poniedziałek
| 19 sierpnia 2019

Nie byłoby całego tego jątrzenia, prowokowania i stręczenia Polakom ideologii LGBT, gdyby istniał zakaz przyjmowania pieniędzy z zagranicy.

Nie jest tajemnicą, że wciskanie na siłę ideologii LGBT i genderyzmu to sprawka m.in. organizacji biorących pieniądze od miliardera i finansisty George'a Sorosa. Bez nich pies z kulawą nogą nie przyjechałby na tzw. Marsz Równości do Białegostoku. Bo demonstrowali tam nie mieszkańcy tego miasta, a aktywiści pozwożeni w tym celu z całej Polski, podobnie jak było tydzień wcześniej w Kielcach. Identycznie sytuacja ma się w przypadku walki aktywistów z globalnym ociepleniem, protestujących przeciwko inwestycjom nie tylko energetyki węglowej w Polsce.

"W pojęciu tolerancji nie mieści się narzucanie społecznościom lokalnym ideologii, których te społeczności sobie nie życzą" – słusznie napisał w mediach społecznościowych Piotr Spyra, były wicewojewoda śląski.

"Powiedzmy sobie jednak szczerze: organizatorom takich marszów wcale nie chodzi o prawa osób ze społeczności #LGBT. Te prawa nie są, zresztą, w Polsce kwestionowane. Im chodzi o generowanie kolejnych konfliktów, które niszczą więzi i instytucje życia społecznego. W ich wojnie kulturowej osoby o orientacji homoseksualnej są tylko narzędziami i najwięcej na niej tracą, bo #homofobia zaczyna się rzeczywiście w naszym kraju pojawiać. Każdy taki marsz, jak dzisiaj, będzie to zjawisko tylko pogłębiał, ale marszowi aktywiści od Sorosa wiedzą to doskonale"

– zauważa Spyra.

Wystarczyłoby zakazać zagranicznego finansowania i nikt nie przyjechałby do Białegostoku i Kielc, by siać zgorszenie. A ludzie ci aniołkami bynajmniej nie są. Jedna z internautek napisała otwarcie, że to aktywiści LGBT pierwsi prowokują, stosują przemoc słowną i fizyczną, ziejąc nienawiścią wobec osób normalnych, grożą nawet śmiercią i agresywnie opowiadają dzieciom nieprzyzwoitości, a potem dziwią się, że osoby tym dotknięte odwzajemniają się tym samym.

Kasa za uległość

Problem ten nie dotyczy tylko Polski, ale całego świata. Zachód chętnie wspiera choćby państwa afrykańskie, ale jednocześnie żąda fałszywej tolerancji i przywilejów dla dewiantów seksualnych czy też rezygnacji z kary śmierci (swoją drogą, pieniądze te najczęściej są po prostu rozkradane albo przez tubylców, albo przez same organizacje pomocowe – niedawno pracowników oddziału Amnesty International w Harare oskarżono o regularnie defraudowanie pomocy). Jeśli rząd odbierający pomoc nie dostosuje się, to pomoc jest wstrzymywana. Na przykład w 2014 roku Bank Światowy wstrzymał pożyczkę dla Ugandy w związku z uchwaleniem antygejowskiego prawa. Z kolei w 2017 roku Wielka Brytania zaoferowała pomoc finansową Zimbabwe, ale pod warunkiem postępów w rozwoju demokracji w kraju. Zresztą Chińczycy za swoją "pomoc" w Afryce też mają swoje żądania, tyle tylko, że całkiem inne. W Zimbabwe czy Zambii Chiny inwestują i dają kredyty, ale za przejmowanie złóż surowców i innych sektorów gospodarki.

W Polsce dokładnie taka sama sytuacja ma miejsce w przypadku dotacji z Unii Europejskiej. Musimy być tolerancyjni i demokratyczni, nie możemy reformować sądownictwa ani wycinać chorych drzew w Puszczy Białowieskiej, bo w przeciwnym wypadku grozi się nam jak uczniakowi, że fundusze unijne zostaną cofnięte. I to pomimo faktu, że sprawy te są zarezerwowane dla polityki wewnętrznej każdego kraju członkowskiego niezależnego teoretycznie od Brukseli. Dotacje unijne umożliwiają szantaż ze strony różnych Timmermansów i Verhofstadtów, a to oznacza, że w takiej sytuacji nie jesteśmy suwerenni i nie możemy sami decydować o naszych sprawach. Dlaczego rząd nie podnosi głosu, że w ten sposób łamana jest fundamentalna unijna zasada pomocniczości? Podobną nagonką szczuto Węgry, kiedy rząd Wiktora Orbana zablokował falę nielegalnych imigrantów.

Nie chcą dotacji

No ale skoro polskie władze nic z tym nie robią, to znaczy, że im to nie przeszkadza. W przeciwieństwie do bardziej rozumnych polityków, którzy zdecydowali o całkowitym zaprzestaniu brania zagranicznych funduszy. W Botswanie obowiązuje konstytucyjny zakaz przyjmowania pomocy zagranicznej. Natomiast władze Filipin w 2017 r.  odrzuciły pomoc rozwojową od Unii Europejskiej w wysokości 250 mln euro. Swoją decyzję uzasadniły tym, że Bruksela wykorzystała dotacje, by ingerować w wewnętrzne sprawy kraju i na krytykę działań rządu w Manili. Prezydent Rodrigo Duterte stwierdził, że odtąd Filipiny nie będą przyjmowały żadnego rodzaju grantów od Unii Europejskiej. Z kolei świadomy zagrożeń prezydent Władimir Putin już w 2012 roku podpisał prawo, które mówi, że każde stowarzyszenie otrzymujące pieniądze na działalność z zagranicy będzie automatycznie otrzymywało status "zagranicznego agenta". Nawet władze demokratycznego Izraela 45-proc. podatkami usiłują ograniczać organizacje finansowane przez zagraniczne rządy, gdyż uważają, że ich działania nie przynoszą pożytku, a wyrządzają szkody i uderzają w suwerenność państwa.

Jednym słowem, z zagranicznymi pieniędzmi zawsze idą jakieś żądania. Dlatego by móc być niezależnym narodem i państwem, które po swojemu układa własne stosunki społeczne i gospodarcze, konieczne jest zakazanie przyjmowania pieniędzy z zagranicy. Z braku finansowego paliwa genderyści i ekologiści przestaną jątrzyć i prowokować. W takim samym stopniu dotyczy to również dotacji unijnych, za które jak na razie mamy być wdzięczni darczyńcom i dziękować propagandowymi tablicami z gwiazdkami na niebieskim tle. I to pomimo tego, że dotacje przynoszą więcej strat niż pożytku. Problem w tym, że cała armia darmozjadów z tego żyje, więc będą drapać pazurami, wygadywać brednie i siać wrogą propagandę, jeśli komuś przyjdzie do głowy pomysł systemowej rezygnacji z dotacji.

Fot. Agnieszka Radzik

Opublikował:
Tomasz Cukiernik
Author: Tomasz Cukiernik
O Autorze
Z wykształcenia prawnik i ekonomista, z wykonywanego zawodu – publicysta i komentator gospodarczy, a z zamiłowania – podróżnik. Autor trzech książek (m.in. „Dziesięć lat w Unii” i „Socjalizm według Unii”) oraz około tysiąca artykułów opublikowanych w polskiej prasie i Internecie.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.