sobota
| 21 września 2019
Redakcja | 22 stycznia 2019

Ziemkiewicz: PiS rządzi, nie rozumiejąc, że można jechać na fali gniewu ludu przeciwko elitom, ale trzeba zbudować własne elity

Ziemkiewicz: PiS rządzi, nie rozumiejąc, że można jechać na fali gniewu ludu przeciwko elitom, ale trzeba zbudować własne elity

Rafał Otoka-Frąckiewicz: Naszym gościem jest Rafał Ziemkiewicz – jeden z najbardziej płodnych felietonistów i pisarzy współczesnych czasów. Tak płodny, że już nie musi nic pisać, tylko wydaje książki z tym, co już wcześniej napisał. To jest jego pozycja: "A więc wojna!"

Rafał Ziemkiewicz: To jest nowa pozycja złożona z tekstów, które były pisane przez ostatnie trzy lata. Sukcesy książek takich jak "Pycha i upadek", czy "Życie seksualne Lemingów" przekonały mnie, że jest sens wydawać takie zbiory, bo te teksty zebrane razem jednak w coś się układają. Ludzie kupują. Część kupuje pewnie dlatego, że są to teksty z Internetu, które nigdy nie były w papierze, więc w tym sensie jest ona premierowa papierowo. Może niektórym ciężko jest w to uwierzyć, ale wciąż są ludzie, którzy nie czytają w Internecie, tylko czytają wyłącznie rzeczy w papierze. Uważam, że Ci, którzy czytają w Internecie, patrzą z pewnego dystansu i widzą, co się dzieje, że np. ten zbiór zaczyna się tekstem o tym, że nie uda się wasm zdelegalizować ONR i za trzy lata kolejnym tekstem, o kolejnych próbach gadania - nie o próbach, bo nie mamy żadnych prób, żeby konkretnie wystąpić z wnioskiem o delegalizacje ONR, bo nie ma za co - tylko co i raz ten temat wraca na zasadzie: o, już wszyscy zapomnieli, to przypomnimy, że mamy taką inicjatywę, żeby zdelegalizować ONR. Taka konstrukcja książki pozwala, jeśli nie lepiej zrozumieć, co się dzieje na scenie politycznej, to przynajmniej zobaczyć, jak to się dzieje. 

Jak ją sobie przejrzymy, to zobaczymy, że te tematy co roku się powtarzają. Co roku jest Owsiak, Marsz Niepodległości, jest wiele innych sytuacji i de facto co roku dokumentaliści opisują to samo.

To prawda. Akurat o Owsiaku już chyba nic nie ma, bo napisałem o nim w poprzednich zbiorach. Powtarzają się cykliczne inspiracje, w tym sensie, że u nas to wszystko jest już do bólu przewidywalne. Wiadomo, jakie będą komentarze "Gazety Wyborczej", wiadomo, jakie będą komentarze "Newsweeka", wiadomo, co napisze "Gazeta Polska", a co ja napiszę? Nie wiadomo, przynajmniej takie mam wrażenie. Myślę, że ta książka kilku lemingów by zaskoczyła i kilku PiS-owców też zaskoczy - jeżeli ją przeczytają - bo staram się jednak w służbie swojego czytelnika pokazywać w miarę symetrycznie. Jest  teraz po stronie Platformy Obywatelskiej taka obelga "symetryści", po stronie PiS-u jest ona jeszcze gorzej formułowana, jako "rozkraczeni", więc niech będzie, że jestem "rozkraczonym symetrystą", który uważa, że prawda nie leży ani tu, ani tam, tylko tam, gdzie ja ją widzę, a ja ją widzę różnie.

Kogo oni nazywają tymi symetrystami? To jest obelga...

Tak. To jest obelga, że on chce mówić, że PiS i PO to jedno zło.

Tak samo ocenia PiS, PO i wszystkich innych?

Ja nie oceniam ich tak samo. Nie uważam, że PiS i PO to jedno zło. To są zupełnie różne zła. Wcale nie mówię, że są takie same, bo jedno jest mniejsze, a drugie jest większe i jedno może być większe i drugie może stać się mniejsze, bo sytuacja jest dynamiczna, ale absolutnie nie odpowiada mi taka straszliwa presja, która jest u  nas widoczna, że to jest wojna, a na wojnie nie zakłada się klubów dyskusyjnych. Na wojnie defetystów i dezerterów się rozstrzeliwuje, bo jak jest wojna, to musimy ją wygrać, bo to jest wojna o wszystko. I to jest taka wieczna wojna o wszystko, jak u Haldemana, czy jak w 1984 r. u Orwella, gdzie wojna jest świetnym pretekstem, żeby ludzie zamknęli dzioby i słuchali. Widać, że to się rzeczywiście sprawdza. Idzie 400 tys. lemingów i głosują na bandę złodziei, kompletnego kretyna, który jest kandydatem tej bandy. Wiedzą, że to jest kretyn i że to są złodzieje. No ale nie może być tak, żeby jakiś tam PiS-owski obciach nam wygrał. Z drugiej strony, PiS też potrafi wystawić mało porywających kandydatów i może nie 50 proc., ale te 37-40 proc. zbiorą, bo to są nasi, a tamtych trzeba zatrzymać. Może oni się nie podobają, ale na wojnie się nie dyskutuje, na wojnie się wykonuje rozkazy. Nie będę wykonywał rozkazów. Ja jestem taki Frank Tiriel, wolny strzelec, który ma swoją strzelbę, gania po lesie i odstrzeliwuje, kogo akurat ma ochotę. Możecie mnie nazywać grasantem. U Sienkiewicza to się właśnie tak ładnie nazywało, po lasach chodzą grasanci.

Mam wrażenie, że na tej wojnie nikt nie liczy trupów, bo ostrzał jest tak ciężki, że strzela się do swoich, głównie w ostatnim czasie. Teraz jest zadyma z sądami... Pamiętam rozmowę z prawnikami w 2015 r., gdy wygrał PiS – młodzi chłopcy po 30-40 lat mówili wtedy: "Wreszcie coś się zmieni. Są plany reform, świetnie!". Rozmawiam z nimi rok później i słyszę: "Błagam, nie tak. Co oni zrobili?".

Właśnie o to chodzi…

Tylko że w chwili, gdy oni się postawili, odwrócili się od tej partii władzy, bo wykonywała ruchy dla nich po prostu nie do przyjęcia, to zostali ostrzelani, jak wrogowie ludu. Moim zdaniem PiS systematycznie traci ludzi, którzy z drugiej strony, nie mają żadnej alternatywy.

Nie powiem, żebym widział w PiSie jakąś głęboką myśl strategiczną. To jest raczej jakieś działanie na instynktach. To się oczywiście dla nich źle skończy, co nie znaczy, że dobrze się skończy dla Platformy Obywatelskiej. Nie wierzę w to, że można wejść po raz drugi do tej samej rzeki, zresztą nikomu się to w Polsce nie udało. Dzisiaj widzę te tłumy łkających lemingów, że Tusk wróci. Przypominam sobie, jak Kwaśniewski wracał, jak zwolennicy postkomuny marzyli: "O, przyjdzie mesjasz, przecież on wygrywał tu drugą kadencję i wygrał w pierwszej turze. Niech tylko wróci Kwaśniewski, przyjedzie, poprowadzi nas do zwycięstwa". Nie. Powrót Tuska będzie taki sam, jak powrót Kwaśniewskiego. PiS rzeczywiście rządzi, ale nie rozumie jednego: można jechać na fali gniewu ludu przeciwko elitom, ale trzeba zbudować własne elity. Jest takie powiedzenie, że lud może stawiać trony, lud może obalać trony, ale lud nie jest w stanie siedzieć na tronie. Na tym tronie musi kogoś posadzić. Żeby skutecznie rządzić państwem, trzeba mieć prawników. Walka z prawnikami jest tego świetnym przykładem, ponieważ pierwotne, mądre projekty były takie, żeby wybór KRS powierzyć sędziom. Cała istota tego mafijnego systemu, jaki dotąd miał miejsce, polegała na tym, że KRS wybierał prezesów sądów, a sam KRS był wybierany przez prezesów sądów, których sam wybrał. W związku z tym w Polsce może być 10 tys. sędziów, a jest dwustu takich Zolli, Rzeplińskich, Gersdorfów - taki establishment - do tego pan Bury, Żurek i tego typu ludzie i mogą sobie robić, co chcą i mają taki pomysł: "niech wszyscy sędziowie wybierają KRS". 10 tys. sędziów na pewno by nie wybrało KRS-u z Burym, Żurkiem i całą tą mentownią. Nie. Poszli na Nowogrodzką i stwierdzili, że wybiorą nie wiadomo kogo: "To my musimy wybrać, my wskażemy kogo wybrać".

Leczenie systemu jest takie: "Wypierdzielimy peowców i wsadzimy swoich pisowców, bo pisowcy to patrioci, nasi, dobrzy i to będzie działało". Z tym że naszych, uczciwych to tak nie bardzo. Ostatecznie mając do wyboru: nasz, mądry, czy uczciwy, stawiamy głównie na naszych, czyli zasada BMW w całym rozpędzie. Efekt jest taki, że nie kreuje się żadnej nowej elity. Co to jest elita? To są Ci, co zarządzają życiem publicznym. Bez ludzi, którzy potrafią zarządzać, stale będziemy mieli afery. Po pierwsze, że któremuś coś się przykleiło do łapy, albo dał się nagrać w dwuznacznej sytuacji, albo coś tam. Po drugie, będziemy mieć takich - nie chcę lecieć po nazwiskach -  powiedzmy takich Sławojów Składkowskich, odwołując się do wzorca międzywojennego, czyli pełnych, dobrych chęci idiotów. Jak wiemy, idiota pełen dobrych chęci jest bardziej niszczący niż słoń w składzie porcelany... Straty jak na wojnie. To jest taka wojna pozycyjna, jak pierwsza wojna światowa. Wszyscy siedzą głęboko w okopach i napier*alają do siebie ze wszystkiego co mają. To wszystko leci w powietrze. Sądownictwo - bach, poleciało. Festiwal w Opolu - jebudu, wyleciał. I po tym całym ostrzale okazuje się, że nikt nie jest w stanie posunąć się za bardzo do przodu. Jak jakaś Somma, czy Verdun. Pójdą 100 metrów do przodu, muszą się cofnąć. Wszystko w diabły, tylko straty potworne.

Myślę, że jest trochę gorzej. Mianowicie w czasie I wojny światowej na ziemi niczyjej nikogo nie było. Tam były tylko zgliszcza, a tutaj mam wrażenie, że na ziemi niczyjej są wszyscy Ci, którzy nie chcą być po żadnej z tych stron i nad ich głowami fruwają pociski. Co chwilę spada jakiś samolot, który niszczy budynki, rodziny i Ci symetryści żyją w ciągłym strachu.

I od czasu do czasu celowo w nas nawalają, bo tam wróg jest daleko i okopany... To jest zdrada. Jak możesz mówić, że naczelnik nie ma racji? Komendant ma zawsze rację. No właśnie nie. To, że jestem np. przeciwnikiem aborcji i uważam, że to powinno być zakazane, to nie znaczy, że muszę być zwolennikiem zakazu hodowli zwierząt futerkowych, bo to akurat w PiSie jedno z drugim się tak bez sensu połączyło. Jeżeli uważam, że sądy należy zmienić, to wcale nie uważam, że to, minister Ziobro powinien mianować prezesów sądów, w tym Sądu Najwyższego. To jest taka intelektualna finezja, która dla wielu rozpalonych żołnierzy tej wojny jest po prostu nie do zrozumienia. Oni chcą mieć jasny i prosty obraz: "Tam jest wróg, wal do wroga, a tutaj jest publicysta, czyli taki dobosz z werbelkiem, który tylko wybija rytm ku pokrzepieniu serc.

Paradoksem jest to, że na tej ziemi niczyjej, na której siedzą ludzie, którzy nie chcą być po żadnej ze stron, jest miszmasz. Tam są: lewacy, prawacy, katolicy, protestanci, niewierzący. Tak naprawdę tam są wszyscy.

Czasem łatwiej jest mi się dogadać, może nie z jakimś tam zakutym "Razemowcem", bo oni ideologicznie…

Oni mają kłopoty z matematyką...

Tak, i oni mają doktrynę, ale jak są takie środowiska liberalne, lewicowe niedoktrynalne, a są, to łatwiej się z nimi dogadać, bo mają jakieś argumenty. Jeżeli argumentem jest "bo tak", "tamci to są dopiero bandyci, najważniejsze to z nimi wygrać, a potem to się zobaczy"... Ja już ponad dwadzieścia lat piszę i wiem, że nie będzie żadnego "potem". Horyzont się zawsze przesuwa. Nic nie możemy zrobić, bo nie rządzimy, ale jak rządzimy, to nie mamy większości w parlamencie, jesteśmy skazani na chwiejne koalicje, no to nie możemy. Jak mamy większość w parlamencie i to jeszcze w obu izbach i mamy jeszcze prezydenta, to nic nie możemy zrobić, bo nie mamy Trybunału Konstytucyjnego. No to mamy Trybunał Konstytucyjny, ale Sądu Najwyższego nie mamy. Jak coś się stanie, że się skończy wreszcie ta afera z Sądem Najwyższym, która też była głupia, bo można było i Trybunał Konstytucyjny i Sąd Najwyższy przejąć już bez tej całej bezsensownej chryi, bez wpuszczania w to Unii Europejskiej, to zaraz też się okaże, że jeszcze czegoś tam brakuje, a jak już PiS wszystko zgarnie, to się okaże, że na tych zajętych wcześniej pozycjach są zdrajcy i znowu trzeba będzie się cofnąć i ich spacyfikować, ad mortem usrandum. W tej logice ta wojna nigdy się nie skończy, dlatego nie ma innej rady, tylko brać swoją rusznicę, iść do lasu, znaleźć swoje tereny łowieckie i odstrzeliwać co głupszych, ku uciesze gawiedzi.

Masz wrażenie, że ta ziemia niczyja się poszerza, czy zawęża?

Mnie interesuje ten pas ziemi, nazwijmy go "na prawo od PiS-u".

Jeszcze bardziej ekstremalnie?

Jeszcze bardziej ekstremalnie, czyli obszar zajmowany przez partię "Wolność", przez antysystemowców, narodowców. U nas jest inna koncepcja niż ta, którą miał Victor Orban, do którego PiS się teoretycznie odwołuje, ale w praktyce robi zupełnie coś innego. Orban w sferze wartości przypomina PiS z tych deklarowanych  wartości, natomiast w praktyce Orban jest węgierskim Tuskiem. To strasznie zręczny gracz: cwany, z wielkimi zdolnościami komunikacyjnymi. On od razu wyczaił, że drogą do sukcesu jest zbudowanie na prawo od siebie czegoś, co będzie przerażało, straszyło elektorat centrowo-miejski, ten lemingowski. Na Węgrzech nie ma takiej mobilizacji, że jak Fidesz ma kandydata w Budapeszcie, to oni wystawią koślawą kobyłę, ale na zasadzie na złość Orbanowi ona przejdzie. Nie, ponieważ Orban gra tak: "Póki jestem silny, to ja ten Jobbik nie dopuszcze do władzy, ale jak osłabnę, to ci chłopcy przyjdą i zrobią wam z dupy jesień średniowiecza". To jest dla nich przerażające. Gdyby PiS grał podobnie i pokazywał: "Patrzcie, albo my, albo Ci straszni faszyści", to lemingi plułyby sobie w brodę, szarpały się za uszy, ale zaciskając zęby, musieliby zagłosować na PiS, bo inaczej zapanuje faszyzm. U nas doktryna komendanta jest inna, tzn. na prawo od niego ma nie być nic. Oni nie są w stanie zrobić tak, żeby na prawo nie było nic. Wolnościowiec nie przyjdzie do PiS-u, bo tam jest Jarosław Gowin, który mówi "Halo, my jesteśmy prawdziwą prawicą". Wiadomo, że nie mają tam nic do powiedzenia. Od czasu do czasu wypadają z PiS-u, żeby tę metaforę kontynuować. Obrazowo to takie ekspedycje karne, które tu na naszym prawicowym pograniczu robią rozpierduchę: a to się kogoś wyciągnę z Kukiza, a to się pokłóci jednych i drugich, zresztą wiele nie trzeba.

Republikanów się wchłonie…

Jakichś republikanów się wyrwie. Skłócanie prawicy to najłatwiejsza robota na świece. Jak ktoś daje za to pieniądze, to są to najlepiej zarabiane pieniądze, jakie można sobie wyobrazić. Nie trzeba wiele robić, żeby prawicowcy się kłócili. Mają to w genach. Efekt jest taki, że na prawo od PiS-u jest szerokie pole na 10-15 proc. elektoratu, ale tam się uganiają tylko tacy traperzy. Wszyscy się ze sobą kłócą, więc koniec końców w każdych kolejnych wyborach ten elektorat albo jest rozkruszony, albo po części przejmowany przez PiS na zasadzie: "Zagłosowałbym na tego Korwina, ale on znowu coś palnie takiego, że i tak nie wejdzie do Sejmu, to niech ten PiS będzie jako mniejsze zło". To jest partia "mniejsze zło" i tak powinna się nazywać.

Nie masz wrażenia, że ta prawa strona sama się eksterminuje? Przecież narodowcy odstraszają kumaniem się np. z włoskimi faszystami. Korwin jest trupem politycznym, ale całe to środowisko de facto jest zabawne.

Jak na trupa, to jest dość żywotny. Problem polega na tym, że u nas nie wykształciła się taka kultura współdziałania i trudno się dziwić. Państwa, które ją mają, wyrabiały ją przez dziesiątki lat, a nie z dnia na dzień. Całe nasze życie polityczne to są takie watahy, które się zbierają wokół wodza. Tylko jest proteza prawna, jaką jest ustawa o partiach politycznych, sprawiająca, że prezes dostaje grube miliony do wolnego rozporządzenia.

No ale to jest właśnie przykład Korwina i jego partii Wolność, która była taka energiczna, dopóki nie dostała pieniędzy. Dostali pieniądze i nagle spokój, cisza, niech się dzieje.

Coś tam się dzieje. Cały czas serdecznie wspieram to wszystko, co się dzieje po prawej stronie od PiS-u, bo uważam, że tam jest przyszłość, w tym sensie, że tam są pomysły i idee, jak urządzić Polskę, bo wypierdzielić głupka z PO i dać głupka z PiS-u, to nie jest żaden pomysł na naprawę. Tym bardziej, że PiS zapędził się w taką walkę z elitami, że każdy, kto ma skończone wyższe studia i przypadkiem rzeczywiście coś umie, staje się podejrzany. Musi bardzo demonstrować swoje oddanie komendantowi, żeby go nie uznano za jakąś "łże-elitę" do wycięcia. Jeśli naprawdę jest fachowcem, to nie jest w stanie udowodnić swojego oddania komendantowi, bo przy kolejnym głupim pomyśle powie: "Panowie, to nie tak".

To wtedy go odstrzelą…

Na wojnie nie otwiera się klubów dyskusyjnych. Ty chcesz, żeby tutaj ta mafia gersforfowo-rzeplińsko-tuskowa wróciła do władzy tak?

Ruscy agenci, niemieccy szpiedzy i żydowscy osadnicy.

To wszystko by było bardzo śmieszne, gdyby się działo w jakimś innym kraju. Cała formuła jest taka, że obecna opozycja, ta sama, która siebie nazwała "totalną" - co zresztą PiS z lubością podchwycił i powtarza - to jej pomysł na istnienie jest w zasadzie taki: "Kopiować wszystko to, co miała za złe PiS-owi, kiedy PiS był w opozycji", czyli delegitymizowanie państwa, rokosz przeciwko państwu, mówiąc ich językiem, robienie jednej wielkiej rozpierduchy, czego ukoronowaniem jest to, że 11 listopada żaden przedstawiciel opozycji nie bierze udziału w żadnych oficjalnych obchodach, a nawet są osobne.

To nawet lepiej, bo przypomnieli, dlaczego nikt ich nie chciał, czyli antypolska retoryka, mówienie, że Polacy to faszyści... De facto Gronkiewicz-Waltz i Platforma Obywatelska przypomnieli, co mówili Polakom przez całe osiem lat, że patriotyzm to faszyzm, jesteście ksenofobami…

No tak, bo jak się naśladuje PiS w opozycji, to działają te same mechanizmy. Po pierwsze - przeniesienie ku skrajności, tylko w PiSie tę rolę pełnił mit smoleński, podniesiony do rangi "dogmatu trzech wybuchów" albo "dwóch wybuchów", to zależy. Nie chcę już w to wchodzić, ale nie można było zrobić nic lepszego dla Donalda Tuska, bo jak zaczęto lansować hipotezę zamachu, to właściwie wszystkie prawdziwe winy, które to państwo i rządzący tym państwem w 2010 roku mieli dla spowodowania tej katastrofy i dlatego, że nie było uczciwego śledztwa, to to wszystko straciło znaczenie. Jeżeli to były wybuchy i to był zamach, to ten cały bajzel w 36. Pułku Lotniczym i ta organizacja lotu i to wszystko nie miało znaczenia. Przyszedł ruski z bombą, wsadził tę bombę w apteczkę, czy gdzie tam ona wybuchła... To jest taka bomba krążąca, bo każdego 10 kwietnia wybucha w innej części tego samolotu. Czasem są dwie, czasem są trzy.

Czasem są lasery z kosmosu…

Ale to wygenerowało takie emocje, że przesunęło PiS w kierunku radykalizmu i drugi fetysz, czyli totalna delegitymizacja państwa. Jeśli państwo jest w rękach morderców, którzy na zlecenie obcych zamordowali swojego prezydenta, to nie ma z nimi żadnej rozmowy. Jest na śmierć i życie, ale PiS na tym wygrał. W związku, z czym PO żyje pod tego urokiem. Widać, że Schetyna jest zakochany w Jarosławie Kaczyńskim, taką trudną miłością "kocham i nienawidzę". Z jednej strony go nienawidzi, a z drugiej wszyscy – również on – podziwiają jego skuteczność. Facet przez 25 lat nie dał się utopić. Był osiem lat w opozycji, przegrywał wybory za wyborami i nic. Ani mu się partia nie rozleciała, jakieś tam grupy odchodziły i znikały, jak Polska jest Najważniejsza. Przetrwał i rządzi. Oni dzisiaj powtarzają dokładnie to samo, tylko symetrycznie. Tamten mówił, że to Niemcy, no to oni mówią, że to Putin. Mit smoleński zastąpił mit łamania konstytucji. Zamiast Klubów "Gazety Polskiej" mamy Kluby Obywatelskie. Zamiast Rodzin Radia Maryja - Rodziny radia TOK FM. Dokładne kopiowanie know-how. Powinni płacić licencję za wykorzystanie cudzych pomysłów.

Najśmieszniejsze jest to, co zapowiada opozycja, że jak dojdzie do władzy, to będzie robiła dokładnie to, co ma PiS-owi za złe, kiedy teraz jest u władzy, czyli Schetyna już sobie zapisuje nazwiska sędziów – i jeszcze idiota o tym mówi – już sporządza listy proskrypcyjne dziennikarzy, których wyleją z mediów, już tam zapowiadają, jak będą czyścić. To są takie trochę – żona nie będzie tego oglądać, bo żona się wkurza jak to mówię – mokre sny impotenta. Ten cały dyskurs, tego jak oni się podniecają. Kogo wyrzucicie? Możecie sobie marzyć, że powyrzucacie. Marzą i straszą, ale co by się nie daj Boże stało, gdyby teraz wyborcy odwrócili wynik? Kolejny obrót karuzeli. PiS znowu przechodzi na pozycję totalnej delegitymizacji: idziemy do lasu, wysadzamy pociągi. Na szczęście kolej jest u nas w takim stanie, że ich wysadzanie i tak by nic nie zmieniło w rozkładzie jazdy i nikt by tego nie zauważył, a Platforma będzie wtedy czyścić wrogie elementy. To jest jakiś powód dla ludzi, żeby się zniechęcić i opuścić ręce, ale po to  jesteśmy my, żeby mówić Polakom: "Weźcie do cholery sprawy we własne ręce i załóżcie jakąś partię, żeby miał wreszcie na kogo zagłosować".

Patrzę na ten konflikt PO-PiS-owski i zastanawiam się, czy czasem PO nie jest bardziej poważna. Teraz podnosi się argument przeciw PiS-owi, mówiąc, że PiS chce doprowadzić do Polexitu. Jak patrzymy na to, co robi Bruksela, to Polexit jest bardzo blisko, tylko nie z naszej winy, bo to oni się nas pozbędą. Idzie jeszcze 2024 r., w którym chcą wprowadzić wspólny podatek europejski, czyli wpłaty krajowe nie będą istotnie, bo pieniądze na Unię Europejską będą szły z ogólnego podatku europejskiego. Ptanie, czy jak w 2005 r. walka szła o pieniądze z UE, to czy teraz nie idzie o to, gdzie będzie Polska i w jakim kierunku pójdzie w tym 2024 r., kiedy to wszystko się stanie? W mojej opinii Unia Europejska wypchnie nas za burtę.

Tu się nasza opinia zgadza. Zresztą o tym jest dużo w tej książce. Poważni ludzie, którzy zajmują się polityką międzynarodową, mówili mi, że dokładnie podzielają  taki punkt widzenia, gdzie przede wszystkim zgadzam się, że piłka jest po tamtej stronie i tam gdzieś w Brukseli zapadła decyzja, jak ratować Unię Europejską. Pomysły generalnie są dwa: albo to zreformować w kierunku federacji sprawnej, ale wtedy cała eurokracja ginie, a to oni decydując, nie wybiorą wariantu, który jest dobry dla Unii, ale zły dla nich, więc wybiorą wariant, który jest dobry dla nich. Wariantem dobrym dla nich, żeby ratować swoją władzę, której nie są w stanie sprawować na tak dużym obszarze, jest to, że trzeba ten obszar podzielić na różne prędkości. Jest to stary pomysł Andropowa, który w ten sposób próbował ratować Związek Sowiecki. Wysłał Kulikowa, żeby deklarował, że są w stanie wycofać się z Europy Środkowej za cenę finlandyzacji. Zapadła decyzja, że Unię trzeba zwinąć do takiej centrali unijnej, czyli: Niemcy, Francja, Włochy i kraje główne. Pas Europy Środkowej i być może Południa trzeba zmienić w taką przestrzeń kolonialną, której wysysanie, eksploatowanie, pozwoli zachować w miarę wysoki standard życia w unii centralnej. To, co się dzieje wobec Polski: Polacy faszyści, antysemici, ciemni - to jest ewidentne przygotowanie propagandowe dla decyzji, które pokażą, że nie ma równego traktowania w Unii. Tam zawsze jest zasada "co wolno wojewodzie, to nie tobie Polsko", ale to zostanie w którymś momencie jawnie ogłoszone. Sądzę, że to idzie w taką stronę, co nie oznacza, że musi dojść w tę stronę, dlatego, że  Polska nie jest prawdziwym zaskoczeniem dla eurokracji, Węgry - oni na nas leją, Austrię mogliby jeszcze znieść, bo jak mówił pan Belka na taśmach mówił, że: "Austria jest piwotalna", natomiast Salvini we Włoszech - to jest już katastrofa, bo bez Włoch nie da się tej centrali zrobić. Myślę, że teraz jest naprawdę wielkie trzęsienie gaci w Brukseli, wielkie trzęsienie, co będzie w tych wyborach europejskich. Jeżeli IPL i socjaldemokratyczne międzynarodówki stracą kontrolę nad Europarlamentem, to zacznie się robić dziwnie. Jest mało prawdopodobne, żeby stracili, bo oni są sprytniejsi niż tutaj, niż w Ameryce, bo odpowiedź upadających elit u nas, czy w Stanach Zjednoczonych jest taka: Fuck Trump, Fuck Kaczyński, nienawiść, nie wolno wam, czego efektem jest np. Marsz Niepodległości. "Nam ku*wa nie wolno? Nie będzie Marszu? Tak? No to kurde potrzymaj mi to piwo..."

Druga, cwańsza metoda to "działanie na Macrona". Macron wyskoczył w konstrukt całkowicie medialny, facet na patyczku, który zaczął zabierać lepenistom antyimigranckie hasła, no i wygrał na pięć lat. Może mieć w sondażach 3 proc. popularności, to nie ma żadnego znaczenia. Ma swoją większość parlamentarną i ma prezydenturę. W systemie francuskim to pozwala zrobić wszystko. U nas też można powiedzieć, że PiS ma wszystko, ale to jest coś, czego w ogóle nie pojmuję... Każdy, kto ma o tym zielone pojęcie, wie, że jak ma się zwykłą większość parlamentarną, ma się większość w Senacie i ma się swojego prezydenta i ma się dziurawą konstytucję, jak sito - bo to jest totalny bubel konstytucyjny - to można wszystko. "Wszystko można, byle wolno i z ostrożna". To po co była ta chryja z Trybunałem Konstytucyjnym? Przecież gdyby nie ta chryja, to byłoby tak, jak jest, tylko nikt by nie mógł zakwestionować. 

Co takiego ważnego działo się przez ten pierwszy rok, że nie Rzepliński nie mógł krzyczeć: "nie pozwalam, nie pozwalam". Można to było przeczekać. Jeśli chodzi o przejęci sądów, a nie mamy złudzeń, że o to chodzi, to kluczową sprawą było stworzenie Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, mianować tam swoich ludzi. Po jaką cholerę jeszcze przy okazji przerywać karierę Gersdorf i sześciu dziadków, którzy na stu sędziów i tak nic nie zmienią?

Bo można…

No właśnie nie można, bo  tym ruchem spieprzyło się całą reformę. Ja mam taką tezę, że to jest psychologiczne. Przepraszam, kuchenna psychoanaliza. To jest taki gen gwałciciela. Są ludzie, którym nie wystarczy kobitę wciągnąć do łóżka. Tusk to jest taki uwodziciel, taka Kalibabka, żeby swoje uzyskać, a potem to już takie tam.... a tu ona jeszcze musi krzyczeć, bo jak się nie opiera, to nie ma przyjemności. I coś takiego jest w PiSie, że oni robią rzeczy bez sensu, dlatego mają tylko taką zdolność mobilizowania przeciwko sobie. Jarosław Kaczyński jest rzeczywiście człowiekiem niezwykłym, bo przetrwał potworny ogień przez tyle lat i jest politykiem niezniszczalnym, niezatapialnym. W tej chwili wszyscy w Polsce go naśladują, najbardziej Schetyna, ale jednocześnie jest człowiekiem, który ma niewiarygodny dar wzbudzania nienawiści do siebie samego, co u polityka wydaje się być ostatnią cechą, którą powinien mieć. Polityk powinien być taki, żeby go wszyscy lubili. Każdy człowiek, który się zetknie, w końcu nawet Dorn, który był trzecim bliźniakiem, jest cały za Kaczyńskim, jest cały tłum zombie, który idzie, żeby go zabić, jak Giertych. Oni go tak nienawidzą, że dusze by diabłu sprzedali, gdyby było co do sprzedawania, bo dusza jest z reguły rozumna, ale żeby go tylko dopaść i zabić i na PiS-ie to ciąży. PiS robi wszystko tak, żeby zamiast uśpić czujność przeciwnika, to jeszcze go maksymalnie mobilizuje przeciwko sobie.

Wracając do tego wątku geopolitycznego... W chwili, kiedy Niemcy, Unia Europejska, czyli Cesarstwo Niemieckie zmierza w kierunku implozji, czyli ogarnięcia wszystkiego wokół siebie, my znowu zostajemy na tej ziemi niczyjej. Gdzie kierować oczy? Mamy Rosję, która jest blisko, mamy Niemcy, które są blisko, nikt nas nie lubi, potrzebują nas jedynie do zarabiania pieniędzy, jak Niemcy. Rosjanie? Nie wiem, do czego... Wchodzimy w konszachty z Amerykanami. Gdzie tu się ustawić, żeby przeżyć tę kolejną wojnę, która nadchodzi?

Uśmiechem losu dla Polski jest to, że rozwinięto technologię łupkową w USA. Rosjanie przewidzieli, jak się to skończy. Przypomnę, jaka była potworna kampania rozmaitych ekologów, jakieś filmy, że gaz z łupków to zło, że w Ameryce krany w domach się zmieniły w miotacze ognia przez ten gaz. Nie udało się tego zablokować. To już nie jest ta siła, którą miał Związek Sowiecki w czasach, kiedy zdołał w Niemczech zablokować elektrownie jądrowe i w ten sposób Niemcy stały się de facto do dzisiaj takim energetycznym wasalem Rosji. Nie udało im się. Ta technologia się rozwinęła i Stany Zjednoczone z importera stały się eksporterem gazu i muszą ten gaz gdzieś sprzedać i chcą go sprzedać tutaj. Żeby to zrobić, on musi przejść z północy na południe i z południa na północ, więc powinien przejść przez Polskę. Oczywiście jak słyszę, że Niemcy już zadeklarowały budowę gazoportu, to widzę, że pogodzili się z tym, że jak Amerykanie zatrzymają Nord Stream 2, to oni nie zatrzymają Trójmorza. W związku z tym już jest jasna oferta na stole, "To my będziemy ten gaz sprzedawać, co wy będziecie z tymi Polakami rozmawiać, którzy żrą się miedzy sobą i nie wiadomo, o co chodzi".Wiadomo, z Niemcami interesy robi się lepiej i solidniej. Oczywiście może nam to zostać zabrane. Możemy liczyć na jedwabny szlak, ale to też trzeba się troszeczkę postarać. Ale nie ma jedwabnego szlaku bez ruskich. Trzeba się jakoś z ruskimi ułożyć. I teraz jestem ruskim trollem, bo mówię, że Rosja jest tam, gdzie jest i ona nie zniknie. No a tutaj tzw. zugzwang, bo tak się w szachach nazywa sytuacja bez wyjścia. Tutaj to polega na tym, że z Niemcami to my się nie dogadamy, bo to hitlerowcy i nie zapłacili nam reparacji...

Ruscy - Katyń…

Ruscy - Katyń, Smoleńsk, Ukraina, zbrodnie w Donbasie, a chu*j nam do Donbasu. Co nas to obchodzi? No dobra ruskie nie, no to z kim? Wychodzi na to, że z Węgrami. No ale Węgry z Ruskimi, to też zaraz się okaże, że słabo...

Czyli co? Jak zwykle zostajemy sami tak?

Nie. Po prostu zostaniemy tymi jedynymi sprawiedliwymi, bo oni wszyscy są głęboko niesłuszni. Świat jest po prostu podły, szczególnie dla cymbałów.

Sugerujesz, że ten projekt odnowy sanacji pójdzie aż do końca, aż do odtworzenia 1939 r.?

Nie wiem. Na szczęście rzeczywistość się dokładnie nie powtarza, ponieważ sanacja to była jednak przemoc wojskowa. To były rządy monopartii, którą było zarazem wojsko. Przewodnia siła narodu, jak określała to "Gazeta Polska" Bogusława Miedzińskiego. Nawet nie wiemy, że propaganda sanacyjna płynnie przeszła w propagandę komunistyczną, tzn. że te wszystkie zwroty np. "przewodnia siła narodu" to są właśnie zwroty z sanacji. Gomułka to zupełnie świadomie przejął. Tylko Sanacja była oparta na przemocy, którą oczywiście PiS nie dysponuje. No co, firma ochroniarska nas wynajmie i w Berezie nas zamknie?

Tutaj widzę mały problem... Byłem w centrum Warszawy, jak miały miejsce te protesty przed prezydenckim vetem w sprawie sądów. Po tych protestach w Hali Koszyki - w takim miejscu, gdzie schodzi się hipsterka - zeszli się dziennikarze TVN, prawnicy itd. Oni nie bluźnili na PiS, oni mówili, że mają dość bałaganu, jaki jest w Polsce i przyjmą każdego, kto weźmie to za mordę i zrobi z tym porządek. To może być: katol, naziol, komunista, albo lewak, tylko żeby przyszedł ktoś silny, kto zrobi tutaj porządek.

Ale to nie będzie Kaczyński…

Nie, nie...

Dopóki komendant jest silny jest jak jest. Może troszkę odrealniony, może się już troszkę oderwał, ale jeszcze funkcjonuje. Na trzy tygodnie, czy na miesiąc wyłączyła go z życia kontuzja kolana i pamiętacie, co się działo?

Wszyscy się rzucili, bo myśleli, że już scheda jest do przejęcia.

Macierewicz przeciwko wszystkim. Jojo z każdym. Brudziński i Błaszczak też z każdym. To po prostu dekompozycja sanacji po 1935 roku. To będzie pikuś w porównaniu z tym, co się może zdarzyć.

Jak naczelnik zejdzie…

Myślmy o wariancie pozytywnym. Wariant pozytywny jest taki, że jednak Polska odbuduje - na bazie wspólnego nam wszystkim chłopskiego, zdrowego rozumu -  endeckie myślenie. Nie ważne, jak to się będzie nazywać. Tu chodzi o proste myślenie o państwie w kategoriach: Co my z tego będziemy mieć? Czym nam to grozi? Co nam się to opłaca? A nie: Kto ma słuszność? Zarazą niszczącą Polskę jest myślenie inteligenckie. Sam jestem inteligentem w drugim pokoleniu, a nie jestem z tego dumny. Jestem chamem ze wsi, chociaż więcej książek przeczytałem niż profesorowie z KOD-u, ale mam ten gen i wszystkim polecam, żeby myśleć po chłopsku: Co się musi opłacić? Co ja z tego będę miał? Czym mi to grozi? Cokolwiek się na świecie zdarza, to każdy normalny kraj zadaje sobie po pierwsze pytanie: Co my możemy z tego mieć? Czym nam to może zagrażać? Inteligencik zadaje pytanie: Gdzie jest słuszność, bo my musimy być po stronie słuszności?Jak wybucha wojna na Ukrainie to nikt nie pyta: "A dla nas to jest lepiej, jak jest Poroszenko, czy dla nas jest lepszy ten, co był?".

Czy jest pieniądz?

Tak. Gdzie jest pieniąd? Co my z tego będziemy mieć? A u nas, nie... "Ukraińcy walczą o wolność, a jak walczą o wolność, to my musimy ich popierać, bo nie moglibyśmy sobie w oczy spojrzeć". Oni nas traktują jak głupków, bo trudno nie traktować nas jak głupków, skoro my każdą mafię poprzemy, jak tylko powie, że z Putinem walczy, albo z ruskimi. Jak ktoś z ruskimi walczy, to jak możemy go nie poprzeć? Za wolność naszą i waszą. Zawsze, od stu lat: Za wolność naszą i waszą. To co? My walczymy za tę cudzą wolność? Za naszą to się jakoś nikt nie bije... Siedmiu Amerykanów przyleciało w 1920 r. i był fajny dywizjon myśliwski, rzeczywiście. Można było o tym zrobić fajny film, ale jakoś nikt tego nie zrobił.

Na koniec przypomnijmy generała Pattona, który mówił, że nie chodzi o to, żeby ginąć za swoją ojczyznę, tylko o to, żeby tamte sku*wysyny ginęły za swoją. Myślę, że to jest jeden z najważniejszych przekazów, jaki można wtłoczyć młodemu pokoleniu.

Mówił też, że wojsko jest jak makaron - makaron można za sobą ciągnąć, ale nie można go przed sobą pchać. To jest coś, czego Polska bardzo potrzebuje. (...) Potrzebuje dowódcy, który będzie ten makaron za sobą ciągnął, bo my na nieszczęście mamy takich przywódców, którzy udają, że gdzieś nas prowadzą. Oni nikogo nie prowadzą. Prawdziwy mąż stanu prowadzi za sobą ludzi, a oni spierdzielają przed ludźmi. Ludzie chodzą w swoją stronę, tam, gdzie są jakieś ich instynkty, a ten wódz przed nimi idzie i mówi: "Jakby się kto pytał, to ja was prowadzę". Boże, daj wreszcie Polsce jakiegoś przywódcę, który będzie wiedział, dokąd jedzie, czego chce dla Polski i co się Polsce opłaca. Amen.

Enter. Dziękować.

Dziękować.

Cały program dostępny [TUTAJ].

wsensie.tv/Fot. wSensie


wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.