środa
| 20 marca 2019

Światowy Kongres Żydów opublikował oświadczenie, w którym czytamy, że "Ukraina ma obowiązek uznać akty ludobójstwa, a nie gloryfikować tych, którzy je popełnili". O sytuacji na Ukrainie, relacjach z Polską, a także wizji polityki prowadzonej przez Kijów rozmawialiśmy z ks. Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim, który od lat zabiega o godne upamiętnienie ofiar ludobójstwa na Wołyniu.

Paweł Jaworski: Czy Ukrainę stać obecnie na gest uznania ludobójstwa i odejścia od gloryfikacji tych, którzy dopuścili się tej zbrodni? W jakim kierunku zmierza polityka naszego wschodniego sąsiada?

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: – Przed chwilą dowiedziałem się, że prezydent Andrzej Duda odwołał ambasadora Polski Jana Piekło z Kijowa, co uważam za bardzo dobrą wiadomość. Myślę, że to wyraźny sygnał, że sytuacja przekroczyła wszelką granicę. Zachód, w rozumieniu także Stanów Zjednoczonych, Kanady, Izraela, od samego początku wspierał wydarzenia na Majdanie. Zarówno w 2004 roku, jak i później na przełomie 2013/14. Za tym idą także ogromne pieniądze, wsparcie polityczne i wojskowe. Natomiast ci, którzy są obdarowani, czyli Ukraina rządzona przez prezydenta Petro Poroszenkę i rząd ukraiński, który w osobie pana Wołodymyra Hrojsmana, "w podziękowaniu" za to wszystko gloryfikuje ludobójców.

PJ: W postawie Kijowa trudno szukać dyplomacji.

– Postawa premiera Hrojsmana jest o tyle szokująca, że on jest praktykującym Żydem, przyznaje się do swojego pochodzenia.

PJ: Ale nie da się uciec wrażeniu, że zwłaszcza jego postawa wobec forsowanej na Ukrainie polityki tożsamościowej jest co najmniej niemiłym zaskoczeniem. To duży dysonans.

– To jest niesamowity, trudny do wytłumaczenia rozdźwięk. Dlaczego gloryfikuje ludobójców z OUN, która była zawsze antypolska, antysemicka i jednocześnie mocno proniemiecka? Przecież samo SS Galizien brało udział w Holokauście Żydów. W tym aspekcie postawa Wołodymyra Hrojsmana jest kompletnie niezrozumiała. Ukraina gloryfikuje ludobójców, którzy mają na rękach krew Polaków, Żydów, ale także Węgrów, Czechów, Ormian – moich przodków.

PJ: Jak taką postawę odbiera świat?

– Sprzeciw wobec doktryny probanderowskiej jest powszechny. Chwalę państwo Izrael, które w tej sytuacji zareagowało właściwie.

Paweł Jaworski: A mimo to 110. rocznica urodzin Stepana Bandery, która przypada 1 stycznia przyszłego roku, będzie obchodzona na Ukrainie oficjalnie. Taką decyzję podjął ukraiński parlament.

– Lwowska Rada Obwodowa poinformowała o swojej decyzji w ubiegłym tygodniu. Teraz sprawa uzyskała aprobatę parlamentu, a nawet prezydenta, który w przeciwieństwie do polskiego, ma ogromną władzę. Wszystkie ogniwa władzy uznają za bohatera człowieka, który był zbrodniarzem. Pragnę przypomnieć, że Stepan Bandera był szefem OUN, która od samego początku miała wpisaną idee walkę z Polakami, skrajny antysemityzm i zadeklarowaną, mocną proniemieckość. Bandera był odpowiedzialny m.in. za zabójstwa polskich urzędników, dobrych piłsudczyków, filarów naszego ówczesnego państwa. Mówię tutaj o śmierci ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego czy Tadeusza Hołówko. Warto przypomnieć też, co zrobił wówczas polski rząd? Miłosiernie zamienił mu karę śmierci na dożywocie, a w 1939 roku wypuścił na wolność. Bandera uciekł do Krakowa, gdzie dołączył do Hansa Franka i wraz z OUN współtworzył batalion "Natchtigall", który dopuścił się potwornych pogromów Żydów. Nie można mówić, że Bandera jest neutralny wobec Polaków. Był kolaborantem. Polityka Ukrainy jest kompletnie niezrozumiała, ponieważ, o ile nikt na Zachodzie nie będzie specjalnie przejmował się pomordowanymi Polakami, to Żydami, uczestnikami Holokaustu z pewnością. W tym kontekście działanie Kijowa, to strzelanie sobie w stopę.

PJ: Będąc kilka tygodni temu na Ukrainie, ciężko było dostrzec jakąś szczególną wolę dążenia do współpracy z Zachodem. Nie da się także pominąć faktu, że kiedy Ukraina ma problem, zawsze zwraca się o pomoc do Niemiec. Nie Unii Europejskiej czy sąsiedniej, mocno wspierającej ją Polski, ale właśnie do Niemiec i Angeli Merkel.

– Ależ oczywiście! Dlatego właśnie nie rozumiem tej skrajnej naiwności, kompletnego amoku ze strony establishmentu III RP. Czy rządziła Unia Wolności, czy Platforma Obywatelska, czy teraz Prawo i Sprawiedliwość, hasło jest jedno – "Ukraina jest najważniejsza". Polscy politycy głęboko wierzą, że jeśli będą dawać więcej pieniędzy i wspierać Ukrainę, to przyciągną ją do Polski. Efekt jest dokładnie odwrotny. Oni od zawsze, historycznie, kierują się w stronę Berlina. To już 100 lat pewnej tożsamości. Poza tym Polska nie jest dla nich atrakcyjna z wielu względów. Nie ma do zaoferowania tak wiele, jak Niemcy – gospodarczo i politycznie.

PJ: Czyli o Ukrainie ponad naszymi głowami?

– W sprawach Ukrainy decyduje normandzka czwórka. Format, w którym prezydent Ukrainy dokonuje ustaleń z prezydentem Rosji, Francji i kanclerz Niemiec. Tam nie ma miejsca dla Polski. U nas wciąż panuje ta skrajna naiwność, że Polska się liczy, że będą nas lubić i wspólnie z nami podejmować działania. Tych afrontów ze strony Kijowa było już wiele. Dla mnie najbardziej bolesna sprawa to barbarzyński zakaz pochówku ofiar UPA, ale także polskich żołnierzy, którzy zginęli w czasie I i II wojny światowej. Stanęliśmy w miejscu. Nie ma żadnych działań ze strony ambasady, rządu, prezydenta. Od pięciu lat tych pochówków nie ma. To jest właśnie przykład, że wiara w przyjaźń polsko-ukraińską jest po prostu ślepa.

PJ: Jak ksiądz ocenia odwołanie ambasadora Polski na Ukrainie?

– Cieszę się, że wreszcie odwołano ambasadora, który był po stronie oligarchów ukraińskich. Był całkowicie podległy w swoich działaniach interesom ukraińskim. Jan Piekło przede wszystkim nie był dyplomatą. Został wyciągnięty jak "królik z kapelusza" z fundacji wspieranej przez Amerykanów. Z wykształcenia jest dziennikarzem. Jak w jednym momencie dziennikarz i pracownik obcej fundacji zostaje dyplomatą na tak ważnym, newralgicznym odcinku jak Ukraina? Tam powinniśmy mieć najbardziej rasowego dyplomatę.

PJ: Przyjaźń z Ukrainą, za jaką cenę?

– Efekty są żadne, ale cena jest straszna. Wymierna w sensie finansowym, ale jest jeszcze sfera tożsamościowa, mentalna. Nie potrafiono uczcić nawet 100. rocznicy powstania Orląt Lwowskich. To jest seria ustępstw, za które nie dostajemy nic. 

Fot. wSensie


wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.