będą w stanie zapłacić kilkadziesiąt tysięcy za to, żeby uzyskać taką publikację. To są te najgorsze skutki. Przede wszystkim to odbije się najbardziej na humanistyce"

– podkreślił.

Profesor ustosunkował się do argumentów przytaczanych przez część zwolenników reformy, że podobny system działa w Stanach Zjednoczonych.

"Tam wielki biznes finansuje dziedziny wiedzy i badania, które mają faktyczne zastosowanie np. w medycynie. Niektórzy liczą, że wydziały wspierane przez biznes będą finansowały nieutylitarne badania naukowe humanistyczne. Nic takiego nie nastąpi"

– stwierdził.

"Ponieważ przeszczepianie takiego wzorca jest w Polsce niemożliwe. W Stanach Zjednoczonych jest inny system uczelni, poza tym to kraj o zupełnie innej mentalności, o zdecydowanie innym typie gospodarki i społeczeństwa. Często uczelnie w USA powstawały jako efekt filantropijnej działalności wielkiego biznesu. Przenoszenie tego do naszych warunków nie może przynieść takich rezultatów. Różnica tkwi również pomiędzy wielkim biznesem, który ma  ogromną tradycję i utrwalone wzorce finansowania, a małymi biznesikami cwaniaczków, którzy zwietrzą okazję do wyciągnięcia pieniędzy publicznych z uniwersytetów"

– tłumaczył prof. Bartyzel.

wpolityce.pl/marma/Fot. Facebook Ada Garnik


wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.