wtorek
| 11 sierpnia 2020
Marek Miśko | 28 października 2019

Kapiszon Julii Daukszy

Kapiszon Julii Daukszy

Jedną z głównych ról w ostatnim ataku na Telewizję Polską oraz instytucje powiązane z rządem Prawa i Sprawiedliwości, odegrała zaprzyjaźniona z częścią konserwatywnych dziennikarzy aktywistka organizacji "Otwarte Klatki". Mimo tego, że reprezentowane przez nią środowisko znane jest z promowania skrajnie lewicowych wartości, to wydaje się, że w tym przypadku wiara we wspólną misję "ochrony zwierząt" spełzła na niczym. Dauksza zaprzyjaźniła się z częścią publicystów z prawej strony, by po ponad roku zaatakować w "Newsweeku": "Gazetę Polską", TVP i rząd Jarosława Kaczyńskiego. Atak, który przypuściła aktywistka szkolona przez OKO.press i lewicową Fundację Reporterów był precyzyjny jak cięcie skalpelem dobrego chirurga. Pytanie tylko, czy informacje, które pozyskiwała, pochodziły wyłącznie z farmy trolli?

Pro zwierzęca "Mata Hari"

Julia Dauksza to działaczka Stowarzyszenia "Otwarte Klatki". W listopadzie 2017 roku, na konta tego stowarzyszenia, wpłynęło prawie pół miliona dolarów z Fundacji Doliny Krzemowej (Silicon Valley Community Foundation). Organizacja jest zasilana setkami milionów dolarów z kieszeni gigantów t.j. Facebook czy WhatsApp. Aktywiści "Otwartych Klatek" zostali zobligowani do wydania przekazanych im pieniędzy na walkę z chowem klatkowym zwierząt w Polsce oraz rozwijaniem swoich struktur na Ukrainie (sic!).

Funkcja Julii Daukszy w kontrowersyjnej organizacji nie jest do końca jasna. Większość swojego czasu nie spędza ona bowiem na rozdawaniu ulotek, czy zbiórkach karmy dla psów, żyjących w schroniskach, lecz na specjalistycznych szkoleniach z dziedziny "białego wywiadu" oraz kursach, które w rzeczywistości służą rozwojowi umiejętności hakerskich, a także warsztatach dziennikarstwa śledczego – organizowanych cyklicznie przez lewicową Fundację Reporterów i portal OKO.press. We wrześniu ubiegłego roku kontrowersyjna aktywistka została uznana winną przestępstwa z Art. 193. KK. (przestępstwo przeciwko własności). Ostatecznie sąd umorzył postępowanie warunkowo. Julia Dauksza przez długi czas działała w ukryciu. Głośno zrobiło się o niej dopiero po publikacji "Newsweeka", w której – razem ze swoim przyjacielem Wojciechem Cieślą – przeprowadziła atak na środowiska powiązane lub sympatyzujące z rządem Dobrej Zmiany.

Głównym zadaniem Daukszy w "Otwartych Klatkach" było lobbowanie oraz prowadzenie działań PR-owych i wizerunkowych w Internecie, mających doprowadzić do zmian w przepisach polskiego prawa. Chodziło przede wszystkim o słynną swojego czasu ustawę o ochronie zwierząt, która – gdyby weszła w życie – wzmocniłaby pozycję organizacji ekologicznych poprzez nadanie im dużych uprawnień kontrolnych. Najwięcej emocji wzbudził jednak zawarty w niej zapis zabezpieczający największym organizacjom pro zwierzęcym, stałe i w zasadzie niczym nieskrępowane wpływy z budżetów samorządów oraz skarbu państwa. Dauksza jest również podejrzewana o prowadzenie fikcyjnych kont na Twitterze t.j. @PanBurak1 – co jest tym bardziej kuriozalne, że jako współautor tekstu w "Newsweeku" oskarżała o podobne działania: Prawo i Sprawiedliwość, "Gazetę Polską", TVP, Zakłady PZŁ Świdnik, oraz wiele innych polskich organizacji, firm i przedsiębiorstw.

Dauksza pochodzi z Wrocławia, ale bardzo często pojawia się w Warszawie. To właśnie obecność w centrali stowarzyszenia i bliskie relacje z Pawłem Rawickim zapewniły jej możliwość wspinaczki po szczeblach kariery w "Otwartych Klatkach". Mimo swoich lewicowych poglądów, wyrażanych przez krytykę rządu Mateusza Morawickiego, poparcie udzielane czarnym marszom, legalizacji aborcji czy ideologii LGBT, od dłuższego czasu próbowała nawiązywać bliższe relacje z konserwatywnymi dziennikarzami. Ponad dwa lata temu udało jej się zaprzyjaźnić – z byłym publicystą Tygodnika "Wprost" i "Rzeczpospolitej" – Marcinem Dobskim. Z naszych informacji wynika jednak, że kontakt ten nie był jej zbytnio przydatny. Dobski – chociaż zazwyczaj dobrze poinformowany – nie był na tyle blisko obozu rządzącego, aby Dauksza mogła mieć z niego korzyść. Wtedy też nastąpiła zmiana kierunku. Młoda, lewicowa aktywistka, rozpoczęła swoją aktywność na profilach społecznościowych dziennikarzy "Gazety Polskiej". Okres nawiązania relacji zbiegł się z momentem, w którym przestała obnosić się w mediach społecznościowych swoimi skrajnie lewicowymi poglądami. Ponadto nastąpiło to w momencie, w którym ustawa o ochronie zwierząt została zmiażdżona przez Sejmową Komisję Rolnictwa, otrzymała fatalne opinie Biura Analiz Sejmowych, Biura Legislacyjnego oraz wywołała falę protestów wśród rolników. Wyrzucenie ustawy w tym kształcie do kosza przez Sejm mogła odebrać jako osobistą porażkę.

Wspólna sprawa

Co najmniej od dwóch lat lewicowe środowiska pro zwierzęce łączył wspólny cel z częścią polityków zasiadających w parlamencie minionej kadencji. Celem było wprowadzenie ustawy o "ochronie zwierząt". Ustawa została napisana przy współudziale tzw. "czynnika społecznego". W rzeczywistości okazało się, że za konsultowanie jej treści był odpowiedzialny inny "pro zwierzęcy" gigant z Wielkiej Brytanii – a dokładnie jego polska satelita – Fundacja Viva!, na której czele stoi Cezary Wyszyński. Ciekawostką jest, że mężczyzna ten, był zamieszany w głośną aferę związaną z "Chemiskórem". Sprawą zajmowała się Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. W ubiegłym roku sąd umorzył długi Wyszyńskiego z tamtego okresu, ogłaszając jego upadłość konsumencką. Wracając jednak do samej ustawy – niewiadomą pozostaje, czy cichy sojusz kilku dziennikarzy ze środowiskiem Vivy! i "Otwartych Klatek" w celu przepchnięcia kontrowersyjnej ustawy, ograniczał się jedynie do udzielania sobie wzajemnego medialnego poparcia, czy był oparty na czymś jeszcze? Być może młoda aktywistka od samego początku była dziennikarsko "zadaniowana" w celu szukania afery, która może osłabić pozycję Prawa i Sprawiedliwości, gdyby po raz kolejny partia Jarosława Kaczyńskiego wygrała wybory?

Tak czy inaczej, ostatnie uderzenie "Newsweeka" współkoordynowane przez działaczkę "Otwartych Klatek" okazało się kompletnie chybione, co wykazuje wielu publicystów, ale i analizujących sprawę internautów.

Ważniejszym pytaniem jest jednak, czy był ktoś, kto dostarczał informacje "z Woronicza" aktywistce "Otwartych Klatek" Julii Daukszy i Wojciechowi Cieśli z "Newsweeka"?

Fot. Agnieszka Radzik

Opublikował:
Marek Miśko
Author: Marek Miśko
O Autorze
Redaktor Naczelny wSensie.pl. Dziennikarz i scenarzysta radiowy. Pracował między innymi w RDC, Programie Pierwszym oraz Teatrze Polskiego Radia gdzie zajmował się postprodukcją radiową. Ojciec trzech synów, mąż jednej żony, kibol jednej drużyny (L).
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.