czwartek
| 12 grudnia 2019

Opinia publiczna żyje wydarzeniami z Warszawy, gdzie szaleniec w BMW śmiertelnie potrącił pieszego na przejściu dla pieszych. Czy w związku z tym należy zmienić przepisy? I co ważniejsze, jak je zmienić?

Zmiana potrzebna od zaraz

Stare ludowe porzekadło mówi, że "Polak mądry po szkodzie". Po wydarzeniach z ul. Sokratesa w Warszawie prawie wszyscy politycy i dziennikarze prześcigają się w pomysłach na poprawę bezpieczeństwa pieszych na ulicach polskich miast. Niestety, w większości są to pomysły skrajnie populistyczne, które nie mają nic wspólnego ze zdrowym rozsądkiem.

Oczywiście, pilnie potrzeba wprowadzić zmiany w polskim prawie, jednak nie mogą być one krzywdzące dla kierowców z jednej strony, z drugiej zaś powinniśmy zadbać o większe bezpieczeństwo pieszych. Jak to zrobić?

Żadnego pierwszeństwa na pasach

Pierwszym, najgłośniej wykrzyczanym pomysłem jest wprowadzenie bezwzględnego pierwszeństwa na przejściu dla pieszych. Niestety, ta zmiana nie sprawi, że piesi nagle przestaną ginąć na pasach. Mam poważne obawy, że zadziała to w drugą stronę. Pieszy, gdy będzie "świętą krową" na przejściu dla pieszych poczuje się zdecydowanie zbyt pewnie. Wyjdzie z założenia, że kierowca zawsze i w każdej sytuacji go widzi i wie, co ten zrobi. A tak niestety nie jest. Kierowca prowadzi półtoratonowe auto, którego nie zatrzyma w pół sekundy. Według badań całkowity czas reakcji do momentu rzeczywistego hamowania może wynosić nawet 1,5 sekundy. Z kolei reakcja zmęczonego kierowcy opóźniona zaledwie o 1 sekundę może wydłużyć drogę hamowania o ponad 13 metrów,gdy  podróżuje z prędkością zaledwie 50 km/h! Wychodząc pod samą maskę pieszy ryzykuje, że będzie to jego ostatni spacer.

Z kolei argument zwolenników tego pomysłu, że w przypadku wprowadzenia powyższego prawa "kierowcy będą bardziej uważać" też nie jest najszczęśliwszy. Czy dziś piesi zwracają szczególną uwagę na pasach? Czy stosują się do zasady, jakiej uczą w przedszkolu i szkole, że najpierw patrzymy w lewo, potem w prawo i jeszcze raz w lewo? Nie. A przecież nie mają bezwzględnego pierwszeństwa (bo nikt go nie ma). Dlatego sugerowanie, że kierowcy nagle staną się wzorowymi użytkownikami dróg to myślenie życzeniowe.

Naród "genialnych" kierowców

Kierowcy w Polsce, nie wszyscy rzecz jasna, najogólniej mówiąc nie potrafią jeździć. Trzymanie się kurczowo zderzaka, wyprzedzanie na trzeciego, notoryczne przekraczanie prędkości, brawurowa jazda czy prowadzenie auta pod wpływem alkoholu – lista grzechów jest długa. Winne temu jest, oprócz samych kierowców, polskie prawo, które zostało źle skonstruowane. Skoro Artur Zawisza potrafił przez 3 lata jeździć bez prawa jazdy (odebrano mu je w 2016 roku za kierowanie autem pod wpływem alkoholu), to o czym my rozmawiamy? Ilu takich Arturów Zawiszów jeździ po naszych drogach? Ilu podobnych morderców w BMW, Audi czy Oplach nic sobie nie robi z zabranych uprawnień i dalej szaleje w najlepsze? Z pewnością setki, jeśli nie tysiące. W poniedziałek po Wszystkich Świętych znowu usłyszymy, że policja zatrzymała X nietrzeźwych kierowców, w wypadkach zmarło Y osób, zaś Z zostało rannych. I przejdziemy nad tym do porządku dziennego.

Problemem polskich dróg nie jest to, że piesi nie mają pierwszeństwa na pasach, jak wmawiają nam co niektórzy. Problemem jest to, że piesi czują się na nich nieśmiertelni, zaś kierowcy uważają się za mistrzów kierownicy. Jakby każdy w tym kraju miał umiejętności Hołowczyca czy Kubicy.

Co robić?

Polskie prawo nie radzi sobie z bandytami za kierownicą – to już wiemy. Co musi się stać, by sobie poradziło? Odpowiedź na to pytanie nie jest taka prosta. Dlatego warto zwrócić uwagę na to, co dzieje się za naszą zachodnią granicą. Jak to jest, że po przekroczeniu Odry prawie każdy polski "mistrz" kierownicy nagle zaczyna przestrzegać obowiązujących tam przepisów? Z pewnością swoje robi waluta. Przykładowo, kierowca, który przekroczy w terenie zabudowanym prędkość o więcej niż 30 km/h zapłaci mandat do 680 euro! Przy obecnym kursie oznacza to niemal 3 tys. zł mandatu. Za to samo wykroczenie w Polsce zapłaciłby od 200 do 500 zł.

Z pewnością drastyczne podniesienie wysokości mandatów zahamowałoby szaleńcze zapędy niektórych kierowców. Jednak czy to wystarczy? Każdego dnia policja patroluje miasta i miasteczka, zatrzymując co bardziej krewkich zmotoryzowanych. Dzień się kończy i zaczyna kolejny, a my znów słyszymy, że pieszy zginął na pasach, że doszło do wypadku, w którym zginęły 3 osoby, że bus wpadł do rowu, itd., itp.

Możemy wprowadzać różne zmiany w prawie, jednak żadna nie zadziała tak skutecznie, jak zdrowy rozsądek. Tylko rozum kierowców i pieszych, sprawi, że na drogach będzie bezpieczniej. Jak to mówią, "lepiej stracić minutę w życiu, niż życie w minutę".

Fot. Agnieszka Radzik

Opublikował:
Cezary Bronszkowski
Author: Cezary Bronszkowski
O Autorze
Z wykształcenia – magister dziennikarz, z pasji – komentator, krytykant. Liberał z kropelką konserwatyzmu. Kibic Bayernu Monachium.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.