wtorek
| 14 lipca 2020
Tomasz Cukiernik | 16 października 2019

Wielkie zwycięstwo Konfederacji

Wielkie zwycięstwo Konfederacji

Wyniki ostatnich wyborów parlamentarnych nie tylko oznaczają kontynuację rządów PiS, czego wszyscy się spodziewali, ale przede wszystkim wielkie zwycięstwo Konfederacji, co wielu spędza sen z powiek.

Mimo jednoznacznej wyborczej wygranej i rekordowej, dużo większej liczby głosów w porównaniu z poprzednimi wyborami (wzrost z 5,7 mln do ponad 8 mln) PiS znalazło się w nieco gorszym położeniu niż przed elekcją. To skutek wyższej o 21% frekwencji niż w 2015 roku oraz awansu Konfederacji. PiS wraz z przybudówkami (Porozumienie wprowadziło 18 posłów, a Solidarna Polska – 17) ma większość w Sejmie (235 posłów), ale po pierwsze, nadal nie ma większości, która mogłaby zmienić konstytucję i po drugie, utraciło większość w Senacie (spadek liczby mandatów z 61 do 48). Oznacza to, że nie będzie możliwe tak szybkie przyklepywanie wszystkich sejmowych ustaw, jak było w poprzedniej kadencji. Potrzeba im trzech senatorów, by była większość. W związku z tym możemy się spodziewać ruchów PiS, mających na celu przejście na stronę partii rządzącej kilku senatorów z innych opcji (do wzięcia jest np. trzech senatorów PSL), tak jak stało się to z posłem Adamem Andruszkiewiczem, byłym prezesem Młodzieży Wszechpolskiej, który opuścił szeregi Kukiz’15, by objąć stanowisko wiceministra resortu cyfryzacji. Nie zmienia to faktu, że po raz drugi w historii III RP partia rządząca wygrywa wybory parlamentarne i pozostanie u steru władzy (pierwszy raz miało to miejsce w 2011 roku, kiedy to PO utrzymała władzę po czterech latach swoich rządów).

– Samodzielna większość po 4 latach rządów – to bardzo duży wyczyn i raczej rozczarowanie wielu ludzi z PiS, że nie dostali więcej, nie ma „pokrycia w rzeczywistości” – skomentował na FB Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

To świetny przyczółek

Jednak z pewnością wybory te są przede wszystkim wielkim zwycięstwem Konfederacji Wolność i Niepodległość, na którą zgłosowało 1,25 mln osób i która uzyskała 6,81% poparcia. W majowych wyborach do Parlamentu Europejskiego ugrupowanie Janusza Korwin-Mikkego zdobyło 621 tysięcy głosów. Oznacza to podwojenie stanu poparcia w ciągu pięciu miesięcy! Jak zauważył poseł Robert Winnicki, jest to najlepszy wynik po 1989 roku, jeśli chodzi o ideową nieokrągłostołową prawicę w Polsce.

– To jest olbrzymi sukces – powiedział na powyborczej konferencji prasowej poseł Winnicki, dziękując jednocześnie wyborcom.

W efekcie Korwin-Mikke wraca do Sejmu po 26 latach, Krzysztof Bosak – po 12 latach, a Robert Winnicki i Jakub Kulesza utrzymali swoje mandaty. Łącznie Konfederacja będzie miała 11 posłów, w tym 5 z partii Korwin-Mikkego, 5 z Ruchu Narodowego i Grzegorza Brauna.

To świetny przyczółek, aby dalej budować coraz silniejszy obóz antyestablishmentowy z myślą o tworzeniu koalicji rządowej po wyborach parlamentarnych w 2023 roku.

– W pięć miesięcy zdobyliśmy ponad pół miliona głosów! (…) Zaufaliście nam i teraz mamy cztery lata, żeby z wyniku prawie 7% zrobić 17%, 27%, 37% – napisał na FB Tomasz Grabarczyk z Konfederacji, któremu nie udało się uzyskać mandatu posła.

Jest na to szansa tym bardziej, że wyjątkowo duże poparcie Konfederacja ma wśród osób młodych (20,2% głosów wśród wyborców w wieku od 18 do 29 lat). Byle tylko nie zaprzepaszczono tej szansy, tak jak beznadziejnie pogrzebane zostały nadzieje związane z formacją Kukiz’15.

– W sądzie odebraliśmy jeszcze ciepłe papiery potwierdzające nasze istnienie i ruszyliśmy od razu w fazę politycznej rywalizacji z największymi siłami politycznymi w kraju. Z pewnością to nie maksimum naszych możliwości. To, na co nas stać, będziemy mogli pokazać dopiero w kolejnych kampaniach. Obserwując struktury partii skupionych w Konfederacji, mam wrażenie, że my się dopiero rozkręcamy – mówił jeszcze przed wyborami Krzysztof Bosak w rozmowie z dwutygodnikiem „Najwyższy CZAS!”.

Te wyniki wyborów potwierdziły też, że złą decyzją Piotra Liroya-Marca było opuszczenie Konfederacji i budowa własnego komitetu wyborczego. Te głosy mogłyby wesprzeć Konfederację. A tak, okazały się stracone, choć było to zaledwie 0,1% poparcia, co nie zmieniłoby sytuacji.

– Stworzymy w Sejmie zjednoczone koło 11 posłów, a to dopiero początek. Nasze ugrupowanie istnieje dopiero 8 miesięcy, więc jeśli w tak krótki czasie osiągnęliśmy taki wynik, to przyszłość musi należeć do nas! Konfederaci, ruszamy do boju o lepszą Polskę! – napisał na FB Jacek Wilk, były już poseł Konfederacji, który teraz nie uzyskał mandatu.

Konfederacja nie zawiedzie

O poziomie merytorycznym wyborców i fatalnym stanie systemu nazywanego demokracją świadczy kilka przykładów. Po pierwsze, niestety, nastąpił powrót do sejmowych ław postkomunistów (po wcześniejszym ulokowaniu kilku europosłów w Parlamencie Europejskim). To hańba! Do Sejmu dostało się aż 24 polityków SLD. A wydawało się, że po ich przegranej przed czterema laty postkomuniści na zawsze odejdą w polityczny niebyt i nigdy już nie pojawią się w polskim parlamencie. Do tego dochodzą komuszki z młodszego pokolenia. Po drugie, dotychczasowy poseł PO Stanisław Gawłowski został wybrany na senatora, mimo że jest oskarżonym w tzw. aferze melioracyjnej. Po trzecie, mimo afery taśmowej mandat uzyskał Sławomir Neumann, a w samym Tczewie, którego mieszkańców opluwał, zagłosowało na niego niemal 5% wyborców! Po czwarte, z listy PO do Sejmu dostała się też znana z głupkowatych, antypisowskich i antyklerykalnych filmików na YouTube Klaudia Jachira, a – po piąte – nie weszli świetni merytorycznie kandydaci Konfederacji – Jacek Wilk, dr Sławomir Mentzen, Marcin Sypniewski i wielu innych.

Czy posłowie Konfederacji zdadzą egzamin i będą merytorycznie punktować działania nowego rządu PiS i przynajmniej próbować blokować jego antyrynkowe zapędy? Jest na to duża nadzieja, biorąc po uwagę obecność na sali sejmowej takich osób, jak Jakub Kulesza czy Robert Winnicki, którzy już to pokazywali w poprzednim Sejmie czy Janusz Korwin-Mikke, Dobromir Sośnierz i Grzegorz Braun. Ci dwaj pierwsi już świetnie punktowali socjalistów w PE, a po tym ostatnim także niczego innego nie można się spodziewać. Nowy poseł Konfederacji Artur Dziambor już obiecuje, że Konfederacja nie zawiedzie.

– Jestem zachwycony i przekonany, że Konfederacja wprowadzi wielkie zmiany w systemie, przede wszystkim podatkowym, ale również w szkolnictwie, którym należy zająć się natychmiast. Dziękuję wszystkim Polakom, którzy nam zaufali. Obiecuję, że nie zawiedziemy – powiedział Dziambor. – Konfederacja jest siłą wolnorynkową i tym różni się od wszystkich pozostałych komitetów. Jesteśmy otwarci na współpracę w kwestiach, które nas interesują, ale patrzymy na sprawy merytorycznie. Nie idziemy do Sejmu po stanowiska, tylko po obniżki i likwidacje podatków, zwiększanie swobód obywatelskich, zmniejszanie siły systemu nad obywatelem – przekonywał.

Choć ze strony niektórych polityków Konfederacji widać otwartość na ewentualną współpracę z PiS, by forsować wolnorynkową agendę, to nieco inaczej sprawy się mają po drugiej stronie. Prezydencki doradca prof. Andrzej Zybertowicz przynajmniej w niektórych sprawach, jak np. światopoglądowych nie wyklucza współpracy PiS z Konfederacją. Jednak Adam Lipiński, pełnomocnik rządu ds. równego traktowania z PiS, dopuszcza rozmowy z Konfederacją, ale tylko w ostateczności. Z kolei wicepremier Jarosław Gowin, który swego czasu był bardzo bliski środowisku wolnorynkowemu, powiedział, że „na pewno nie chciałbym koalicji z Konfederacją” z uwagi na jej prorosyjskość. Ale to właśnie Porozumienie Gowina mogłoby zmienić front i wraz z Konfederacją blokować etatystyczne zapędy PiS.

Dlatego trudno liczyć na to, że uda się w ramach kompromisu przy jakiejś ustawie zahamować podwyżki podatków czy interwencjonistyczne praktyki PiS. W tej sytuacji rację może niestety mieć Korwin-Mikke, który uważa, że nie ma sensu przedstawiać żadnych projektów ustaw, bo „PiS i tak je odrzuci”. Tak wielokrotnie w poprzedniej kadencji parlamentu PiS odrzucało sensowne projekty Kukiz’15. Więc realnie wpływ posłów Konfederacji na proces legislacyjny będzie niewielki. Pozostaje czynnik propagandowo-medialny, który może zostać wykorzystany w ramach budowy kapitału politycznego przed kolejnymi wyborami.

Fot. Konfederacja, Facebook; Agnieszka Radzik

Opublikował:
Tomasz Cukiernik
Author: Tomasz Cukiernik
O Autorze
Z wykształcenia prawnik i ekonomista, z wykonywanego zawodu – publicysta i komentator gospodarczy, a z zamiłowania – podróżnik. Autor czterech książek (m.in. „Dziesięć lat w Unii” i „Socjalizm według Unii”) oraz około tysiąca artykułów opublikowanych w polskiej prasie i Internecie.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.