wtorek
| 10 grudnia 2019

Litr paliwa po 2,5 zł, radykalnie niższe ceny papierosów, energii elektrycznej i odbioru odpadów. Czy to możliwe? Tak, ale po wyjściu z Unii Europejskiej.

Regulacje Unii Europejskiej powodują, że wiele produktów jest drastycznie droższych niż mogłoby być bez tych przepisów. Dodatkowo swoje trzy grosze (regulacje i obciążenia fiskalne) wtrąca do tego państwo polskie, co jeszcze pogarsza sytuację.

Akcyza na paliwa

Już na kilka lat, zanim w 2004 roku Polska weszła w struktury wspólnotowe, polskie władze zaczęły dostosowywać poziom akcyzy od paliw silnikowych do regulacji unijnych. Doszło do cyklicznych wzrostów tego podatku po to, by w momencie przystąpienia Polska spełniała dyrektywę Rady w sprawie wspólnotowych przepisów dotyczących opodatkowania produktów energetycznych i energii elektrycznej. W rezultacie w ciągu kilku lat cena paliw silnikowych skoczyła ostro w górę. Na przykład cena benzyny bezołowiowej wzrosła o ok. 100 proc. Jak podaje Polska Organizacja Przemysłu i Handlu Naftowego, w październiku br. podatki stanowiły 49 proc. ceny oleju napędowego i aż 54 proc. ceny benzyny 95-oktanowej. Oznacza to, że gdyby nie obłożenie podatkami, litr paliwa na stacji benzynowej mógłby kosztować co najwyżej 2,5 zł zamiast niemal 5 zł.

Akcyza na papierosy

Identyczna sytuacja wystąpiła w przypadku akcyzy nakładanej na wyroby tytoniowe. Tu również Unia Europejska narzuciła swoje minima, choć Polska miała okres przejściowy (do końca 2017 roku), co oznaczało, że przed wejściem i później już po wejściu do Unii co roku podnoszono opodatkowanie papierosów. Dla przypomnienia, w 1995 roku paczka papierosów kosztowała ok. 1,5 zł, w 2004 roku – 4,6 zł, a teraz niemal 15 zł. Co więcej, gdyby nie tak wysokie ceny, przestałby istnieć przemyt ze Wschodu i nielegalna produkcja papierosów w szarej strefie. Niestety, podobną politykę Unia Europejska prowadzi również odnośnie alkoholu. Bruksela wprowadza minimalną wysokość akcyzy, choć kraje członkowskie, w tym Polska, opodatkowują alkohol jeszcze wyżej.

Unijna polityka energetyczno-klimatyczna

Jednym z najbardziej szkodliwych unijnych regulacji jest całość polityki energetyczno-klimatycznej, która m.in. wymusza kupowanie absurdalnych uprawnień do emisji CO2. Przede wszystkim powoduje to kilkudziesięcioprocentowy wzrost kosztów wytworzenia energii elektrycznej w dominującej w Polsce energetyce węglowej. To z kolei przekłada się na coraz wyższe rachunki za energię elektryczną i biznesu, i gospodarstw domowych. Sztuczne ograniczenie tego zjawiska (np. poprzez dopłaty) nie jest możliwe na dłuższą metę i niezależnie, kto będzie rządził, ceny za energię muszą skoczyć. Zaraz po ostatnich wyborach PGE, Enea, Energa i Tauron, czyli największe koncerny energetyczne złożyły do Urzędu Regulacji Energetyki wnioski o podwyższenie cen energii elektrycznej od kilkunastu do nawet 40 proc.

Podczas V Kongresu Energetycznego, który odbył się pod koniec września 2019 roku we Wrocławiu, Paweł Turowski z Biura Bezpieczeństwa Narodowego powiedział, że "koszt polskiej transformacji energetycznej ma wynieść 400 mld zł do 2040 roku". A konieczność kupowania uprawnień do emisji CO2 uderza także w inne branże polskiego przemysłu, takie jak hutnictwo, ciepłownictwo, przemysł wapienniczy i cementowy czy pośrednio w górnictwo. Wyłączane są kolejne wielkie piece, a rośnie import tańszej stali, węgla oraz cementu. Także z elektrociepłowni opłaty emisyjne wysysają miliony i w rezultacie brakuje im pieniędzy na konieczne modernizacje. Taki problem ma np. ciepłownia w Chełmie, która w 2018 roku na zakup uprawnień do emisji CO2 wydała 7 mln zł, a w tym roku ma to już być 10 mln zł. Tak więc przez Brukselę należy się spodziewać również podwyżek cen ciepła.

Czy Polska mogłaby zwyczajnie przestać stosować unijne regulacje choćby w tym zakresie? Jeszcze przed wyborami Ministerstwo Środowiska poinformowało mnie, że "Polska wstępując do Unii Europejskiej przyjęła na siebie obowiązek stosowania prawa wtórnego, tj. przepisów wydawanych na podstawie traktatów założycielskich, w tym m.in. pakietu energetyczno-klimatycznego. W związku z powyższym, nie ma możliwości zrezygnować z jego wdrażania". Resort dodał, że "niewypełnienie przez Polskę postanowień pakietu energetyczno-klimatycznego podlegałoby karze Trybunału Europejskiego w związku z naruszeniem prawa UE". Tymczasem Unia Europejska poza wyrugowaniem węgla z gospodarki ma w planach także eliminację… gazu! Aż strach pomyśleć, jakie zostaną wprowadzone z tego tytułu utrudnienia i opłaty.

Opłaty śmieciowe

W ostatnim czasie w kieszenie Polaków drastyczne uderzają nawet kilkusetprocentowe wzrosty opłat za odbiór śmieci (w Warszawie, Łodzi czy Katowicach – o ok. 100 proc., w Gdyni o 140 proc., a w gminach podwarszawskich – nawet 300-400 proc.). Choć to również skutek wdrażania nieprzemyślanych regulacji krajowych, to pośrednio jest to efekt unijnej polityki wymuszającej recykling. Według przepisów UE już w 2020 roku polskie gminy będą musiały osiągnąć 50 proc. poziom recyklingu odpadów komunalnych, a w roku 2035 – 65 proc. Zdaniem ekspertów i samorządowców jest to całkowicie nierealne. W efekcie będzie jeszcze drożej, bo polskie gminy będą musiały płacić kary za brak wymaganego poziomu recyklingu.

Kolejne polskie rządy nie są bez winy, ale wzrost cen paliw na stacjach benzynowych, energii elektrycznej czy wywozu śmieci, czyli podstawowych produktów i usług, to przede wszystkim skutek przystosowywania polskiego prawa do unijnych regulacji. Co więcej, poza bezpośrednim wzrostem cen i opłat te unijne polityki i regulacje powodują także pośrednie wzrosty cen w całej gospodarce, bo przecież przedsiębiorcy muszą kupować i paliwo do transportu, i korzystać z energii elektrycznej i wywozić odpady. Dlaczego te zagadnienia nie są głównymi tematami kampanii wyborczej? Dlaczego politycy nie chcą się przyznać, że sami wrzucili nas w to unijne bagno i jak gdyby nigdy nic temat nie istnieje. Gdyby ludzie zdawali sobie sprawę z tych faktów, to ruszyłyby manifestacje na Warszawę żądające natychmiastowego opuszczenia przez Polskę Unii Europejskiej! No ale zdaniem większości polityków dla Unii nie ma przecież alternatywy… i ważniejsze jest zajmowanie się LGBT i żeńskimi końcówkami w Sejmie.

Fot. Agnieszka Radzik

Opublikował:
Tomasz Cukiernik
Author: Tomasz Cukiernik
O Autorze
Z wykształcenia prawnik i ekonomista, z wykonywanego zawodu – publicysta i komentator gospodarczy, a z zamiłowania – podróżnik. Autor czterech książek (m.in. „Dziesięć lat w Unii” i „Socjalizm według Unii”) oraz około tysiąca artykułów opublikowanych w polskiej prasie i Internecie.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.