piątek
| 19 lipca 2019

Od kilku dni mówi się o umowie między Unią Europejską a krajami Mercosur, organizacją zrzeszającą Brazylię, Argentynę, Paragwaj i Urugwaj. Umowa o wolnym handlu, negocjowana od blisko dwudziestu lat, została podpisana tuż przed końcem kadencji Komisji Europejskiej. Czy to dobrze? Ciężko powiedzieć, bo mówimy o czymś, czego treści, poza negocjatorami, jeszcze nikt nie widział. Opierając się jednak na nieoficjalnych informacjach, możemy przewidzieć skutki wprowadzenia tej umowy w życie.

Zanim jednak to się stanie, umowa UE-Mercosur musi zostać przetłumaczona na języki państw członkowskich Unii Europejskiej. Następnie umowę czeka ratyfikacja przez Komisję Europejską i Parlament Europejski, co może potrwać nawet kilka lat. Póki co, jest to największa umowa handlowa negocjowana przez Unię Europejską. Jest to także swoista kontynuacja otwierania rynków, tak jak w przypadku Kanady, Japonii, Meksyku, czy Wietnamu. Region państw porozumienia Mercosur to rynek nawet 260 mln konsumentów, co czyni go piątym, największym rynkiem poza UE (ponad 500 mln mieszkańców).

Coś za coś?

Gwarancja zniesienia lub obniżenia ceł na część towarów i usług eksportowanych do krajów Ameryki Południowej, obustronne obniżenie podatków od towarów i usług importowanych z państw Mercosur do Europy brzmi kusząco. Szczególnie dla europejskiego sektora motoryzacyjnego, sektora produkcji maszyn, sektora chemicznego, czy farmaceutycznego, które to sektory już zacierają ręce w nadziei zwiększenia swojego eksportu do krajów Ameryki Południowej.

Co, jako Europejczycy dostaniemy w zamian i co Polska może eksportować do państw Mercosur? Tu zaczynają się schody. Argentyna, Brazylia, Paragwaj i Urugwaj to głównie produkcja żywności, której po pierwsze, Europa ma w wystarczającej ilości, poza niektórymi sektorami, jak np. wołowina i możemy być pewni, że ta żywność napłynie na rynki europejskie. Po drugie, eksportowanie żywności do państw Mercosur jest trochę jak przywożenie drzewa do lasu.

Rolnicy, nie tylko z Polski, ale również z Francji, Belgii i Irlandii są przeciwni ratyfikacji umowy UE-Mercosur, bo widzą zagrożenie dla europejskiego sektora wołowiny, drobiu, cukru i pszenicy. Ponadto dostrzegają podwójne standardy, jakimi kieruje się Komisja Europejska, gdy europejskim rolnikom narzuca się restrykcyjne normy produkcji przy jednoczesnym wpuszczeniu na nasze rynki żywności wyprodukowanej przy użyciu niedozwolonych w Unii Europejskiej substancji. Nie wspominając już o wspieraniu wycinki Puszczy Amazońskiej pod brazylijską uprawę i hodowlę, a przecież Unii Europejskiej tak bardzo zależy na ratowaniu klimatu.

Komisarz europejski ds. Rolnictwa Phil Hogan stwierdził, że "umowa UE-Mercosur stanowi pewne wyzwanie dla europejskich rolników, ale porozumienie UE-Mercosur jest uczciwym i zrównoważonym porozumieniem, z możliwościami i korzyściami po obu stronach, w tym dla europejskich rolników". Dodając, że "aby umowa ta przyniosła obopólne korzyści, otworzymy się na produkty rolne z Mercosuru ostrożnie, z ostrożnie zarządzanymi kwotami, które zapewnią, że nie ma ryzyka, że jakikolwiek produkt zaleje rynek UE, a tym samym zagrozi egzystencji UE rolnicy".

Copa-Cogeca podkreśla, że taka umowa to koniec europejskiego rolnictwa.

Irlandczycy mówią wprost o uderzeniu w irlandzki sektor wołowiny, twierdząc, że ich produkcja została zhandlowana w zamian za możliwość eksportu do państw Mercosur samochodów marki BMW, czy Mercedes. Obawy irlandzkich rolników dotyczą napływu nie tylko drogiej, argentyńskiej wołowiny, która notabene jakościowo jest niewiele lepsza, o ile nie taka sama, jak wołowina polska, ale także taniego, gorszej jakości mięsa wołowego. Wspólne Centrum Badawcze Komisji Europejskiej obliczyło, że umowa handlowa Mercosuru może potencjalnie kosztować europejski sektor wołowiny do 7 mld euro. Irlandia może ponieść stratę rzędu nawet 750 mln euro. Irlandzki minister rolnictwa Michael Creed powiedział, że jest "bardzo zaniepokojony" potencjalnym wpływem umowy na irlandzki sektor wołowiny. Z kolei prezes Irlandzkiego Stowarzyszenia Rolników Joe Healy powiedział, że jest to zła oferta dla Irlandii, zła oferta dla środowiska i zła oferta dla standardów UE i konsumentów. Irlandia zapewnia, że nie ratyfikuje tej umowy, oskarżając unijnych negocjatorów handlowych o dogadanie się za plecami rolników z wielkimi koncernami motoryzacyjnymi, głównie niemieckimi.

Co z Polską?

Premier Mateusz Morawiecki wraz z premierami Francji, Belgii i Irlandii wystosowali wspólny list do ówczesnego już przewodniczącego Komisji Europejskiej Jeana-Claude Junckera z prośbą o to, by wstrzymać negocjacje z państwami Mercosur. Niestety, racjonalny głos przedstawicieli państw, mówiących w imieniu swoich producentów rolnych, został zignorowany.

Polski Instytut Spraw Międzynarodowych napisał w oświadczeniu m.in., że "porozumienie UE-Mercosur poszerzy polskim firmom możliwości zaangażowania w regionie, zwłaszcza na rynkach Argentyny i Brazylii. Będą jednak musiały sprostać konkurencji największych państw UE, które są już silnie obecne w Mercosurze [zwłaszcza Hiszpanii, Francji i Niemiec]. Polskie władze nie odrzuciły umowy, ale podtrzymują zastrzeżenia wobec postanowień, które dotkną krajowy sektor rolno-spożywczy. Zbyt dużej konkurencji wynikającej z napływu tańszych produktów z Mercosuru obawiają się zwłaszcza producenci mięsa wołowego i drobiu. Sprzeciw tych grup może się wzmagać i opóźnić przebieg ratyfikacji przez Polskę. Dlatego też w ramach przygotowań do wejścia w życie umowy wskazana jest analiza skutków i dostępnych środków ograniczających negatywne konsekwencje wejścia w życie umowy."

W zasadzie nic dodać, nic ująć. Obecnie polski sektor drobiarski zmaga się z napływem drobiu z Ukrainy, który to drób, z uwagi na nasze położenie geograficzne, w większości pozostaje u nas w kraju. Jednakże czym jest 50 tys. ton drobiu z Ukrainy wobec obecnie ustalonego kontyngentu napływającego drobiu z Brazylii, gdzie mówimy o 500 tys. ton? A co, jeżeli ten kontyngent, według nieoficjalnych przecieków, wzrośnie nawet o kolejne 200 tys. ton drobiu, który pozostanie na rynkach europejskich? Sytuacja na rynku destabilizuje się coraz bardziej, szczególnie, że za plecami mamy widmo twardego Brexitu, gdzie nie wiadomo, jak będą wyglądały warunki wymiany handlowej, bo negocjacje znów prowadzi w naszym imieniu Unia Europejska.

Polscy producenci obawiają się utraty europejskich rynków w związku z napływem tańszej, brazylijskiej czy argentyńskiej żywności. Europejscy rolnicy czują się potraktowani nie fair, gdy widzą, że nie ma problemu z niskimi standardami południowoamerykańskiej produkcji. I wszystko w imię polityczno-ekonomicznego dealu, by opchnąć "kilka" samochodów i może trochę więcej leków...

rte.ie/farmersjournal.ie/TT PISM_Poland/Fot. Paweł Jaworski/Euranet Plus, CC BY-SA 2.0, Flickr

Opublikował:
Ewa Zajączkowska
Author: Ewa Zajączkowska
O Autorze
Dziennikarz, publicysta, komentator polityczny. Absolwentka Uniwersytetu Marii Skłodowskiej-Curie. Z pasji nauczyciel historii i wiedzy o społeczeństwie. Antysocjalistka, wolnorynkowiec. Serce po prawej stronie.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.