piątek
| 19 października 2018
Paweł Jaworski | 04 października 2018

Stefan Oleszczuk: Zamiast obywatelskich samorządów mamy "polskie rancza"

stefan oleszczuk

Zbliżają się wybory, a wraz z nimi setki propozycji i tysiące kandydatów do objęcia funkcji w lokalnych samorządach. O idei kreowania lokalnej polityki oraz jej potencjale rozmawiałem ze Stefanem Oleszczukiem, doradcą prezydenta RP ds. samorządu terytorialnego w latach 1991-1994 i samorządowcem, którego działania były podawane jako wzór budowy wolnościowej gminy w Polsce oraz za granicą, m.in. w Europie Zachodniej, Kanadzie, Australii, Indiach i Stanach Zjednoczonych.

Pytam, jako doświadczonego samorządowca. Czy przyszli burmistrzowie, wójtowie, radni, mają możliwość kreowania efektywnej polityki oraz tworzenia warunków rozwoju przedsiębiorczości? Czy obecna sytuacja samorządów różni się znacząco od okresu Pana rządów, które były jednak sukcesem?

Samorządowcy zawsze mają taką możliwość. Inaczej nie byłoby sensu samorządności. To niezależność od administracji rządowej, która umożliwia kreowanie życia społecznego. Bez tego mielibyśmy dalej terenowe organy administracji państwowej, w których naczelnik w gminie był ostatnim ramieniem administracji rządowej. Dostrzegam wśród rządzących taką chęć powrotu do systemu totalnego, w którym samorząd miałby jedynie wykonywać założenia przychodzące z góry.

W jaki sposób objawia się dążenie do wdrożenia elementów systemu słusznie minionego?

To nie jest oficjalne. Widać jednak brak zaufania rządu centralnego do samorządów. To, że samorząd nie funkcjonuje prawidłowo nie jest spowodowane samą ideą samorządności, tylko tym, że został umocowany w niewłaściwym systemie prawnym. W tej chwili samorząd jest coraz mniej samodzielny, zabiera mu się kolejne kompetencje, ale jednocześnie przydziela się nowe zadania, na które wydziela się nieadekwatne do potrzeb środki finansowe.

Problemem jest sama ingerencja państwa?

Problemem jest kontroling. Musi być w każdej firmie, tak samo w państwie. Tego nie ma, dlatego mamy tzw. polskie rancza. I rząd centralny ma, musi mieć tego świadomość. Krótko mówiąc, nie funkcjonujemy tak, jak powinno się działać w profilaktyce – nie walczy się ze skutkami, tylko zapobiega przyczynom.

Tak podpowiada rozsądek. W takim razie skąd "polskie rancza"?

Gdy byłem doradcą Prezydenta RP ds. Samorządu, nie zgadzałem się z prof. Kuleszą i wraz z innymi ostrzegałem przed tym "wykolejaniem się" samorządów, w kierunku "rancz". Jednak wówczas spojrzenie profesorów, którzy nie byli praktykami było takie, że ludzie na "dole", są tak idealni i ideowi, że nie będzie żadnych wypaczeń. No cóż, jak mawiał klasyk: "dawaj możliwości, kompetencje, ale kontroluj". To nie zadziałało. Zaufanie nie polega przecież na tym, żeby rodzice dali dziecku pieniądze i powiedzieli: "masz i rób co chcesz, my nie będziemy się wtrącać". To powinno być jasno skodyfikowane – co wolno a czego nie wolno – i tego trzeba bardzo stanowczo przestrzegać.

Samorząd w wielu miejscach nadużywa swoich możliwości. Dlaczego? Bo jest okazja. Później dziwimy się, że wójtowie, burmistrzowie, są "złodziejami". To kto jest winien? Ustawodawca, ponieważ stworzył nieszczelny system kontroli. Nikomu nie powinno się dawać pokusy, a samorządom została dana.

Możliwości kuszą, ale niektórym się jednak udało…

Wielu moich znajomych do dzisiejszego dnia śmieje się ze mnie "Ty frajerze, trzeba było robić tak, jak wszyscy inni".

Czyli złe prawo, stwarzające możliwości do działań poza kontrolą jest kluczem do zrozumienia problemów samorządu? Z czym jeszcze muszą zmagać się samorządowcy?

Brak społeczeństwa obywatelskiego. Minęło 29 lat, a my nawet nie zbliżyliśmy się do modelu znanego ze Szwajcarii. Tam społeczeństwo naprawdę wie o czym decyduje w referendach. U nas, mimo zmieniających się rządów wciąż pielęgnuje się zasadę, że dobry obywatel, to nieświadomy obywatel. Chcemy, żeby to państwo było nasze, żeby nasze małe ojczyzny były nasze, ale jak mają być, kiedy nie znamy nawet podstaw funkcjonowania samorządów?

Czytam raport Warsaw Enterprise Institute, który przedstawia "Bank dobrych praktyk samorządowych". Dokument ukazuje programy wdrożone na szczeblu lokalnym, które stanowią szansę dla samorządów. Wśród nich bon wychowawczy, działki dla młodych. Sporo uwagi raport poświęca Nysie, która próbuje aktywnie włączać się w kreowanie lokalnej rzeczywistości. Czy samorządy mają narzędzia, żeby pomagać, a przynajmniej nie przeszkadzać przedsiębiorczości?

Owszem, mają takie narzędzia. W Kamieniu Pomorskim nie poszliśmy w kierunku, który obrali koledzy samorządowcy w innych gminach. Część z nich poszła w kierunku tzw. inkubatorów przedsiębiorczości – pod różnymi nazwami. Z kolei my uznaliśmy, że jeżeli wolna strefa ekonomiczna jest dobra, to należy ją rozszerzyć na całą gminę. To będzie lepsze niż tworzenie jakiejkolwiek enklawy w gminie. Poszliśmy znacznie dalej.

Chodzi też o to, żeby nie wypinać piersi po ordery poprzez podejmowanie pozornych działań, kiedy można zrobić coś na dużą skalę, bardziej sprawiedliwie. Jeśli stworzymy enklawę, to tworzymy również sieć uzależnień, załatwień, układów. Wytłumaczę to na przykładzie. Ktoś mógłby załatwić sobie, że akurat na terenie jego gospodarstwa rolnego powstanie specjalna strefa ekonomiczna. Nagle cena za m2 ziemi gwałtownie rośnie, nawet 50 czy 100 razy. Wtedy jest pokusa, to jest sytuacja korupcjogenna.

Jak w takim razie być dobrym gospodarzem w samorządzie? Na co zwracać uwagę?

Jak robimy jakikolwiek projekt, to trzeba się zastanawiać nad jego sensem i sprawiedliwością. Sprawiedliwość to nie tylko sądy i prokuratura, ale również to, w jaki sposób pozyskujemy i wydajemy pieniądze podatników. Można zbudować w gminie szklane domy. One się walą, nawet te najbogatsze, ale rządzący przez kilka kadencji, póki dług nie jest jak powróz z kamieniem u szyi, udają, że wszystko jest w porządku. Trwa bal. Ludzie tańczą jak na tonącym Titanicu. To nic, że wydaliśmy na coś, co jest kompletnie bezsensowne. A wystarczyłoby jedno, proste pytanie. Człowiek w Szwajcarii zadałby sobie jedno pytanie: Czy inwestycja jest po stronie kosztów czy przychodów? U nich to sytuuje projekt. U nas to nie jest ważne. Ważne, że "w ogóle coś zrobili". Proszę zwrócić uwagę, że tuż przed wyborami wszystkie gminy w Polsce są "rozkopane". Robi się wtedy wszystko na szybko i byle jak. Przypadek? Nie. Ale za tę fuszerkę, już po wyborach, zapłacą obywatele...

Fot. Stefan Oleszczuk, YouTube


wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.