wtorek
| 12 listopada 2019

Tuż przed wyborami parlamentarnymi Jarosław Kaczyński wyjaśnił, dlaczego nie zamierza zwolnić emerytów z płacenia podatku dochodowego, mimo że to nic innego, jak przerzucanie pieniędzy z jednej państwowej kieszeni do drugiej. Zamiast tego – zdaniem prezesa PiS – znacznie sprawiedliwszym rozwiązaniem jest rozdawnictwo w postaci trzynastej i czternastej emerytury.

– Gdybyśmy zwolnili także te wysokie emerytury od podatków, to byśmy pomogli tym, którzy naprawdę mają dużo, tym, którzy mają średnio, też byśmy mocno pomogli, a milionom ludzi, którzy mają najmniej, pomoglibyśmy w najmniejszym stopniu. To nie jest dobre rozwiązanie

– mówił prezes Kaczyński.

Socjal i granty

Podobna filozofia stoi za wypłatami z programu Rodzina 500 Plus. PiS woli przekazywać na dziecko 500 zł, mimo że dla aparatu administracyjnego jest to znacznie kosztowniejsze rozwiązanie, niż gdyby zniesiono podatek dochodowy czy choćby podniesiono kwotę wolną w PIT, za czym optują politycy Konfederacji. "Dobroć rządu" nie byłaby tak widoczna, jak comiesięczna wypłata. Ale pamiętajmy też, że państwo opiekuńcze jest budowane w oparciu o tzw. sprawiedliwość społeczną, która ma niewiele wspólnego ze sprawiedliwością. Bo czyż sprawiedliwe jest ograbianie jednych na rzecz drugich?

Niestety, filozofia zabierania w podatkach, a potem oddawania w postaci zasiłków, grantów i dopłat jest obecna także w wielu obszarach gospodarki. Państwo najpierw opodatkowuje biznes, maksymalnie dokręcając śrubę, a potem uznaniowo wybrane firmy otrzymują dotacje czy ulgi podatkowe. Na tej zasadzie wszystkie kolejne polskie rządy wspierały głównie zagranicznych inwestorów w specjalnych strefach ekonomicznych często kosztem polskiej konkurencji. W 2016 roku Mercedes dostał od polskich podatników prawie 80 mln zł, a w 2018 roku JP Morgan – 20,2 mln zł. Z kolei 1 października br. Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii ogłosiło, że budżet "Programu wspierania inwestycji o istotnym znaczeniu dla gospodarki polskiej na lata 2011-2023" zostanie powiększony o 1,1 mld zł do niemal 2,6 mld zł, a okres jego obowiązywania przedłużono do roku 2030.

"Przez ponad pół roku, gdy pracowałem w KPRM, udawało się blokować przekazanie miliarda stu milionów złotych wybranym przez rządzących przedsiębiorcom (w 95% zagranicznym). Niestety aktualizacja programu, będąca obietnicą wyborczą, została przyjęta przez Radę Ministrów na 12 dni przed wyborami. Możecie na nich głosować lub nie. Płacić będziecie i tak"

– skomentował na portalu społecznościowym Konrad Hennig, doktor nauk politycznych, ekspert w zakresie polityk publicznych.

Państwo rozdawnictwem próbuje też ograniczać szkody, jakie wywołuje w społeczeństwie i w polskiej gospodarce unijny pakiet energetyczno-klimatyczny, na który samo się zgodziło. Jeszcze rząd PO-PSL wprowadził dopłaty do rachunków za energię elektryczną osób najbiedniejszych. Z kolei zdominowany przez PiS parlament sztucznie zablokował wzrosty cen energii poprzez ich zamrożenie dla części podmiotów oraz rekompensaty dla średnich i dużych firm. Z kolei Janusz Kowalski, kandydat PiS do Sejmu, jeszcze w ramach kampanii wyborczej mówił, że z powodu rosnących cen uprawnień do emisji CO2 polski przemysł wapienniczy i cementowy wymaga ochrony ze strony polskich władz. Również mające coraz większe problemy z unijną polityką polskie huty liczą na państwowe rekompensaty. Czy nie prościej byłoby wycofać się z absurdalnego pakietu energetyczno-klimatycznego? Niestety, Unia by tego nie darowała (o czym przy innej okazji).

Zresztą na absurdalnym koncepcie zabierania i dawania opiera się cały system dotacji unijnych. Dlaczego nie pozostawić tych pieniędzy w kieszeniach przedsiębiorców? Oni lepiej od urzędnika wiedzą, jak wydać własne pieniądze. To samo dzieje się z samorządami – najpierw centrala zgarnia wpływy z podatków, a potem – łaskawie – część przekazuje gminom, powiatom i województwom, albo… nie przekazuje. Dlaczego samorządy nie zbierają podatków, by część z nich oddać centrali, tylko jest na odwrót? Chodzi o to, by politycy z Warszawy nie utracili władzy i mogli o wszystkim decydować.

Komu zabrać, komu dać

Dlatego też politycy robią wszystko, by wpływy podatkowe i budżety były jak największe. Z wyliczeń Fundacji Republikańskiej wynika, że w 2015 roku wydatki państwa w sektorze publicznym wynosiły 745 mld zł, podczas gdy w 2018 roku – już 890 mld zł. Oznacza to nominalny wzrost o ok. 20 proc., mimo że inflacja w tym czasie wyniosła zaledwie nieco ponad 2 proc. Dalej nie lepiej: w okresie styczeń-sierpień 2019 roku dochody z VAT były wyższe o 6,6 proc. w porównaniu z tym samym okresem roku poprzedniego, dochody z PIT – o 12,8 proc., a dochody z CIT – o 18,1 proc. Łącznie dochody budżetu państwa od stycznia do sierpnia 2019 roku zwiększyły się o 19,4 mld zł w porównaniu z tym samym okresem 2018 roku. To oznacza olbrzymi wzrost aż o 8 proc.!

Szkodliwą politykę polegającą na ciągłym zwiększaniu dochodów publicznych pochwalają wszystkie główne ugrupowania poza Konfederacją. Na ulotce wyborczej premiera Mateusza Morawieckiego umieszczono wykres wpływów z VAT, który szybko idzie w górę ze 126 mld zł w 2015 roku do 200 mld zł w 2020 roku (prognoza). Oznacza to zwiększenie tych wpływów w ciągu 5 lat aż o niemal 60 proc.! Podobnie Zbigniew Szaleniec, burmistrz Czeladzi (woj. śląskie), były polityk PO nadal wspierający to ugrupowanie, chwali się w samorządowym "Echu Czeladzi" tym, że za jego rządów Czeladź ma coraz większy dochód na mieszkańca. Tymczasem większe wpływy z VAT czy do budżetu gminy oznaczają, że te pieniądze komuś zabrano. Tego faktu – opisywanego przez francuskiego ekonomistę Frederica Bastiata – nie widzą ani politycy PO, ani PiS, nie mówiąc już o partiach bardziej lewicowych. Zabrano je gospodarce, zabrano je przedsiębiorcom, zabrano je konsumentom. Nie zostaną zainwestowane, nie zostaną zaoszczędzone ani nie zostaną wydane w realnej, prywatnej gospodarce. Zmarnuje je władza według swojego widzimisię, po drodze jeszcze zabierając sobie część za tę usługę. Nie pójdą na prawdziwe potrzeby gospodarki i mieszkańców kraju. Nie tędy wiedzie droga do dobrobytu.

Politykom chodzi o to, żeby to oni byli panami życia i śmierci. Żeby mogli decydować, komu, kiedy i ile zabrać, a komu, kiedy i ile dać. I w każdej chwili mogą zmienić zdanie. Dzięki temu trzymają ludzi w szachu i niepewności. Trzeba być grzecznym wobec państwa, by nie zostało odebrane i by coś dostać.

"System dotacji nie dość, że jest skrajnie niemoralny, to jeszcze kompletnie idiotyczny. I wszystko to należy zaorać od jutra, przestając się oszukiwać, że to ma jakikolwiek sens. Najpierw przestać dawać pieniądze podatników komukolwiek, a minutę później przestać zabierać reszcie"

– słusznie napisał Marcin "Hugo" Kosiński w swojej – wartej polecenia – książce pt. "Biurwolandia".

Fot. Agnieszka Radzik

 

Opublikował:
Tomasz Cukiernik
Author: Tomasz Cukiernik
O Autorze
Z wykształcenia prawnik i ekonomista, z wykonywanego zawodu – publicysta i komentator gospodarczy, a z zamiłowania – podróżnik. Autor czterech książek (m.in. „Dziesięć lat w Unii” i „Socjalizm według Unii”) oraz około tysiąca artykułów opublikowanych w polskiej prasie i Internecie.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.