środa
| 13 listopada 2019

Mój ostatni artykuł "PiS nie takie złe" wywołał burzę na portalach społecznościowych. Nie wszyscy czytelnicy mojego zeszłotygodniowego felietonu zrozumieli moje intencje. Niektórzy nie doczytali do końca. Przez innych internautów zostałem oskarżony o zapędy socjalistyczne. Wśród z jednej strony pochwał, a z drugiej – merytorycznego oburzenia pojawiło się też sporo nierzeczowych komentarzy, nie wyłączając niewybrednych wulgaryzmów. W związku z tym czuję się zobowiązany wyjaśnić pewne niejasności i niedomówienia.

Wpływy podatkowe w górę

Niektórzy internauci wskazują, że aktualna polityka PiS bez nadmiernego wzrostu wydatków względem PKB była możliwa tylko dzięki dobrej koniunkturze w Polsce i w Europie. Moim zdaniem fundamentalne było prowadzenie polityki mocnego dociskania podatników – i to zarówno konsumentów, jak i w szczególności przedsiębiorców. To na ich barkach spoczywa ciężar PiS-owskiego rozdęcia. W rezultacie wpływy z wszystkich podatków wystrzeliły w górę. Jak podaje GUS, dochody podatkowe budżetu państwa w 2015 roku wynosiły niecałe 260 mld zł, podczas gdy w 2018 roku – już niemal 350 mld zł. Oznacza to wzrost aż o 35 proc. w ciągu zaledwie trzech lat! Zanotowana inflacja w tym czasie była znacznie niższa! W relacji do PKB dochody podatkowe ogółem zwiększyły się z 14,4 proc. w 2015 roku do 16,5 proc. w 2018 roku. No ale budżet państwa to tylko około połowa wydatków publicznych. Z danych Eurostatu płyną równie niepokojące statystyki. W 2015 roku podatki w Polsce stanowiły 33,4 proc. PKB (601 mld zł), podczas gdy w 2018 roku – już 36,1 proc. PKB (764 mld zł)!

W kolejnych latach ma być jeszcze gorzej. W 2019 roku dochody podatkowe budżetu państwa zaplanowano na 360 mld zł, a w 2020 roku – mają wynieść 392,5 mld zł. To by oznaczało, że w ciągu pięciu lat wzrosną o 51 proc.! Mają w tym pomóc nowe propozycje podatkowe, sypane jak z rękawa: podatek cyfrowy, tzw. congestion tax, czyli podatek od sklepów wielkopowierzchniowych i podatek od cukru czy nowe interpretacje podatkowe fiskusa na niekorzyść podatnika, jak podatek od skradzionych towarów i brak odliczenia spotkań integracyjnych w przypadku osób samozatrudnionych. Niestety, problem w tym, że coraz mocniejsze dociskanie podatników i przedsiębiorców to polityka krótkowzroczna i długookresowo skutki mogą być przeciwne do zamierzonych, nie wyłączając silnego załamania gospodarczego. W ten sposób rozrasta się bowiem sektor publiczny kosztem sektora prywatnego, a tylko ten ostatni generuje realny rozwój. Niestety, żaden rząd z ostatniego 30-lecia nie myślał w kategoriach dłuższych niż najbliższe wybory. I PiS nie jest tutaj wyjątkiem.

wykres0611

Choć wartość wpływów podatkowych i wydatki publiczne wzrosły w liczbach bezwzględnych, to (na razie) udało się utrzymać w ryzach i wydatki publiczne, i zadłużenie publiczne w relacji do PKB. Nie rosną szybciej niż PKB, a mogłyby. Niektórzy internauci zastanawiają się, czy nadmiar przypływu dochodów podatkowych jest aż tak duży, że PiS nawet nie nadąża ich wydawać? Komentujący twierdzą natomiast, że błędem jest to, iż w czasach koniunktury gospodarczej władze nie myślą w perspektywie dłuższej niż najbliższe wybory. Bo zamiast marnować pieniądze na coraz bardziej rozbujają politykę socjalną, można było generować nadwyżki i dzięki nim spłacać zadłużenie publiczne czy choćby reformować system emerytalny. Tego nie robiono, a to oznacza brak zabezpieczenia państwa na okres dekoniunktury, która – zdaniem MFW – w Polsce już nadchodzi. Nie mówiąc o tym, że oczywiście lepiej, żeby wydatki publiczne spadały w relacji do PKB. A najlepiej oddać pieniądze podatnikom. Socjal w pewnym sensie jest taką właśnie polityką, choć PiS robi to nieudolnie (zobacz: https://wsensie.pl/felieton/33407-budzet-zle-zrownowazony), bo powinno się raczej obniżać i likwidować podatki. Z drugiej strony dowolny inny rząd mógłby te pieniądze marnować inaczej niż na socjal. Być może na rozrost biurokracji czy inwestycje publiczne, przy których świetnie się kradnie…

Socjal to uzależnienie

Mimo wszystko przy tak rozdętych świadczeniach socjalnych wydawałoby się, że wydatki publiczne tak bardzo poszybują w górę, że żaden rząd nie będzie w stanie tego opanować. Tak jak było za PO-PSL. Pamiętamy, w jakim tempie za rządów Donalda Tuska bez tych wydatków socjalnych rosło zadłużenie publiczne i jeszcze trzeba było skonfiskować 150 mld zł z OFE, bo brakowało… W przypadku PiS tak się jednak nie stało. Mimo olbrzymiego wzrostu wydatków socjalnych, zadłużenie nominalnie rośnie bardzo powoli. Ale jaki rząd w czasie nadchodzącej dekoniunktury powie ludziom, że trzeba zmniejszyć wydatki socjalne? Tylko samobójczy, który nie obawia się rozruchów i któremu nie zależy na kolejnej kadencji. Oznacza to, że taka polityka wcześniej czy później musi się zemścić spadkiem rozwoju gospodarczego, a może i głębszym kryzysem. Ponadto należy podkreślić, że koniunkturę gospodarczą mamy nie dzięki rządom PiS, a raczej POMIMO rządów PiS, bo PiS zrobiło niewiele, by pomóc biznesowi, a wręcz przeciwnie (pisałem o tym tutaj: https://wsensie.pl/publicystyka/18-komentarze/33735-rzady-pis-a-wolnosc-gospodarcza). Również liczba urzędników nie wzrosła nie dzięki świadomej redukcji biurokracji, a MIMO dodatkowych etatów na rozdawnictwo socjalu. Jednak biorąc pod uwagę, że PiS to socjaliści, już sam fakt NIEZWIĘKSZENIA biurokracji jest sporym sukcesem.

Każdy socjal jest zły i generuje szereg niekorzystnych zjawisk. Dr Tomasz Kasprowicz, wiceprezes Fundacji Res Publica, wśród tych zjawisk słusznie wymienia wzrost roli państwa, uzależnienie społeczeństwa od polityków i dezaktywizację. Z kolei wolnorynkowy działacz Jacek Matusiewicz uważa, że "PiS wyrządziło trudne do oszacowania szkody, śmiem twierdzić, że wielopokoleniowe i wręcz cywilizacyjne, przyzwyczajając znów ludzi, że państwo powinno im coś 'dawać'. Mniej istotne, że zabierają, czy wręcz kradną – najważniejsze, że oni (w przeciwieństwie do PO) się 'dzielą'. Obawiam się, że rządy PiS tak przeorały 'demokratyczną świadomość' Polek i Polaków, że ten odradzający się pod koniec PRL fundament dla postaw wolnościowych został na wiele lat wręcz zdruzgotany". 

– Sposób, w jaki państwo próbuje uzależniać od siebie podatników poprzez to, że zabiera im po cichu, a daje głośno w formie zasiłków jest skrajnie szkodliwy. Na dłuższą metę rozdymanie postaw roszczeniowych to jest takie wpychanie państwa w ślepą uliczkę. To jest jak trytytka. W jedną stronę łatwo zaskakuje taki socjal, a w drugą stronę jak się chce później to wycofać, to są straszne opory. Ludzie traktują to wręcz jak prawa nabyte i wiele osób nie chce słyszeć o tym, że można by z tego zrezygnować, mimo że powinni zdawać sobie sprawę, że w dużym stopniu sami to finansują i że jest to najgorsza forma walki z ubóstwem. Dużo lepszą formą jest to, żeby po prostu nie zabierać ludziom pieniędzy, żeby dać ulgę podatkową

– mówił w rozmowie ze śląska.tv poseł Dobromir Sośnierz z Konfederacji.

Obie strony medalu

Żeby było jasne: nie popieram etatystycznych działań PiS, bo nie prowadzą one do niczego dobrego. Zresztą daję temu wyraz (zobacz: https://wsensie.pl/publicystyka/18-komentarze/33864-polityk-daje-i-odbiera) nie tylko na tym forum. Niedawno minęło 20 lat od mojego debiutu dziennikarskiego. Od tamtej pory niezmiennie staram się na łamach mediów szerzyć wolnorynkowy punkt widzenia. I omawiany felieton nie był odstępstwem od tej zasady. W zdecydowanej większości przypadków podzielam poglądy i opinie komentujących, że PiS to nadmierny fiskalizm, nadmierny socjal, niszczenie przedsiębiorców, przeregulowanie gospodarki itd.

W moim artykule sprzed tygodnia przeanalizowałem obiektywne statystyki gospodarcze. Nie jestem miłośnikiem PiS i pisałem wcześniej o problemach tej partii z wolnością gospodarczą. Wskazuję (nie tylko w tym tekście) na to, co jest złe w polityce tego rządu i absolutnie daleko mi od twierdzenia, że jest ona idealna i wzorowa. Wiemy, że PiS nie jest rozwiązaniem ani wzorem do naśladowania, ale jeśli porówna się z rządami PO-PSL, mimo wszystko PiS wygląda nieco lepiej… Próbuję pokazywać zwykle obie strony medalu po to, żeby czytelnik sam mógł wyciągać własne wnioski. Na pewno nie jestem anty po to tylko, by być anty. Zresztą nowi posłowie Konfederacji też mówili, że będą popierać DOBRE ustawy PiS. Rząd nie na wszystko ma wpływ, choć może ingerować w wiele spraw i spowodować, że będzie zarówno lepiej, jak i gorzej. Nie powinno się z góry niczego potępiać. A mój artykuł miał też zachęcać do refleksji.

Fot. Agnieszka Radzik

Opublikował:
Tomasz Cukiernik
Author: Tomasz Cukiernik
O Autorze
Z wykształcenia prawnik i ekonomista, z wykonywanego zawodu – publicysta i komentator gospodarczy, a z zamiłowania – podróżnik. Autor czterech książek (m.in. „Dziesięć lat w Unii” i „Socjalizm według Unii”) oraz około tysiąca artykułów opublikowanych w polskiej prasie i Internecie.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.