poniedziałek
| 24 czerwca 2019

Ewa Zajączkowska: Stała baza wojsk amerykańskich w Polsce to konieczność, zwiększenie obronności naszego kraju, czy może prowokowanie państw wschodnich i podkręcanie antypolskich nastrojów? Sprawa smoleńska, czy po ośmiu latach jesteśmy w stanie dociec, co tak naprawdę wydarzyło się 10 kwietnia 2010 roku? A także sprawa nieskutecznie przeprowadzonej dekomunizacji w Polsce. Na te tematy rozmawiam dziś z wyjątkowym gościem, byłym ministrem obrony narodowej, Antonim Macierewiczem.

Panie ministrze zacznijmy od kwestii stałej bazy wojsk amerykańskich w Polsce. Czy to nie jest tak, że na razie to Polsce bardziej zależy na tym, by ta baza wojsk amerykańskich powstała niż prezydentowi Donaldowi Trumpowi? Ze strony prezydenta Stanów Zjednoczonych nie ma konkretnego sygnału, kiedy ta baza w Polsce ma powstać.

Antoni Macierewicz: Taki sygnał jest. Została podjęta decyzja i do marca Departament Obrony ma opracować swoje stanowisko i przedstawić je Kongresowi Stanów Zjednoczonych, a więc ta data jest wyznaczona, bo to oznacza, że do końca roku budżetowego, czyli do sierpnia-września 2019 r. Stany Zjednoczone podejmą w tej sprawie decyzję. Myślę, że ta decyzja w istocie jest już podjęta, bo w Stanach Zjednoczonych jest bardzo szczególna struktura podejmowania decyzji dotyczących problematyki wojskowej, o czym mało kto w Polsce wie i zdaje sobie sprawę. Absolutnym suwerenem, tak to można sformułować, w kwestiach wojskowych, w tym także dotyczących rozmieszczenia wojsk jest prezydent Stanów Zjednoczonych, który jest nie tylko nominalnym zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, ale podejmuje wszelkie decyzje suwerennie w całym tym obszarze problematyki. Od Kongresu zależy za to finansowanie, co oczywiście jest ze sobą ściśle związane. Niemniej to Biały Dom, to prezydent podejmuje decyzje. Jeżeli państwo oglądaliście jakąkolwiek wypowiedź prezydenta Trumpa w przeciągu ostatniego roku dotyczącą Polski, to, jak sądzę, nie macie wątpliwości, jakie jest stanowisko prezydenta Trumpa. To Biały Dom w tej sprawie podejmuje decyzje i myślę, że jest ona już dalece ukształtowana. Oczywiście, bardzo wiele będzie zależało od przebiegu wyborów, które odbędą się 11 listopada, jaki będzie ostateczny skład Kongresu i Senatu Stanów Zjednoczonych, ale jeżeli utrzyma się struktura, która jest obecnie i przewaga Republikanów, to na pewno ta decyzja będzie pozytywna dla Polski.

Ale chcę powiedzieć coś więcej, nawet gdyby doszło do równowagi między Demokratami a Republikanami w Kongresie, czy nawet w Senacie, to i tak ta decyzja będzie pozytywna, dlatego, że w sprawie Polski, w sprawie rozmieszczenia wojsk w Polsce, podobnie jak w roku 2016, obie strony mają mniej więcej takie samo stanowisko, czyli pozytywne dla rozmieszczenia wojsk amerykańskich w Polsce.

Panie ministrze, wspomniał Pan o finansowaniu bazy wojskowej w Polsce. Chciałabym, aby odniósł się Pan do wypowiedzi, która kilka dni temu pojawiła się na portalu defence24.pl. Jest to opinia pochodzącego z Niemiec dyrektora do spraw politycznych w Wilfried Martens Centre for European Studies, Rolanda Freudensteina, który zaznaczył, że w Polsce nie ma odpowiedniej infrastruktury, żeby taka baza powstała oraz zwrócił uwagę na to, że bilateralizm w negocjacjach między Stanami Zjednoczonymi a Polską może wywołać pewną niechęć, może nie spodobać się przywódcom państw europejskich. W takim razie co zrobić, by nie utracić pewnych stosunków dyplomatycznych, bo te opinie na temat powstania stałej bazy wojsk amerykańskich są różne? Czy faktycznie Polskę stać na to, by taka stała baza u nas powstała?

Zapraszam tego miłego pana do Polski, żeby pokazać mu, jak ta infrastruktura naprawdę wygląda. Nie sądzę również, by pan minister Błaszczak miał coś przeciwko temu, by mu to pokazać, chociaż trudno nie zauważyć, że mamy do czynienia nie tyle z bezstronną, ekspercką opinią, ile ze stanowiskiem lobbystycznym człowieka, który jest zainteresowany jako Niemiec, żeby wojska amerykańskie jak najdłużej kształtowały potęgę, siłę i wpływy Niemiec, bo wpływy niemieckie w Europie w dużym stopniu są pochodną obecności tam od 60 lat wojsk amerykańskich. To jest kwestia zarówno finansowo-gospodarcza, jak i kwestia decyzji militarnej. Tak długo, jak głównym ośrodkiem działań militarnych, czy też potencjalnych działań militarnych Stanów Zjednoczonych w Europie są Niemcy, tak długo wpływy polityczne Niemiec są niesłychanie istotne. Niemcy obawiają się, że baza amerykańska w Polsce będzie oznaczała, iż nasza swoboda działania politycznego będzie nieporównywalnie większa w stosunku do Niemiec, niż była dotychczas. Powtarzam jeszcze raz, to nie jest opinia ekspercka, jak sugeruje opinia, którą pani przywołała i która sugeruje profesjonalny think tank, tylko po prostu opinia lobbystyczna. Ona nie dotyczy samych Niemców, ona dotyczy także niektórych emerytowanych generałów amerykańskich, którzy pracują w niemieckich think tankach, są przez nie finansowani, przywykli do funkcjonowania na obszarze niemieckim i formułują różne argumenty na rzecz właśnie tego, że wojska powinny pozostać w Niemczech, to jest ciekawe...

Faktycznie w tej wypowiedzi padło takie zdanie, że jeżeli powinna powstać jakaś baza, to niemiecka infrastruktura jest już gotowa na przyjęcie amerykańskich żołnierzy.

Problem polega na tym, że każdy landtag kształtuje inaczej zasady np. ruchu kołowego, w związku z tym wojska amerykańskie, żeby przejść przez Niemcy, muszą przystosowywać się do różnych regulacji, jakie panują w Niemczech, w zależności od tego, przez jaki kraj związkowy ta armia się przemieszcza. Te problemy są tam nieporównywalnie bardziej skomplikowane niż w Polsce, co nie znaczy, że w Polsce nie ma konieczności bardzo zasadniczej przebudowy i dostosowania naszej infrastruktury do poruszania się armii amerykańskiej, jeśli chcemy być przez nią bronieni, i zbudowania odpowiednich struktur mieszkalnych, także, jeżeli chodzi o poligony, itd., tak, by te wojska mogły tutaj efektywnie funkcjonować i nas bronić. Jak wiadomo, wtedy, kiedy ta propozycja była składana, czyli ponad rok temu, bo to był sierpień 2017 roku, wtedy pierwsze prace były rozpoczęte i koncepcja była sformułowana. Od razu założyliśmy, że na infrastrukturę, czyli na to, co w Polsce zostanie, co się przyczyni do zwiększenia potencjału gospodarczego i infrastrukturalnego Polski, jesteśmy gotowi wydać pieniądze, dlatego, że to dla nas jest korzystne, nie tylko dlatego, że to będzie służyło armii amerykańskiej, ale będzie służyło polskiej armii i Polsce.

Panie ministrze, czy to nie jest tak, że nie mamy żadnych baz wojskowych w Polsce? Mamy NATO-wskie bazy wojskowe, zgadza się?

Baz nie mamy, mamy wojska NATO-wskie i mamy wojska amerykańskie w Polsce. Gdy mówimy o bazach, to mówimy nie tylko o obecności i stacjonowaniu wojsk, ale mówimy też o pewnym konkretnym kształcie stacjonowania tych wojsk. Takim, w którym ci żołnierze są tutaj na stałe i są tu rozmieszczeni wraz ze swoimi rodzinami, w związku z czym konieczna jest rozbudowa całej infrastruktury szpitalnej, związanej z przedszkolami, szkołami, ze stałym zamieszkaniem. Także to są stałe bazy dlatego, że wojska amerykańskie są już na stałe w Polsce, tylko w trybie rotacyjnym. Co 9 miesięcy się zmieniają, ale są bez rodzin. Nie ma stałych baz. Różnica jest zarówno militarna, jak i przede wszystkim polityczna. Wiadomo, że atak zewnętrzny na państwo, w którym są stałe bazy amerykańskie, a nie tylko wojska amerykańskie, łączy się z zaatakowaniem obywateli i cywilów amerykańskich, a to jest wypowiedzenie wojny Stanom Zjednoczonym. Stąd tak istotna jest ta stała obecność. Ona ma funkcję nie tylko militarną, ale także olbrzymią funkcję polityczną. Najlepszym dowodem na to jest fakt, że żadne państwo, w którym są stałe bazy amerykańskie, nie zostało przez Rosję w ciągu ostatnich 70 lat nigdy zaatakowane. Także to ma również funkcję odstraszającą.

W takim razie mamy wojska stacjonujące, w systemie rotacyjnym, czyli są wymiany personalne, natomiast stała baza wojsk amerykańskich miałaby na celu ochronę naszego kraju przed najmniejszym nawet potencjalnym zagrożeniem ze strony Rosji, bądź nawet Białorusi, bo również Białoruś zabrała głos, jeśli chodzi o powstanie stałej bazy w Polsce.

Nie przypuszczam, by Białoruś miała intencje zaatakowania Polski, za to oczywiście jest w bardzo silnym związku militarnym i politycznym z Federacją Rosyjską. Niektórzy nawet formułują dalej idące w tej sprawie opinie co do presji, pod jaką Białoruś się znajduje, w związku z czym rzeczywiście stanowi potencjalne zagrożenie przepuszczenia wojsk rosyjskich do ataku na Polskę, gdyby w ogóle taki atak był planowany, czy gdyby brać takie zagrożenie pod uwagę.

Czyli gdyby taka baza powstała, miałaby ona na celu ochronę przed jakimkolwiek atakiem. Czy faktycznie możemy czuć się zagrożeni militarnie ze strony Rosji i czy takie parcie do powstania stałej bazy nie jest wyrazem naszej słabości militarnej?

Nie, nie jest wyrazem naszej słabości militarnej, jest wyrazem rozsądku i dbania o bezpieczeństwo własnego kraju i własnej ludności, dlatego, że to nie jest tak, że ten plan – mówię o tym, jak on był kształtowany rok temu – zakłada stacjonowanie w Polsce wojsk amerykańskich w nieskończoność. Chodzi o ten okres, kiedy my będziemy zdolni do takiej rozbudowy naszej armii, likwidując te zaszłości, jakie mieliśmy w przeszłości, zwłaszcza kiedy armia była zmniejszana, kiedy była pozbawiana sprzętu, kiedy służyła wyłącznie do zewnętrznych manifestacji dla rządzących. Tak było za rządów Platformy Obywatelskiej, ale także wcześniej. Cały okres rządów w wojsku pana Komorowskiego i pana Onyszkiewicza to był w istocie okres likwidacji armii. Nie starano się ani o jej uzbrojenie, ani o jej powiększenie, ani o zakorzenienie w społeczeństwie, ani o wzmocnienie obywatelskiego dążenia do wzmocnienia potencjału wojskowego. Tutaj mamy po prostu zaszłości, z którymi musimy sobie poradzić. Plan, który został w tej sprawie przygotowany, mówi, że potrzebne nam na to jest jeszcze mniej więcej 10 lat, po to, by dysponować taką siłą, która będzie w stanie powstrzymać jakikolwiek zewnętrzny atak przynajmniej przez dwa miesiące. To jest ten minimalny okres, który musimy mieć dla uruchomienia odsieczy, czy też pomocy ze strony Stanów Zjednoczonych.

Panie ministrze przejdźmy do tematu sprawy smoleńskiej, niewyobrażalnej tragedii. Od tego czasu upłynęło już 8 lat, fala dezinformacji, z jaką mamy do czynienia, dla kogoś, kto nie śledzi tematu na bieżąco, sprawia, że ciężko jest już odróżnić w tej kwestii, co jest prawdą, a co nie. Niemniej teorie, że powodem strącenia samolotu jest stalowa brzoza, czy winni byli piloci, którzy przecież również polegli jest poniżej wszelkiego poziomu krytyki...

Czasami wskazuje się i to robi Platforma Obywatelska, na pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego i pana generała Błasika jako winnych...

To jest poniżej wszelkiego poziomu dyskusji, ale tak jak powiedziałam, od tej tragedii minęło 8 lat i tak naprawdę jedyne, co wiemy do tej pory to to, że zanim samolot został strącony, na jego pokładzie doszło do eksplozji. Nie wiemy, kto za tym stoi. Nikt tak naprawdę nie poniósł z tego tytułu żadnych konsekwencji. Czy to nie jest wyrazem bezradności naszego państwa w dochodzeniu, co tak naprawdę się stało i czy po tych ośmiu latach da się jeszcze dociec, co się wydarzyło 10 kwietnia 2010 roku?

Być może wszystkich szczegółów nie wyjaśnimy nigdy, to jest niewykluczone, tak często bywa w katastrofach lotniczych, zwłaszcza kiedy nikt nie przeżył, a taka jest tutaj sytuacja. Nie ma bezpośrednich świadków, są tylko ludzie, którzy z zewnątrz to obserwowali. Trzeba sobie też zdawać sprawę z tego, że w ramach tej dezinformacji, o której pani mówi, wyeliminowano niejako w świadomości społecznej wiedzę o tym, że przynajmniej 145 osób widziało przebieg tego wydarzenia. My zebraliśmy wszystkie te (informacje – przyp. red.) – my – odnoszę się w tym wypadku do Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, która pracuje, a której jeśli chodzi o zakres sprawy związany z tragedią smoleńską, jestem przewodniczącym. Otóż było 145 świadków. O tym opinia publiczna w ogóle nie wie, że są ludzie, którzy widzieli eksplozję, widzieli spadający samolot, widzieli, jak on się rozpadał. Bardzo wiele szczegółów jest w tej sprawie znane. Wracając do pani pytania, nie uważam, żeby to był wynik bezradności. Od czasu utworzenia tej komisji minęło troszeczkę więcej niż dwa lata, dopiero od tego momentu mamy możliwość...

Gdzie od tragedii minęło już osiem lat...

To prawda, tylko że te pierwsze sześć lat, to były lata od 2010 roku, w których zajmowano się kłamstwem smoleńskim, w którym cały wysiłek aparatu państwowego był nakierowany na to, żeby ukryć prawdę i także, żeby tak oddziaływać na opinię międzynarodową, by także tam doszło do dezinformacji. Te wszystkie bariery zostały przez nas pokonane. Najlepszym dowodem jest to, że rząd polski postawił warunek pani Angeli Merkel, i jak pani wie, przedwczoraj doszło do akceptacji przez stronę niemiecką raportu przygotowanego przez Radę Europy, który z kolei powstał na podstawie raportu technicznego przygotowanego przez naszą podkomisję 11 kwietnia bieżącego roku. Mamy akceptację przez stronę niemiecką – nie tylko przez Radę Europy, ale także przez państwo niemieckie – podstawowych tez, które w raporcie są przywołane. Po pierwsze, że rząd Donalda Tuska oddał to śledztwo Rosji, chociaż miał wszystkie narzędzia i obowiązki, by samemu to śledztwo – w tym wypadku słowo "śledztwo" używam do zbadania technicznych przyczyn katastrofy – by to śledztwo prowadzić w oparciu o umowę polsko-rosyjską z 1993 roku. To jest jasno powiedziane w stanowisku Rady Europy. Po drugie, że samolot został zniszczony na skutek eksplozji, która miała miejsce w powietrzu – to też jest stanowisko podkomisji, które jest przywołane w stanowisku Rady Europy. I wreszcie, po trzecie, że Rosjanie zachowują się tak samo, jak zachowywali się w sprawie zbrodni katyńskiej, czyli po prostu oszukują, kłamią i wywierają presję, ponieważ obawiają się oddać materiał dowodowy, obawiając się konsekwencji. To jest też w raporcie Rady Europy jasno powiedziane. I wreszcie po czwarte, że mają obowiązek natychmiast oddać ten wrak. To są oczywiście podstawowe tezy. Raport jest bardziej rozbudowany. Stanowiąca pierwszą część tego raportu rezolucja liczy dwie strony, a sam raport dziewięć, więc jest on dużo bardziej szczegółowy, ale to są jego podstawowe tezy i pani kanclerz Merkel musiała ten raport zaakceptować. Stanowisko to zostało publicznie przekazane przez pana ministra Czaputowicza i ministra spraw zagranicznych Republiki Federalnej Niemiec. To jest przełom, to jest zasadnicza zmiana, bo nie tylko rząd polski przedstawia swoje stanowisko, ale także rząd niemiecki i stanowisko prezydenta Trumpa zostało jasno sformułowane już podczas kampanii wyborczej, więc tych państw, które naciskają na Rosję, by w tej sprawie jednak można było dojść do prawdy, jest coraz więcej. Takie sprawy są bardzo trudne. Warto sobie uświadomić, że Rosjanie do dzisiaj nie oddali wszystkich dokumentów dotyczących Katynia, prawda? Więc nie dziwmy się, że mając w istocie po swojej stronie rząd polski przez ten najbardziej trudny okres pierwszych lat, bardzo umocnili swoją pozycję, pozwalającą im fałszować materiał dowodowy. Ostatnio przedstawiliśmy w Telewizji Republika materiał dowodowy, jak sfałszowano czarne skrzynki. To bardzo istotne, bo to jest najważniejszy materiał dowodowy, który został po prostu przez Rosjan sfałszowany.

Jak teraz panie ministrze dojść do prawdy i kolejne pytanie, wspomniał pan o Rezolucji Rady Europy, która nakazuje Rosji zwrot wraku w ciągu roku, czy Rosja przejmie się tym, weźmie to do siebie, czy, mówiąc kolokwialnie, puści to mimo uszu i wraku jak nie odzyskaliśmy, tak nie odzyskamy?

Rosja poprzez swoją agenturę wpływu i swoje możliwości dezinformacyjne dąży do tego, by nie trzeba było podejmować żadnych działań, w związku z tym agentura kształtuje opinię publiczną krajów, z którymi Rosja jest w sporze, tak, by nie musieli podejmować żadnych rozstrzygnięć. Zapewniam panią, że dla Rosji sprawa Smoleńska, jest jedną z najważniejszych spraw w polityce międzynarodowej. Tak, jak Polska jest dla Rosji jednym z najważniejszych państw w polityce międzynarodowej, bo bez rozwiązania problemu Polski, Rosja nie może zawrzeć trwałego sojuszu z Europą Zachodnią, czyli źródłem technologii i bogactwa technologicznego, które jest dla niej niezbędne dla stworzenia potęgi zagrażającej Stanom Zjednoczonym, dlatego tak się boi wojsk amerykańskich na terenie Polski. Stany Zjednoczone nadal są dla Rosji głównym przeciwnikiem, a Polska jest znienawidzona dlatego, że jest wiernym, mającym wzajemnie uprawnione interesy sojusznikiem Stanów Zjednoczonych. My nie jesteśmy takim sobie pomagierem Stanów Zjednoczonych. Stany Zjednoczone nam pomagają, ponieważ my pomagamy Stanom Zjednoczonym. My pomagamy Stanom Zjednoczonym, bo oni pomagają nam, jest wspólnota interesów. Podobnie jest w sprawie smoleńskiej, to jest odpowiedzialność rosyjska. Ja nie chcę wskazywać teraz palcem, nie wiem, kto doprowadził do tej tragedii. Mogę wskazać na generała, który kierował ówczesnym Centrum Operacyjnym Transportu i który wydawał rozkazy nawigatorom, czyli kontrolerom lotów, którzy wprowadzali w błąd ten samolot. Można wskazać ileś poszczególnych osób, ale kto bezpośrednio wydał polecenia na najwyższym piętrze, tego jeszcze nie wiemy, ale poszczególne fragmenty tej tragedii, jak pani słusznie powiedziała, są już znane. Najważniejsze jest to, że po tych 2,5 roku stwierdziliśmy bezspornie i mamy ekspertyzy międzynarodowe, wskazujące na to, że samolot nie rozbił się o pancerną brzozę, tylko został wysadzony.

Panie ministrze, na koniec chciałabym zahaczyć o wątek dekomunizacji, która w Polsce nie została ukończona, można się nawet pokusić o stwierdzenie, że nie została na dobre rozpoczęta. Kiedy patrzy się na ławy sejmowe, dziś, czy parę lat wstecz, widać polityków, którzy mają w swojej przeszłości zapisaną współpracę z PZPR. Wszyscy pamiętamy "Nocną Zmianę", pamiętamy uchwałę lustracyjną i ci, którzy liczyli wtedy głosy, obalali rząd Jana Olszewskiego, którzy nie dopuścili do tego, by ujawniono nazwiska agentów SB i UB przez długi czas kreowali rzeczywistość polityczną w Polsce, dziś zasiadają na poważnych stanowiskach unijnych. Chciałabym zapytać, co zawiodło, że ta dekomunizacja nie została przeprowadzona nie tylko w środowisku polityków, ale też w środowisku sędziowskim, prokuratorskim, czy akademickim?

Dwie wskazówki dodatkowe. Tak się dziwnie złożyło, bo ma Pani rację, że większość osób, a zwłaszcza głównych, które na szczeblu technicznym negocjowały z Unią Europejską nasze warunki wejścia do Unii Europejskiej, to byli ludzie, którzy byli funkcjonariuszami, bądź tajnymi współpracownikami Służby Bezpieczeństwa. Większość osób, które kierowały spółką, która dostała że tak powiem aprobatę na to, by remontować Tu-154, to byli funkcjonariusze lub współpracownicy wojskowych służb komunistycznych, więc Pani uwaga jest trafna, to bardzo poważny problem.

Nie zgadzam się ze wstępną diagnozą, dlatego, że na pewno rozpoczęto w '92 roku dekomunizację i na pewno siłom komunistycznym udało się ją zahamować, a następnie rozmydlić, jak pani widzi dzisiaj. Dotyczy to nawet Sądu Najwyższego. Tam także zasiadają ludzie, którzy wydawali wyroki w stanie wojennym przeciwko członkom opozycji i ludziom, którzy walczyli o niepodległość Polski i znajdują dziś obronę w organach Unii Europejskiej. To jest jedna z przyczyn takiego, a nie innego zachowania się tych ludzi wobec problematyki tego, czy polskie prawo jest suwerenne, czy też polska Konstytucja ma być podrzędna wobec decyzji Unii Europejskiej. Na szczęście Trybunał Konstytucyjny tę sprawę rozstrzygnął i to Konstytucja Rzeczypospolitej jest najważniejsza. To ważne, żeby ci wszyscy, którzy noszą te hasła "KONSTYTUCJA", pamiętali, co noszą, bo tym samym przypominają i sami powinni o tym pamiętać, że to Konstytucja Rzeczypospolitej jest ważniejsza od prawa unijnego.

Co zawiodło? Jeżeli można tak powiedzieć, zawiodły decyzje Okrągłego Stołu dlatego, że wówczas podjęto rozstrzygnięcie, dające komunistom możliwość kształtowania organów państwa polskiego już po upadku Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, czyli z pełną aprobatą tej części opozycji, która wówczas zasiadła w ławach sejmowych i wychwalała pana Jaruzelskiego i pozostałych. Ten układ Okrągłego Stołu był źródłem zła, z którego do dzisiaj nie potrafimy się wyplątać. Zdaję sobie sprawę, że było wielu ludzi, którzy zasiedli do Okrągłego Stołu z dobrymi intencjami, będąc głęboko przekonanym, że uda im się przezwyciężyć te błędy, czy ustępstwa, jakich trzeba było dokonać, siadając do Okrągłego Stołu, ale ta kalkulacja okazała się błędna.

I ostatnia już uwaga. To jest sytuacja, która nie dotyczy tylko Polski. To jest sytuacja, która dotyczy wszystkich krajów, które były koloniami Związku Sowieckiego. Wszędzie tam, z tym garbem komunistycznym, sobie nie do końca poradzono. Polska pod tym względem jest w nie najgorszej sytuacji, bo zwycięstwo Prawa i Sprawiedliwości w 2015 roku dało nam duże możliwości odrobienia tamtych zaniedbań, choć czasami ten proces troszeczkę szwankuje.

Bardzo dziękuje za bardzo ciekawą rozmowę. Moim i Państwa gościem w programie "Polska na serio był były minister obrony narodowej Pan Antoni Macierewicz.

Dziękuję bardzo.

wsensie.pl/Fot. wSensie


wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.