poniedziałek
| 15 lipca 2019

Blisko rok temu przeszła nad Rytlem nawałnica, której wstrząsające skutki mogliśmy oglądać w mediach. Na ile żywioł zmienił Rytel i jego mieszkańców?

Rytel i okolica zmieniły się diametralnie. Zniknął krajobraz, w którym dorastaliśmy. Wokół Rytla huragan położył 12 tysięcy hektarów lasu. To coś nieprawdopodobnego, z czym do dzisiaj nie możemy się pogodzić. Każdego dnia oglądamy leśne cmentarzysko, które szarpie nasze dusze. Las to było nasze życie, byliśmy z nim organicznie związani. To tak jak by góralom zabrać góry, a rybakom morze. Wyrwa, której nie sposób zasypać.

A mieszkańcy?

Wciąż to przeżywają. Wielu z nich z lasem związało się nie tylko poprzez fakt życia w nim, ale i to, że ten las ich żywił. Dzisiaj to źródło utrzymania zniknęło, albo w poważnym stopniu zostało zachwiane. Ale radzimy sobie. Nawałnica pozwoliła nam poczuć, że jako sołectwo jesteśmy prawdziwą wspólnotą, w takim najgłębszym znaczeniu.

Co to właściwie było, co przeszło nad sołectwem?

Sam chciałbym wiedzieć. Siła tego była niespotykana. Sędziwe drzewa były okręcane wokół własnej osi, łamane jak zapałki. Był to splot różnych uwarunkowań atmosferycznych, których dynamika i niszczycielski charakter wciąż budzą dyskusje. Leśnicy mówili, że zwierzyna wyczuła nadchodzący kataklizm, wiele ptaków i zwierząt na kilka dni przed żywiołem starało się opuścić zagrożone lasy. W dniu katastrofy wychodziły z lasu na otwartą przestrzeń. Drapieżniki i zwierzyna płowa obok siebie. Ponoć był to niesamowity widok.

soltys31 07

Fot. Maciej Eckardt

Pana pierwsze skojarzenie na wspomnienie nawałnicy, to…

Obawa o życie ludzi. To naprawdę wyglądało makabrycznie. Wszędzie powalone drzewa, brak prądu, zanikająca łączność. Przedzieraliśmy się przez to kłębowisko drzew do wszystkich mieszkańców Rytla. Do rana dotarliśmy do wszystkich, ale nie mieliśmy żadnej informacji o mieszkańcach z innych osad, szczególnie tych położonych w lasach. To była wielka nerwówka.

Jeszcze jakieś skojarzenie?

Jazgot pił. Trwał wyścig z czasem, drogi były zupełnie nieprzejezdne. Trzeba było torować wśród drzew przepusty, żeby mogły przejechać służby ratunkowe. W powalonym lesie uderzyła mnie również niesamowita, przejmująca cisza. Słychać było jedynie krakanie kruków. No i widok pilarzy w kanale Brdy, którzy udrażniali przepływ wody. Z piłami po pas w wodzie, za nimi kobiety i dzieci odbierające gałęzie. Siedzieli w tej wodzie od rana do wieczora, w deszcz nie deszcz, bo woda niebezpiecznie wzbierała. Cały czas mam to przed oczami.

Rok temu stał się Pan twarzą Rytla. Cała Polska zobaczyła, jak wziął Pan sprawy w swoje ręce i zaczął organizować pomoc, ludzi…

Byłem sołtysem i mieszkańcy po coś w końcu mnie wybrali. Nie było czasu na zastanawianie. Ludzie czekali na pomoc. Mamy wspaniałych mieszkańców, niesamowicie ofiarnych, więc wiele spraw można było sprawnie przeprowadzić. Pracowaliśmy jak w ulu. Każdy wiedział, co ma robić. Rano rozdzielaliśmy zadania. Szybko powołaliśmy społeczny komitet, który zaczął działać w ośrodku kultury, tam też był nasz "sztab".

Pomoc zaczęła docierać z różnych stron…

Tak, to było niesamowite. Już na drugi dzień po nawałnicy przyjechali pierwsi wolontariusze. Niektórzy z nich przerwali urlopy, by być z nami. Brali piły i szli w teren. Zaczęła przychodzić najpilniejsza pomoc – piły spalinowe, paliwo, agregaty prądotwórcze, siekiery, peleryny… No i żywność. Dzięki naszym dwóm profilom na Facebooku mogliśmy przekazywać informacje i koordynować pomoc. W sumie przewinęło się przez nasz sztab kilka tysięcy wolontariuszy. Przyjeżdżali spontanicznie, pytali, gdzie mają się udać i ruszali z pomocą. To było dla nas niesamowite doświadczenie. Z wdzięcznością wspominam strażaków, harcerzy, leśników, pracowników ENEI… Wszyscy ścigali się z czasem. O wielu wolontariuszach nie wiemy. Byli jak dobre duchy. Przyjeżdżali, uzyskiwali informacje w sztabie, szli w teren i już ich więcej nie widzieliśmy… Mamy ich wszystkich w sercach.

rytel31 07

Fot. Maciej Eckardt

Wiele krytyki padło pod adresem rządu, wojska… Mieszkańcy mieli żal, że państwo zareagowało późno

Skala tego dramatu zaskoczyła wszystkich. Także rząd. Rzeczywiście, mieszkańcy nie byli, delikatnie mówiąc, zachwyceni początkową reakcją rządu. To oczywiście nauka dla rządzących, by usprawnić procedury działania w takich okolicznościach. Miałem okazję widzieć z bliska, jak działa w takich sytuacjach państwo i mam na ten temat swoje przemyślenia, którymi chętnie się podzielę, jeśli ktoś będzie chciał posłuchać zwykłego sołtysa…

Nie takiego zwykłego. Stał się Pan twarzą Rytla, został Pan doceniony, także przez Prezydenta, różne organizacje, redakcje wielu gazet…

Zaraz po nawałnicy napisałem list do Andrzeja Dudy. Mieliśmy potem długą rozmowę telefoniczną. Prezydent interesował się tym, co robimy. Państwo, po kilku początkowych zgrzytach, też zaczęło wypełniać swoją rolę. Oczywiście zawsze można było pewne sprawy rozwiązać lepiej, ale przypominam – to była bezprecedensowa sytuacja. A jeśli chodzi o gazety i docenienie, to traktuję to przede wszystkim, jako wyróżnienie dla tych, którzy tworzyli wówczas drużynę niosącą pomoc. Od pilarzy, elektryków, dziewczyn w sztabie po panie kucharki, dzięki którym na wszystkich czekał w sztabie ciepły posiłek, kanapki i gorąca kawa.

Zaskoczyła Pana skala pomocy?

Bardzo. To było coś niesamowitego. Przyjeżdżali ludzie, zostawiali sprzęt, żywność, ubrania. Zareagowało mnóstwo firm, organizacji, środowisk… Nie sposób wszystkich wymienić, a nie chciałbym kogoś pominąć. Była to naprawdę bardzo wielka pomoc. Od prawnej po materialną. Wzruszające były maskotki, które do sztabu przysyłały dzieci dla swoich rówieśników w Rytlu. "Bo na pewno jest im smutno" i żeby "miały się do kogo przytulić". To były bardzo osobiste maskotki, więc tym bardziej cenne.

Czego nauczyła Pana nawałnica?

Pokory wobec siły natury. Tej niszczycielskiej. Siła żywiołu potrafi być nieprawdopodobna. Człowiek staje wobec niej bezradny. Wtedy sprawdza się ludzka solidarność. My jej doświadczyliśmy. Dzięki niej daliśmy radę.

Co dalej?

Jak to co? Będziemy sadzić las. Opłakaliśmy nasze drzewa. Teraz posadzimy nowe. Potrzebujemy na to 240 milionów sadzonek. Damy radę. Sołectwo Rytel to w końcu lasy. To nasze miejsce na ziemi, którego nie zamienimy na żadne inne. A wie pan, że wróciły do nas już ptaki. Śpiewają. Nie ma już tej przejmującej ciszy. Wraca życie.

Fot. Maciej Eckardt

Opublikował:
Maciej Eckardt
Author: Maciej Eckardt
O Autorze
Publicysta, bloger. Politycznie hasający po polach niczyich. Ojciec zaabsorbowany wychowywaniem trojaków. Obserwujący świat także z ich perspektywy.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.