poniedziałek
| 17 czerwca 2019

Wieść niesie, że wielu dziennikarzy prawej strony mediów postawiło podczas nowego, politycznego rozdania na złego konia. Okazuje się bowiem, że wchodzenie w tyłek politykom mającym władzę w mediach, nie zawsze wiąże się z apanażami. Konserwatywni publicyści mówią już wprost, że takiego podziału wśród dziennikarzy po prawej stronie jeszcze nie było. Tylko najwytrwalsi trzymają fason i nie zdradzając swoich ideałów, potrafią z dystansem oceniać kolejne miesiące rządów Prawa i Sprawiedliwości. 

Witold Gadowski, Łukasz Warzecha, Wojciech Wybranowski, Krzysztof Skowroński, Aleksander Wierzejski, Marcin Bąk, Paweł Lisicki – i szeroko pojęte środowisko jego tygodnika – Stanisław Janecki, Rafał Ziemkiewicz i jeszcze kilku innych, nadal mogą szczycić się twardym kręgosłupem. I chyba właśnie z tego powodu, co jakiś czas, są obszczekiwani przez "młodziutkich hipsterów rządowego dziennikarstwa". Od lat robią swoje i na swoje też wychodzą. Są prawdziwi i lubiani. Po zmianie władzy tylko niektórym dziennikarzom udało się zostać frontmanami. Inni otrzymali intratne stanowiska w rządowym radiu i telewizji, ale mimo usilnych starań zjednania sobie przyjaźni wpływowych polityków, stawania na głowie i rzucenia na szalę swojej reputacji ze skutkiem mizernym –  nadal pozostaną tam gdzie byli. Nie dlatego, że do niczego się nie nadają – bo każdy do czegoś przecież się nadaje, ale dlatego, że za bardzo poniosła ich fantazja.

Na górze silniej wieje 

Bycie dziennikarską szpicą partii politycznej bywa ryzykowne. Oczywiście może być opłacalne, ale nie musi. Nie chodzi tu oczywiście o granice dziennikarskiej, czy zwykłej ludzkiej przyzwoitości. Za dobrą kasę czy stanowiska – pod płaszczykiem idei – wielu jest w stanie zamienić dziennikarstwo na propagandę. Nie trzeba nawet czytać wysyłanych do radia maili z instrukcjami – kogo zapraszać, a kogo nie – wystarczy obserwować najnowsze trendy płynące z odpowiednich ośrodków, wyjść przed szereg i działać. Gdy partia mówi zakazać – to my też będziemy walczyć o zakaz, jeżeli partia powie nakazać, my też będziemy do tego nawoływać. Jeżeli partia walczy z kornikiem – walczymy z kornikiem, jeżeli ze stonką – to ze stonką. Nawet gdyby turboprawicowy dziennikarz chciał rzetelnie podejść do tematu, który jest obecnie na partyjnej tapecie i sprawdzić, czy aby kierunek nadany przez polityków jest prawdziwy, to rachunek zysków i strat mówi "pisz, co każą, bo prawda się nie opłaca". 

Prawdziwi wrogowie PiS-u

Zatracenie dziennikarskiej niezależności i uprawianie tak siermiężnej propagandy wystawia partię rządzącą na pośmiewisko. Odbiera jej wiarygodność i osłabia wizerunek. Dziennikarz –  nawet ten sympatyzujący z konkretną grupą polityczną –  może być pomocny, ale tylko wtedy, gdy jest w stanie skutecznie zwracać uwagę na jej niedoskonałości, merytorycznie punktować głupie pomysły, kontestować, a nie przyjmować w ciemno wszystko, co mówią przez megafony propagandy. W przeciwnym razie publicysta określający siebie samego mianem konserwatywnego, będzie w stanie ustawić się w jednym szeregu z samym diabłem, aby zaspokoić pragnienia polityków, którzy prowadzą przecież swoje gry. Coraz głośniej mówi się też o tym na Nowogrodzkiej "Dajemy się wkręcać, a ślepa propaganda dziennikarzy mediów jest już żenująca nawet dla naszego elektoratu". Podobny niesmak sygnalizują "Roninowcy" od Józefa Orła – chyba najinteligentniejsze środowisko wspierające Prawo i Sprawiedliwość. Być może dlatego dziennikarze, którzy przegięli ze zginaniem karku, nie otrzymali stanowisk, na które tak bardzo liczyli i dziś boją się o swoją przyszłość. Są przegrani ze wszech miar. Mimo całkiem dobrego pióra otrzymali – w pełni zasłużenie – łatkę nierozgarniętych i zideologizowanych. Nie mają czytelników kontestujących. Mają natomiast grupę bardzo wygodnych wyznawców, którzy i tak przyjmą wszystko, co napiszą. 

Impas! Co robić? 

Zadaniem dzisiejszego "dziennikarza rządowego" z roczników '70 i '80, który miał wielkie plany, a jednak niczego w swoim zawodowym życiu nie osiągnął, jest więc stanąć w prawdzie i odpowiedzieć sobie na pytanie – czy nie stałem się przypadkiem epigonem Tomasza Lisa, czy nie fałszuję tak samo jak Żakowski, tylko pod inną batutą? Środowisko konserwatywnych dziennikarzy w Polsce od lat nie było tak podzielone. Niektórzy twierdzą, że takiego impasu jeszcze nie było. Wszystko za sprawą "młodych wilczków", ale i tych "lekko już niemłodych", którzy z powodu warsztatowych niedociągnięć nigdy nie byli brani pod uwagę. Nie byli, ale bardzo by chcieli. Niestety, postawili na złego konia. Człowiek, który miał im załatwić bilety na pociąg odjeżdżający do dziennikarskiego raju i dobrych zarobków – mimo stanowiska, niewiele już dzisiaj może. Przegrał na wszystkich możliwych frontach, a z powodu braku skuteczności jest powodem do kpin na politycznych salonach. Oczywiście publicznie mówi się, że to wybitny fachowiec, tylko miał mało czasu na zmiany w mediach (3 lata sic!), ale w kuluarach jest obiektem drwin, niewynikających już nawet z politowania. 

Dziennikarski ciężki kawał chleba

Dziennikarstwo spada na psy. Niedawno z zawodu odszedł świetny dziennikarz Sławomir Jastrzębowski (redaktor naczelny "Superaka"). Dlaczego? Miał dosyć. W którejś ze szczerych rozmów głośno zastanawiał się nad tą samą decyzją mistrz wywiadu Robert Mazurek. Tak to już jest, że jeżeli chcesz pozycji, musisz opowiedzieć się po którejś ze stron. Tylko wybitne jednostki są w stanie zachować niezależność i móc wyżywić przy tym swoje rodziny. Pozostali siedzą w poczekalni do kolejnych wyborów. Gdy wygra zaprzyjaźniona z nimi opcja, wstają i wchodzą do gry. Przez 4 lata starają się odłożyć jak najwięcej kasy – bo nawet siedząc w poczekalni, muszą coś jeść, a i sama poczekalnia nie jest darmowa. Na swój sposób jest mi tych dziennikarzy nawet żal. Żal natomiast nie oznacza, że im współczuję. Każdy jest przecież kowalem swojego losu. 

Hipotetycznie rzecz ujmując

Sytuacja, którą teraz opiszę, nie musi być prawdziwa. Nie musi – co nie oznacza, że nie jest. Taki dziennikarz może nawet nie istnieć, ale może też być całkiem realny. Mamy więc człowieka, który dużo sobie obiecywał, nadszarpnął swoje nazwisko i przez lata budowany wizerunek, bo myślał… no właśnie, czasem lepiej mniej myśleć, a więcej robić. Spróbujmy wcielić się w skórę takiego „przegrywa”. 

Wyobraź sobie, że zarabiasz nędznie. Tak nędznie, że gdybyś miał żonę – to nie tylko ciosałaby ci z tego powodu kołki na głowie, ale już dawno znalazłaby sobie innego. Twoje oczekiwania rosną, pensja natomiast stoi w miejscu, a do tego redakcja od kilku miesięcy zalega z wypłatami wierszówki. Na imieninach u rodziny możesz się jeszcze pochwalić, że jesteś "dziennikarzem z Warszawy", ale boisz się, że kiedyś twój siostrzeniec mechanik dowie się, że przez tydzień zarabia tyle, co ty przez miesiąc. Możesz się karmić ułudą i opowiadać o wielkim świecie, w którym się obracasz, ale pamiętaj też o tym, że imieniny kiedyś się skończą, a ty będziesz musiał wrócić. 

Nadchodzi więc taki dzień, że musisz podjąć decyzję. "Oto moje wojaże w wielkim mieście dobiegły końca, czas zebrać się w sobie, wskrzesić resztkę męskości i odpowiedzieć sobie na jedno bardzo ważne pytanie…" Czy mając ponad 40 lat, jestem tu jeszcze w stanie cokolwiek osiągnąć? Jeżeli nie – to czas pakować walizki i wrócić na prowincję. Jeżeli tak – to co zrobić, aby zostać docenionym. "Wejść w tyłek" bardziej już nie można, wybory może wygrać opcja, która mnie zniszczy, a gdy wychowankowie naszych redakcji zostaną zwolnieni z mediów publicznych i do władzy dojdzie Platforma, wszyscy w jednej gazecie przecież się nie pomieścimy.

Fot. Agnieszka Radzik

Opublikował:
Marek Miśko
Author: Marek Miśko
O Autorze
Redaktor Naczelny wSensie.pl. Dziennikarz i scenarzysta radiowy. Pracował między innymi w RDC, Programie Pierwszym oraz Teatrze Polskiego Radia gdzie zajmował się postprodukcją radiową. Ojciec trzech synów, mąż jednej żony, kibol jednej drużyny (L).
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.