środa
| 13 listopada 2019

Jeszcze dwa dni temu cały w skowronkach lider partii, o bardzo ciepłej nazwie, mówił do pustych krzeseł w Parlamencie Europejskim o kolejnej brunatnej fali, która rozprzestrzenia się po kraju za sprawą demokracji. Puste krzesła mają to do siebie, że dzielnie wysłuchają każdego. Czasem współczuję krzesłom. Mimo czterech nóg nie są w stanie, wstać i wyjść. Muszą cierpliwie słuchać. Robert Biedroń tego dnia ubolewał, że zwolennicy jego idei, nie będą mogli – w myśl nowych przepisów – opowiadać szkolnej dziatwie pikantnych historyjek o analnych penetracjach za pomocą takiego czy innego lubrykanta (idę zwymiotować) naszym synom i córkom. Wzywał i wzywał, a krzesła ani drgnęły. Stały dzielnie poskrzypując to tu, to tam. Mamy więc kolejnego po doktor Spurek mistrza wagi ciężkiej, który dzięki swej politycznej błyskotliwość nie raz będzie jeszcze języczkiem u wagi. Razem z Panią Różą z domu Woźniakowską, mogą rywalizować o... zresztą nieważne.

W zasadzie pan Biedroń jest jedynym politykiem, z którego braku prawdomówności odczuwam satysfakcję i zachęcam, aby w tym nie poprzestawał. Jeżeli mówi, że coś zrobi, to możemy być pewni, że tego nie zrobi. Skąd to wiem? Idąc do Brukseli, zarzekał się, że gdy go wybioro ustąpi miejsca i złamanego grosza z unijnej sakwy nie powącha. Okazało się jednak, że na zachodzie nie płaco w złotówkach, a kurs tego dnia był wysoki. Jaki spokój odczuwam więc w głębi serca, gdy czytam w prasie "Biedroń żąda edukacji seksualnej w szkołach, wypowiedzenia konkordatu, legalnej aborcji no limite, pigułek dzień po, przed i w trakcie, zrujnowania ludziom życia w ten czy inny sposób poprzez wprowadzenie tego, czy innego zakazu. Czytam i po prostu jestem spokojny.

Dziś pierwszy konkubent Rzeczypospolitej zaatakował człowieka, którego dobrze znam. Napisał twitt następującej treści.

"Sponsor Radia Maryja, potentat branży futrzarskiej i twórca homofobicznych filmów emitowanych tuż przed wyborami – oto Szczepan Wójcik. Od Rydzyka dostaje medal za pracę "dla kościoła i ojczyzny". Gratulują mu Kaczyński i prezydent Duda. Polska PiS w pigułce..."

Nie chodzi o to, że Robert Biedroń "tyka" księdza katolickiego, któremu do pięt nie dorasta i robi to tak, jakby się znali z piaskownicy. Nie chodzi nawet o to, że wspomniany Szczepan Wójcik jest moim przyjacielem, że razem pracujemy. Nie ma też znaczenia, że jest moim szefem. Chodzi o to, że praworządny obywatel, ojciec i mąż, filantrop, działacz społeczny, facet, który całe swoje życie poświęcił naprawdę ciężkiej pracy, po to, żeby osiągnąć to, co ma, który płaci miesięczne takie podatki, że mógłby kupić Pana Biedronia razem z jego śmieszkiem i sprzedać – nawet ze stratą – na targu w Jemenie jest obrażany i traktowany z taką wyniosłością przez komika, będącego na naszym utrzymaniu. Tu nie chodzi o pogardę – matki europosłowi już nie zastąpimy – z różnych względów możemy jej współczuć, ale o to, że jako obywatele pozwoliliśmy sobie, aby urzędnicy i politycy – powiem łagodnie – zbyt często się zapominali. Facet, który psim swędem dostał się do polityki, który został do niej wysłany przez naród, aby go reprezentował, za punkt honoru postawił sobie "bycie kuglarzem".

Dzięki panu Robertowi nasi rodacy przestaną być uczestnikami wojny Polsko – polskiej, nie będą już dłużej musieli zajmować się rzeczami, które przez lata raziły ich swą przyziemną surowością. Dyskusje przy świątecznych i imieninowych stołach nie będą już więcej skierowane na żłobki, przedszkola, 500 +, zarobki i stan polskiego górnictwa. Pierwszego listopada na cmentarzach nie usłyszymy tradycyjnych dialogów typu; "niezły był z Henia herbatnik, niech mu ziemia lekką będzie". Wiosenna, polityczna bryza o zapachu rosy na świeżo skoszonej trawie dostarczy nam zupełnie innych doznań. Primavera! Oczy naszych rodaków po raz pierwszy od 1989 roku nie będą już musiały być skierowane na szarą codzienność, lecz na tyłek biedroniowego konkubenta, który został właśnie nominowany na mistera sejmu, o czym nieośmieszkał poinformować nasz faworyt. Biedroń wyznacza nowe standardy i chwała niech będzie temu, kto wymyślił, że kadencja europosła trwa, aż 5 lat. Żal, że nie siedem. Przecież po to wybieramy polityków, aby zajmowali się promocją swoich kochanków w konkursie na najlepsze ciacho parlamentaryzmu.

Fot. Agnieszka Radzik

Opublikował:
Marek Miśko
Author: Marek Miśko
O Autorze
Redaktor Naczelny wSensie.pl. Dziennikarz i scenarzysta radiowy. Pracował między innymi w RDC, Programie Pierwszym oraz Teatrze Polskiego Radia gdzie zajmował się postprodukcją radiową. Ojciec trzech synów, mąż jednej żony, kibol jednej drużyny (L).
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.