poniedziałek
| 14 października 2019

Ekonomistka Beata Pachnik-Łodzińska, właścicielka biura podatkowego Tax Expert Consulting w Zielonej Górze, członek Ruchu Narodowego, startująca do Sejmu z listy KW Konfederacja Wolność i Niepodległość, opowiada w rozmowie z Tomaszem Cukiernikiem o tym, jak firmy mogą zbankrutować przez dotacje unijne.

Czy dotacje i dopłaty z Unii Europejskiej dla rolnictwa poprawiły sytuację na polskiej wsi?

Okazuje się, że na wsi rolnicy przestają produkować. Są oczywiście gospodarstwa, które nastawiły się na produkcję specjalistyczną, czyli prowadzą normalną działalność gospodarczą, ale część wsi po prostu stoi i żyje z dotacji. Fajnie, gdyby ziemia odpoczywała, ale grunt nieuprawiany ulega degradacji. Nie wiem, czy to nie jest celowe, świadome działanie, ale zawoalowane, żeby tymi strumieniami pieniędzy, które lądują na wsi, spowodować bierność rolników, wstrzymać inicjatywę, spowodować przekonanie, że nic się nie opłaca. Spotkałam się z tym że rolnik dla pozyskania dotacji kilka razy orze ten sam areał, który obsiał dwa lata temu i uskarża się, że plon jest marny. Później stara się o odszkodowanie, bo pole nie obrodziło, więc ma straty. I to jest sposób na życie. Ja to nazywam kombinatorstwem, mistyfikacją, zawodowym żebractwem. Ale to właśnie fundusze spowodowały, że ludzie zaczęli w ten sposób myśleć. Bo jeżeli człowiekowi mówi się, że będziesz żył godnie, jeśli będziesz pracował, to on stara się zrobić wszystko, żeby pozyskać pracę, żeby pracować i żyć godnie. A w tym przypadku mówi się człowiekowi: "nie musisz pracować, ale jak pomyślisz, pokombinujesz, to możesz wyciągnąć pieniądze od wielu instytucji i też będziesz sobie nieźle żył". Obserwuję to na każdym kroku, że pompowanie takich niezarobionych pieniędzy powoduje, że ludzie uczą się żyć za cudze, że wykorzystują do lekkiego życia owoce cudzej pracy, że nie myślą, jak samodzielnie zadbać o siebie i rodzinę. Sypią się małżeństwa, bo łatwiej jest pozyskać pieniądze rozbitej rodzinie niż kompletnej, to są kolejne absurdy. Ale to wszystko jest owocem rozdawnictwa. No a dotacje są formą rozdawnictwa.

Dotacje to też koszty. W przypadku różnych konkursów, jaki może być szacunkowy koszt związany z przygotowaniem wniosku dotacyjnego wraz z załącznikami w relacji do wartości całego projektu?

Wydatek na profesjonalnie zrobiony wniosek o dotację inwestycyjną to od kilku do kilkunastu procent wartości tej dotacji. Taki wniosek to mnóstwo papierkowej roboty: sporządzenie biznesplanu, zbadanie rynku – jeżeli ktoś to robi profesjonalnie i faktycznie bierze udział w konkursie, a nie załatwia po znajomości. Czasem to są miesiące pracy i współpracy.

Czy mogą się zdarzyć sytuacje w konkretnych konkursach, że dofinansowanie unijne dostaje zaledwie kilka procent ubiegających się? Czy często się tak zdarza?

Dosyć często, bo zainteresowanie dotacjami jest dosyć duże, a środki są ograniczone. W zależności od tego, które projekty wygrają i jak są kosztowne, może się okazać, że tylko kilka procent firm dostanie dotację, bo po prostu dla pozostałych nie ma już środków w danym programie. Dotyczy to zwłaszcza projektów inwestycyjnych. Tzw. miękkie projekty są bardziej dostępne.

Czyli z punktu widzenia niedoszłego beneficjenta, który nie wygrał konkursu, pieniądze na przygotowanie wniosku są po porostu wyrzucone w błoto...

Mi się też tak zdarzyło, że sporządziliśmy projekt pod dotację, co potencjalnego beneficjenta sporo kosztowało i niestety zabrakło mu punktów w konkursie i nie otrzymał dotacji. Dowiedzieliśmy się później, że i tak nie mieliśmy żadnych szans, bo konkurs był ustawiony, więc dostali tylko ci co mieli wejścia. A pozostali, którzy normalnie startowali do konkursu, nie mieli żadnych szans. Ale też nie było tak, że to były pieniądze wyrzucone w błoto. To, nad czym się napracowaliśmy, zaowocowało w firmie. Tu nie chodzi o samo wypełnienie wniosku, ale też prace nad firmą, o dogłębną analizę firmy, przewidywania na przyszłość. Firma się nieźle rozwinęła dzięki tej dokumentacji, którą stworzyliśmy. Teraz jest dużym podmiotem. I zrobili to bez dotacji. Popracowali nad potencjałem, który posiadają w firmie i się udało. Ale to nie jest tak, że zawsze te pompowane w firmę pieniądze z zewnątrz – takie łatwe – doprowadzają do rozwoju firmy. Znam też firmy, które dostały dotację i poległy na rynku, już ich nie ma. Był taki przypadek, że w konkursie jednym z warunków był wzrost zatrudnienia. Za planowany wzrost dostawało się najwięcej punktów. W firmie nikt nie przemyślał takiego założenia, a zwłaszcza potrzeb kadrowych, potem przyszedł kryzys, nie mogli zmniejszyć zatrudnienia, bo im nie pozwalały na taki ruch umowy o dotację. I splajtowali, bo musieli płacić podatki i składki na ZUS od wynagrodzeń bezproduktywnych pracowników. Planowanie zatrudnienia w projektach unijnych jest najlepiej punktowane, ale najtrudniejsze w realizacji, bo najbardziej kosztochłonne. Jeżeli ktoś obwarowuje się takimi wskaźnikami i nie może z tym nic zrobić przez pięć lat, to dochodzi do plajty. Nie dość, że firma upada, to jeszcze trzeba zwrócić dotację. To jest najgorszy z możliwych scenariusz, ale często spotykany na rynku.

Czyli jednym słowem warunki związane z otrzymaną dotacją powodują bankructwo firm…

Jeśli ktoś w sposób nieprzemyślany poustawiał warunki – że będzie miał 100 proc. wzrostu przychodów, że zatrudnienie wzrośnie o 50 proc., a nie przeanalizował innych warunków, wygrywa konkurs, a potem przychodzi tąpnięcie na rynku, przedsiębiorca nie radzi sobie, a wskaźniki musi utrzymać. Jeśli nie utrzymuje wskaźników, to jest proceduralny powód do tego, żeby zażądać zwrotu dotacji. Wtedy to już jest równia pochyła. Nie da się uratować tej firmy. Lepiej jest własnymi środkami lub pozyskanymi w inny sposób spokojnie rozwijać firmę na miarę jej możliwości niż pompować duży strumień pieniędzy, wydawać nierozsądnie i potem nie zrealizować planów i zostać z niczym.

Dziękuję za rozmowę.

Fot. Anna Olszewska/Grafika: Agnieszka Radzik

Opublikował:
Tomasz Cukiernik
Author: Tomasz Cukiernik
O Autorze
Z wykształcenia prawnik i ekonomista, z wykonywanego zawodu – publicysta i komentator gospodarczy, a z zamiłowania – podróżnik. Autor czterech książek (m.in. „Dziesięć lat w Unii” i „Socjalizm według Unii”) oraz około tysiąca artykułów opublikowanych w polskiej prasie i Internecie.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.