niedziela
| 16 grudnia 2018

Miałam nie poruszać tego tematu, przynajmniej na razie. Dać sobie chwilę na oddech, poukładanie przemyśleń, napisanie bardziej na chłodno. I nie dlatego, że jest mi to obojętne. Wręcz przeciwnie – dlatego, że tak bardzo mi zależy. Nie chcę napisać dwóch słów za dużo, ale jeszcze bardziej boję się napisać jednego słowa za mało. Jednego słowa na wagę życia. Uznałam jednak, że skoro władza podarowała nam cukierka, który okazał się jedynie kolorowym papierkiem wypchanym trocinami, to odwdzięczę się, chociaż werbalnie. 

Nie łudziłam się w ostatnich tygodniach, że PiS sprawę zakazu zabijania ludzi ze względu na wady genetyczne potraktuje serio. Widziałam odwlekanie prac nad projektem "Zatrzymaj aborcję", rozmawiałam z politykami partii rządzącej i dostrzegałam, jak wielką trudność sprawia im ten temat. Dwoje posłów nawet urwało konwersację, gdy zapytałam, co dalej. Byłam bardzo zdziwiona, bo dotychczas nigdy mi się to nie zdarzyło. Dlatego też przewidywałam, że dobrze to się to wszystko nie skończy. Jednak to, co zrobiono, czyli skierowanie projektu do specjalnej podkomisji, jest moim zdaniem gorsze, niż jego zupełne odrzucenie. Wyrzucenie inicjatywy do kosza z pewnością byłoby bardzo bolesne, ale przynajmniej szczere. Teraz natomiast mamy do czynienia ze schizofrenią i hipokryzją najgorszego sortu. Jak tłumaczy się PiS? Że ochrona życia ludzkiego powinna zostać wpisana do konstytucji – czyli dopiero wtedy, gdy partia uzyska pozwalającą na to większość w parlamencie. Wcześniej – zdaniem polityków – jest to niebezpieczne, ponieważ przy ewentualnym "przestawieniu wajchy", możemy się spodziewać całkowitej liberalizacji prawa aborcyjnego. Bardzo wygodne tłumaczenie – nic nie można zrobić, chociaż bardzo byśmy chcieli. Prawo i Sprawiedliwość próbuje wmówić, że nic od niego nie zależy. Totalna reforma sądów – dało radę. Wprowadzenie kilku kosztownych programów społecznych – zrobione, chociaż wszyscy ostrzegali, że nie będzie na to pieniędzy. Nawet walka z dziką reprywatyzacyjną, co de facto oznacza żmudne rozplątywanie mafijnych powiązań zakorzenionych w samym trzonie władzy, jest prostsza, niż zakaz zabijania ludzi. 

Rządzący dodają, że nie chcą otwierać kolejnego frontu. Jakiego, do jasnej, frontu? "Wie pani co to będzie, jak na ulice wyjdą te feministki, ci wszyscy przeciwnicy?". No co będzie? I tak wychodzą, będą wychodzić, bo tak już mają. Lubią krzyczeć i wciskać innym swoje chore poglądy. 

Jednak najbardziej chyba bzdurny argument, jaki mi przedstawiono, próbując przekonać, że ograniczenie aborcji eugenicznej w tym momencie nie przyniesie korzyści, to ten o "odpowiednim momencie społecznym". Tak, mili państwo, są wśród nas tacy naiwni, którzy twierdzą, że wojujący aborcjoniści pewnego dnia zmienią zdanie, założą konserwatywne wdzianka i przestaną wykrzykiwać o "prawach reprodukcyjnych kobiet". Wiecie jak to widzę? Na łące umajonej, stajemy ramię w ramię, prawi i lewi, konserwy i lewacy, i razem opowiadamy się za życiem. No nie, no po prostu nie. Na pewne sprawy nigdy nie ma dobrego momentu. 

Czy powinniśmy się poddać? Spuścić głowę i milczeć? Dać sobie spokój? Nie. I nie chodzi tu o wiarę, bo kwestia życia ludzkiego, jego początku i wartości to nie kwestia wiary. To kwestia nauki. Wiara jedynie wzmacnia człowieka i daje mu siłę do mówienia prawdy. Dlatego nie możemy – my wszyscy, dla których życie ludzkie to wciąż najważniejsze, co jest na tym świecie. Nam, dziennikarzom, nie pozostaje nic innego, jak stała presja. Patrzenie na ręce podkomisji, która będzie się teraz zajmować projektem, naciskanie i wypytywanie. Nawet kosztem dobrych relacji i sympatii. I to wszystko mimo tego, iż nadszedł moment, gdy mam ochotę powiedzieć rządzącym, że nie chce mi się z nimi gadać.

Podobnie czynić mogą obywatele, którzy na co dzień nie mają tak prostego dostępu do polityków. Warto wykorzystać organizowane przez PiS spotkania, aby pytać, co dalej. I nawet, jeśli projekt ten i kolejne zostaną odrzucone, nie ustawać w dążeniu. 

"(…) mieliśmy odrobinę koniecznej odwagi

lecz w gruncie rzeczy to była sprawa smaku

Tak smaku"

Fot. Aleksandra Kasperska

Opublikował:
Zuzanna Dąbrowska
Author: Zuzanna Dąbrowska
O Autorze
Zuzanna Dąbrowska – Dziennikarka z wykształcenia i pasji. Reporterka Radia Maryja, zajmująca się przede wszystkim życiem Sejmu.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.