sobota
| 17 listopada 2018

Organizacje "proekologiczne", takie jak Fundacja Viva!, Otwarte Klatki, Mondo Cane dziś protestują przed Sejmem. Chcą w ten sposób przeforsować ustawowy zakaz hodowli zwierząt futerkowych. Pomimo faktu, że takie rozwiązanie jest szkodliwe z punktu widzenia polskiej gospodarki i patriotyzmu ekonomicznego. W sumie sprzeczne są też z jakąkolwiek logiką. 

Szaleństwo rozpętane przez jednego z czołowych ideologów obrońców "praw zwierząt" australijskiego etyka i filozofa Petera Singera rozwija się i pogłębia. Zwierzęta według niego są dla ludzi grupę prymarną i jako takie nie mogą być przez ludzi wykorzystywane do jakichkolwiek celów. To tylko kolejny przejaw postępujących od lat i napływających z zachodu ideologii humanizujących zwierzęta i dehumanizujących człowieka.

Stąd walka o prawo kur do szczęścia i krów do oddawania swojego mleka wyłącznie cielętom, a nie człowiekowi. Dlatego kury w polskich hodowlach cierpią na depresję, a polskie jaja są aż tak niezdrowe, że z ich zakupu wycofały się niemieckie i francuskie markety i sieci hoteli. Tak samo nawolywania do zaniechania spożywania krowiego mleka. Stąd na bilboardach nieszczęśliwe cielęta pozbawione matczynego pokarmu od dorosłego byka.

Przemysł futrzarski w Polsce, jak wynika z badań Instytutu Inicjatyw Konsumenckich i Gospodarczych INSTIGOS, daje zatrudnienie około 13,5 tys. osób pracujących bezpośrednio przy hodowlach i kilkudziesięcioma tysiącom kooperantów (stolarzy, kuśnierzy, weterynarzy, firmom budowlanym, zootechnikom, producentom pasz, ogrodzeń, klatek i przedstawicielom wielu innych profesji). Same fermy zlokalizowane są zazwyczaj na obszarach o wysokim bezrobociu strukturalnym, często na terenach byłych PGR-ów, czyli w miejscach, gdzie dziś trudno o jakąkolwiek alternatywę rolną. Likwidacja przemysłu futrzarskiego w naszym kraju wiąże się z wysłaniem tych wszystkich ludzi na bezrobocie.

Polska jest trzecim na świecie i drugim w Europie producentem skór zwierząt futerkowych, ustępując pod względem skali tylko Chinom i Danii i wyprzedzając oba te kraje, gdy pod uwagę weźmiemy jakość produkcji i standardy panujące na fermach. Zależność jest tu banalnie prosta. Im wyższe warunki hodowli, tym lepszej jakości okrywa włosowa (finalnie futro). Im lepszej jakości okrywa włosowa, tym większe zyski. Wysokie warunki dobrostanowe zwierząt przekładają się zatem bezpośrednio na dochody gospodarstw. Czy stosowanie barbarzyńskich metod hodowli pozwoliłoby Polakom podwoić wskaźniki produkcyjne o ponad 100% w zaledwie 5 lat?

"Ekolodzy" protestują przeciw branży przynoszącej budżetowi państwa około 600-800 mln zł z tytułu podatków pośrednich i bezpośrednich i eksportującej swoje towary za niemal 2 mld zł rocznie. Skala eksportu wynosi natomiast około 100%. Aktywiści utrzymują jednak, że wpływy z tytułu podatku VAT są w tym przypadku… ujemne. Tak się ekolodzy znają na ekonomii. Zresztą o ekologii wcale nie mają większego pojęcia. Dlatego ich działania można potraktować wyłącznie, jako gospodarczy sabotaż.

Świat Rolnika/Fot. Aleksandra Kasperska


wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.