środa
| 12 sierpnia 2020
Redakcja | 08 lipca 2020

"Cham niezbuntowany" Rafała Ziemkiewicza (recenzja)

Czy "Cham niezbuntowany", czyli "rzecz o polskim mentalu", będzie konkurencją "Polactwa" o miano opus magnum autora? Zważywszy choćby tylko na sam fakt, że została napisana w czasie, kiedy Rafał Ziemkiewicz jest bogatszy o 17 lat doświadczeń, obserwacji i komentowania polityki oraz pracy publicystyczno-pisarskiej – bardzo możliwe. Pewnie niejeden Czytelnik zadał sobie to pytanie zasiadając do lektury. Niech każdy to już sobie indywidulnie oceni. Jedno jest pewne – jest to tzw. lektura obowiązkowa. Nie będziemy tu streszczać książki, ale nakreślmy pokrótce, dlaczego jest tak ważna.  

"Polactwo 2"

Autor, na którym kształtowało się całe młode pokolenie prawej strony, ponownie staje w szranki z postniewolniczą mentalnością polactwa. Z przedpremierowych wzmianek o tematyce książki można było wywnioskować, że zestawienie właśnie z książką z 2003 roku będzie w tym wypadku najbardziej adekwatne. I tak jest w istocie. "Cham" jest w gruncie rzeczy zaktualizowanym rozwinięciem wieloletnich rozważań Rafała Ziemkiewicza o polskiej mentalności, o naszej postniewolniczej, pańszczyźnianej bierności, z której wciąż nie możemy się wydostać. A w końcu musimy i nikt za nas tego nie zrobi. "Staliśmy się polactwem, bo z nas polactwo zrobiono, ale pozostaliśmy nim po odzyskaniu niepodległości już z własnego wyboru". I tym razem, dzieło traktuje o Polsce i Polakach. I tym razem stary, dobry RAZ, pisze tu o sprawach ważnych, nierzadko gorzkich, ale i o takich rzeczach, które powinniśmy eksponować, a często niepotrzebnie ich unikamy albo wręcz się za nie wstydzimy.

"Antysemityzm" "Chama" 

Zacznijmy jednak od przypomnienia zamieszania wokół książki. Żartobliwie pisał pewnego razu Stanisław Michalkiewicz, że "jak ktoś jest zatwierdzony na antysemitnika to żeby nawet się obrzezał – nic mu nie pomoże". Trochę tak jest z książką Rafała Ziemkiewicza w takim sensie, że próba zaszufladkowania za "antysemityzm" została podjęta bez sprawdzenia przez oskarżających treści i kontekstu. Zawodowi tropiciele "rasistów", "faszystów" i wszystkofobów, zainteresowali się "Chamem" bardzo szybko. A, że to ludzie wszechstronnie "postępowi", którzy jeśli trzeba, bez trudu i "antysemitnika" wynajdą za każdym krzakiem, klangor pod same niebiosa podniósł się jeszcze przed jej oficjalną premierą. Ze swoją specjalnością – donosem do prokuratury, pobiegli jeszcze zanim mieli okazję zapoznać się z treścią książki. Legendarnego antysemityzmu doszukali się na podstawie opublikowanych w internecie fragmentów. Swoim zwyczajem, chcieli po prostu ocenzurować, a najlepiej zakazać. W efekcie "Cham" został nawet na kilka dni zablokowany przez Allegro, co przełożyło się naturalnie na świetną reklamę à la kazikowy "Twój ból". Kiedy 29 maja książka miała swoją premierę i tropiciele mogli ją przeczytać, napiętnować, wykazać "faszyzm", "antysemityzm", czy co tam zapragną, nastała martwa cisza.

Nie ma chama bez Żyda

W ten sposób z jednej strony książka zyskała większy rozgłos, z drugiej, powstało mylne wrażenie, jakoby traktowała w głównej mierze o relacjach polsko-żydowskich. Pewnie ułatwiłoby ideologom "postępu" narracje, gdyby Ziemkiewicz od pierwszych stron pastwił się nad Żydami, ale w rzeczywistości w książce nie doszukamy się żadnych "poglądów antysemickich". Tematykę, powiedzmy hasłowo "żydowską", poruszają w zasadzie dwa z dziewięciu rozdziałów, choć zaznaczmy, że są to wątki istotne z punktu widzenia całości książki, bo doskonale obrazujące "proceder odzierania Polaków z godności". Znajdziemy tu negatywną ocenę polityki Izraela wobec Polski, ostrą krytykę polityki historycznej oskarżającej naród polski o współudział w Holocauście i naturalnie sprzeciw wobec żydowskich roszczeń majątkowych. W nieco prowokacyjnie zatytułowanym rozdziale "Antysemityzm, z którego powinniśmy być dumni" Ziemkiewicz w żadnym razie nie pochwala zjawiska antysemityzmu, tylko – prawda, to na salonach nie do przyjęcia – bez kompleksów, uników i polit-poprawności pisze o tym, dlaczego i jak bardzo ten polski antysemityzm był różny od francuskiego, amerykańskiego czy przede wszystkim niemieckiego. Nominacja na "antysemitnika" choć przedwczesna i tak byłaby gwarantowana. A to nie koniec. Dodajmy, że autor ośmiela się zauważyć np., że: uczciwy "dialog" o stosunkach polsko-żydowskich jest w zasadzie niemożliwy i przypomina raczej rozmowę z gangsterem; że Żydzi nie tylko kolaborowali, ale współtworzyli komunizm. Przywołuje kuriozum Grossa, czy potępione "Przedsiębiorstwo holocaust" Finkelsteina. Co jednak kluczowe, Ziemkiewicz wyjaśnia, że w zrozumieniu polskiego mentalu konieczne jest przyjrzenie się relacjom nie Polak-Żyd, lecz stosunkom w trójkącie: polski szlachcic – polski chłop – polski Żyd. Albo ściślej: szlachcic/inteligent – cham – Żyd. To jedna z kilku najważniejszych w książce kwestii, wpisująca się w szerszy kontekst, prowadząca nas ostatecznie do odpowiedzi, jaki jest problem z naszym mentalem, i o co chodzi z tym "niezbuntowaniem" tudzież "zbuntowaniem".

Polski mental

Jaki jest powód powstania książki? Jak pisze autor, jest ona rezultatem jego "chorowania na Polskę, stałego zastanawiania się nad nią", a także impulsu nakazującego zebrać przemyślenia w tym zakresie i potraktować sprawę niezwykle pilnie. I tłumaczy dalej, że postuluje stosowanie sformułowania "narodowy mental", rozumianego jako pewien zbiór doświadczeń, wydarzeń historycznych, stosunków społecznych czy wpływów kulturalnych narodów, zamiast określenia "narodowy charakter", bo ten stanowiąc pewien zespół cech stałych i podlegając dziedziczeniu, jest niezmienny i nie pasuje do opisu ludzkich zbiorowości. Przed laty stan niewolniczej, pańszczyźnianej mentalności "cwanych niewolników" – biernych i uległych, nazwał Ziemkiewicz "polactwem". Wiele trzeba było tłumaczenia, że określenie nie jest oczywiście żadnym wzgardliwym nazywaniem Polaków, którzy coś źle robią, czy niewłaściwie myślą, tylko rodzajem diagnozy stanu naszej postniewolniczej mentalności. Kim natomiast jest tytułowy "cham niezbuntowany" nie będziemy w tym miejscu opisywać, natomiast nadmienimy tylko, że pierwszy człon jest w tytule i książce użyty jako ironia wobec jednego z funkcjonujących w Polsce znaczeń. Jako Polaka będącego obiektem pogardy, Polaka gorszego, przy czym demaskowanie i łajanie "chamów" z powodu kompleksów, którymi naszpikowany jest polski mental, odbywa się u nas w konwencji "cham chama chamem". 

Polacy mają powody do dumy 

Niestety w Polsce kajanie się za czyny niepopełnione przybiera często kompletnie irracjonalne formy i bardzo niebezpieczne rozmiary. Dlatego "Cham niezbuntowany" jest kolejną reakcją Ziemkiewicza na pedagogikę wstydu nieustannie i do obrzydzenia wpajaną nam przez miejscowych treserów i ich zagranicznych guru. Książka w dużej mierze stanowi właśnie o naszych powodach do dumy. Nie jest jednak jego celem forsowanie "cukierkowo słodkiej" wersji polskiej historii, jak lubią wyznawcy romantycznych mitów. Na pewno nie jest to książka gloryfikująca wszystko, co w przeszłości robiliśmy. Wręcz przeciwnie. To lektura w wielu momentach gorzka, ale Rafał Ziemkiewicz przyzwyczaił już nas, że nie traci czasu i energii na pocieszenia, tylko jak zwykle daje najwyższych lotów chłodną analizę stanu faktycznego, plus propozycje rozwiązań. Jeśli tylko chcemy dopuścić do siebie "obrazoburczą" myśl, że być może naprawdę "cholernie brak nam poczucia godności" i jeśli zastanowimy się, co autor przez to rozumie, to zobaczymy z jednej strony, jak łatwo dajemy sobie godność odbierać, z drugiej, że jednak nie jesteśmy tak całkiem w d*pie i możemy to zmienić.  

Nasza odmienność

Po drugie, to książka o polskiej odmienności. O tym, że nie jesteśmy jakąś niedorobioną, zacofaną wersją ludzi Zachodu, i jedyne co powinniśmy, to wszystko małpować, jak próbują nam nieustannie wmawiać "elity" III RP. Rafał Ziemkiewicz przekonuje, że problemy, jakie mamy ze sobą, z odzyskanym po licznych perturbacjach państwem i z rzeczami niezbędnymi do zachowania niepodległości, mają konkretne przyczyny, możliwe do racjonalnego wytłumaczenia. Że przy uwzględnieniu polskiej specyfiki można je zrozumieć i przełamać. Jesteśmy inni, odmienni, ale to nie znaczy, że gorsi. Otóż nasza odmienność podkreśla autor, polega na tym, że nie robiliśmy Żydom czy homoseksualistom tych wszystkich łajdactw, które robił Zachód, a o które teraz nas oskarża na zasadzie uwspólniania historii.  Nie mamy powodów do kompleksów wobec tych grup, tak samo jak nie mamy powodów do poczucia winy wobec kobiet, które miały lepszą pozycję w społeczną niż na Zachodzie. RAZ wyjaśnia: "jeśli przyjąć, jak każe dzisiejsza zachodnia poprawność polityczna, iż miarą ucywilizowania jest stosunek  danego społeczeństwa do kobiet, homoseksualistów i Żydów oraz innych mniejszości – to Polska jest ucywilizowana znacznie bardziej i od znacznie dawniejszych czasów niż kraje, które po roku 1989 uznały się za uprawnione, by nas »cywilizować«". Nie mieliśmy też kolonii i Murzynów w łańcuchach. Mieliśmy natomiast inny rodzaj niewolników. O tym także w dużej mierze jest książka.

Liberalistokracja

Podobnie jak poprzednie książki RAZ-a, i ta dotyka kolejnego tematu o znaczeniu zasadniczym, czyli przykrego zagadnienia polskich "elit". Jednym z kluczowych pojęć jest tu "liberalistokracja". To warstwa samozwańczo uprzywilejowana, która w swoim odczuciu jest predestynowana do sprawowania władzy i sprawowania funkcji elit w ustroju demokracji liberalnej. "Oto mamy szczególną, polską odmianę europejskiej liberalistrokacji, powstałą z postkolonialnej, nomenklaturopwej elity PRL, przetworzonej w jeszcze nowszą klasę – nazw używałem w publicystyce wielu, usiłujących ją opisać jak najtrafniej, bo najczęściej używane w bieżącej politycznej przepychance słowo „elity” niczego nie wyjaśnia i nie opisuje, a nawet wprowadza w błąd, sugerując, że chodzi o warstwę tych lepszych, gdy w istocie chodzi o warstwę tych, którzy zarządzają różnymi dziedzinami życia publicznego" – pisze Ziemkiewicz. Jest z tym związany jeden z obalanych w książce mitów, polegający na przeświadczeniu polskich "elit", że zasadniczo "ma być u nas jak na Zachodzie".  

Potrzeba Szwejka

W "Chamie" standardowo pojawiają się liczne postaci historyczne. Są stali bywalcy publicystyki Ziemkiewicza: Roman Dmowski, krótko Józef Piłsudski, jest też współczesny Naczelnik. Co istotne, książka mimo olbrzymiego zakresu tematycznego mieści się w 400 stronach. Warto przy tym podkreślić, że pomocny był w tym celu tryb pisania określony przez autora jako "publicystyka czasów Google’a". RAZ wskazuje istotę, nie zarzucając nas szczegółami każdej poruszonej sprawy. M.in. dzięki temu książkę czyta się z zapartym tchem. Wymagające dłuższego opisu kwestie zostały nakreślone nieco dłużej. Np. charakterystyczna dla tematyki książki sprawa Dreyfusa, czy wątek o sekcie Jakuba Franka. Na koniec trzeba wymienić dobrego wojaka Szwejka, który jako "cham" pozbawiony kompleksu niższości i kierujący się zdrowym chłopskim rozumem jest cichym bohaterem książki. Tylko niestety zabrakło go w Polsce.  

Książka jest cholernie dobra. Z całą pewnością należy ją polecić każdemu.    

Grzegorz Grzymowicz

Fot. wSensie


wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.