piątek
| 07 sierpnia 2020
Marek Miśko | 05 listopada 2019

Dziennikarski trolling

Dziennikarski trolling

Część naszych widzów i czytelników zna mnie od pewnego czasu. Nazywam się Marek Miśko i dałem się poznać szerokiej publiczności jako "gość od futerek". Żeby była jasność w życiu nie widziałem futra na oczy, natomiast płaci mi facet, który na futrach się zna. Człowiek ten – Szczepan Wójcik, którego darzę ogromnym szacunkiem (chociaż mógłby płacić więcej) – do wszystkiego, co ma doszedł swoją ciężką pracą. Od pewnego czasu musi jednak walczyć z tymi, którzy nie mają, bo woleli przebalować swoją młodość, gdy ten ciężko pracował.

Ludzie ci, zamiast szukać jakichś rozwiązań, aby coś osiągnąć, doszli do przekonania, że postawienie sprawy w ten sposób, będzie wymagało sporego zaangażowania, dlatego wybrali drogę na skróty – skoro my nie mamy, a on ma, to zróbmy coś, aby i on nie miał. Wymyśli więc sobie ci dwaj dżentelmeni, że doprowadzą owego Wójcika (i tysiące innych rodaków) do upadku. Powód? "Bo naczytali się książek o żabkach i próbują tym na siłę zainteresować innych", walą w niego za pomocą gazety, w której dano im pracę, tylko dlatego, że zaciągnął ogromne kredyty na rozbudowę legalnej hodowli zwierząt w swoim kraju. Za to, że jest praworządnym obywatelem, wykonującym legalny zawód, w każdej ich publikacji jest nazywany "zerwiskórem" i lobbystą. Zresztą nie tylko on, ja też. Potwierdzam. Szczepan Wójcik jest lobbystą – facet lobbuje za normalnością i walczy jak lew, aby ekoświry nie pozbawiły go dorobku całego życia. Dzisiaj jego, jutro Was.

Padnij, powstań!

Ostrzał w kierunku polskich rolników, prowadzony przez redaktorstwo Muchę i Liziniewicza – na łamach takich, czy owakich – obserwujemy już od dłuższego czasu. Bywają miesiące, w których każdy swój felieton dziennikarze "Gazety Polskiej" poświęcają wyłącznie hodowcom zwierząt na futra. W tym czasie ich Twitterowe – w prawdzie przez nikogo nie odwiedzane, ale jednak konta – zasypywane są miękko podawanymi informacjami, których celem jest zdyskredytowanie legalnej działalności, praworządnych obywateli mieszkających na wsi. Zdarza się jednak, że "centrala" brutalnie wpływa na ich dziennikarską niezależność i pozwala odpocząć wiecznie wyprostowanym przecież kręgosłupom. Na kolegiach wówczas – jak ćwierkają wróble na warszawskich dachach – pozostali dziennikarze mogą odetchnąć z ulgą. Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi – Nie drażnić rolników – STOP – idą wybory – STOP – o futerkach cisza – STOP – przekaż swoim, niech nie warczą, z tematem wrócimy po wyborach – STOP. No i tak się składa, że mamy właśnie po wyborach.

Na komendę

Jeszcze dobrze nowi posłowie nie rozsiedli się w sejmowych fotelach, a już ukazał się pierwszy "futerkowy felieton" pisany piórem lekkim niczym puch z norczej sierści. Oczywiście dziwnym zbiegiem okoliczności w tym samym czasie swoje kampanie skierowane przeciwko hodowcom odpalili lewicowi ekoaktywiści z frontmenkami typu Maja Ostaszewska, Pani Różdżka i Tamara "jakaś tam" na czele. Dokładnie ci sami ludzie, którzy uważają, że polscy rolnicy gwałcą krowy, aby okraść je z mleka, ci sami, którzy biorą zagraniczne pieniądze na walkę z polską hodowlą drobiu w klatkach, palą znicze przy rzeźniach, a w dzień zaduszny wspominają wszystkie zwierzęta skonsumowane przez ludzkość całego świata.

Służbowo na statek

Kilka dni temu odwiedzając służbowo Twitterowe konta niezależnych dziennikarzy GazPola zwróciłem uwagę, na wpis sugerujący jakoby mityczne lobby futrzarskie (pogardliwe określenie redaktorstwa, stosowane wobec rolników stających w obronie swoich gospodarstw – przyp.red.) poza hodowlą norek miało prowadzić farmę internetowych trolli – typowy zabieg – jak nie ruski agent, to ruski troll. Trolle te z kolei, za pomocą przypisanych im mocy wpływały rzekomo w znacznym stopniu na procesy decyzyjne w naszym kraju i doprowadziły nawet do tego, że poseł Czabański – główny orędownik walki o tak zwane prawa zwierząt – nie został ponownie wybrany do parlamentu. Oczywiście spryt starych medialnych lisów przejawił się w tym, że nie napisali oni "kto" konkretnie miał płacić za ten mityczny trolling. Nie podają nazwisk ludzi, którzy mieliby zlecać zakulisowe działania w sieci. "Wiem, ale nie powiem", taki balans na granicy rzetelności. Oni niczego nie sugerują, tylko pytają… Ich dziennikarska przenikliwość każe im "dociekać". Dociekanie w tym przypadku polegało na tym, że zerżnęli informacje z socialmediów prowadzonych przez nastoletnich aktywistów, którzy to z kolei aktywiści przeczytali "pewien artykuł w Newsweeku". Tekst z tygodnika, którego naczelnym jest Tomasz Lis, dotyczył dziennikarskiego śledztwa. Jego puentą miał być taki oto wniosek. W ostatnim czasie na rynku pojawiła się firma sprzedająca usługi z zakresu promocji treści w Internecie, z której usług miały korzystać między innymi: Telewizja Polska, TVP Kultura, TVP Historia, Teatr Telewizji, a także zakłady produkcji śmigłowców w Świdniku, Instytut Staszica, Polski Przemysł Spirytusowy oraz branża futrzarska. Newsweek dodał do tego listę zdemaskowanych przez siebie troll kont, mających działać dla tych podmiotów.

Na śledztwo Newsweeka składało się kilka tekstów. Były one długie i nudne jak flaki z olejem. Trzy razy zasypiałem podczas zagłębiania się w ich mrożącą krew w żyłach treść. Jestem przekonany, że Wojciech Mucha też nie odczuwał satysfakcji z zaproponowanej przez redaktora Cieślę lektury. Żarówka nad głową zaświeciła mu się dopiero przy jednym, jedynym zdaniu – "z usług firmy mogli też korzystać futerkowcy". Redaktor Mucha najwyraźniej odnalazł to, co chciał. Futerka! Dalej już nie doczytał… a szkoda. Z niedoczytanej części tekstu wynika, że za farmą trolli stoi firma PR związana ze środowiskiem… tak jest – pracodawcy redaktorstwa Muchy i Liziniewicza, czyli "Gazety Polskiej".

Newsweek donosi więc piórem redaktora Cieśli: "Firma PR-owska Art-Media ma opinię związanej ze środowiskiem »Gazety Polskiej«:

– Zanim Tomek Sakiewicz zorientował się, jak robić biznesy, Art-Media załatwiała im oprawę imprez

– opowiada jeden z warszawskich PR-owców.

Art-Media patronuje nagrodzie Polski Przedsiębiorca "Gazety Polskiej Codziennie".

Kurtyna

Czas na finał. Trolle ze specjalistycznych hodowli, wymienione na czarnej liście Newsweeka, przez spory czas rozsiewały po Internecie treści zamieszczane przez "Niezależną", w której redaktorem jest… Wojciech Mucha. No mistrz!

Fot. Agnieszka Radzik

Opublikował:
Marek Miśko
Author: Marek Miśko
O Autorze
Redaktor Naczelny wSensie.pl. Dziennikarz i scenarzysta radiowy. Pracował między innymi w RDC, Programie Pierwszym oraz Teatrze Polskiego Radia gdzie zajmował się postprodukcją radiową. Ojciec trzech synów, mąż jednej żony, kibol jednej drużyny (L).
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.