wtorek
| 07 kwietnia 2020
Tomasz Cukiernik | 13 grudnia 2019

Zimnikiem po Ewenkii

Zimnikiem po Ewenkii

Mimo że jak na polskie standardy czytam dużo, żeby nie powiedzieć bardzo dużo, to do tej pory nie trafiłem na żadną książkę Olgi Tokarczuk i prawdopodobnie już nie trafię. Nie lubię, kiedy pluje się we własne gniazdo, szlakuje się własny kraj w imię niejasnych powodów, szczególnie na arenie międzynarodowej. I chyba niewiele na tym stracę, biorąc pod uwagę, że wielu czytelników ma niezbyt dobrą opinię na temat jakości twórczości nowej noblistki. Podobno "banał, nuda, bełkot".

Osoba z taką postawą nie może być autorytetem, a tym bardziej darzonym szacunkiem wzorem do naśladowania, a przecież tego wymagamy od literatów. Tak przynajmniej uczono mnie na lekcjach języka polskiego. Rozumiał to noblista Henryk Sienkiewicz, który – mimo braku na mapie państwa polskiego – w swojej twórczości przypominał o czasach największej chwały naszej ojczyzny. Rozumiał też Adam Mickiewicz, który niejednokrotnie próbował wywoływać postawy patriotyczne. W przypadku współczesnych pisarzy taką postawę prezentuje choćby Waldemar Łysiak, który – być może właśnie z tego powodu – nie ma szansy na literackiego Nobla, tak samo jak nie dostał go Zbigniew Herbert. I nie miałby tu znaczenia wzgląd merytoryczny czy artystyczny ani sprzedaż w znacznie wyższym nakładzie niż pisanina Tokarczuk.

Wspólnota priorytetem

Ale do czego potrzebny jest nam patriotyzm? Każde społeczeństwo to wspólnota, którą łączą te same interesy. Jeśli wspólnota będzie bogata, to bogate będą również poszczególne jednostki tej wspólnoty. A przynajmniej będą miały większe szanse na wzbogacenie się. Dlatego właśnie wspieranie siły gospodarczej, jak i pozycji kraju na arenie międzynarodowej ma tak zasadnicze znaczenie. To prosta prawda, którą ciągle trzeba przypominać, bo nie wszyscy ludzie to właściwie rozumieją.

Jednocześnie, absolutnie nie oznacza to, że mamy stawiać się w kontrze do innych wspólnot. Wręcz przeciwnie. Mamy z nimi współpracować, bo to przynosi korzyści obu stronom. Natomiast wszelkie obwinianie, przypominanie niecnych zachowań (zarówno prawdziwych, jak i zmyślonych) na arenie międzynarodowej osłabia naszą wspólnotę, a tym samym również poszczególnych jej członków. Poza może tymi, którzy czerpią korzyści finansowe z tego typu zachowań, jak na przykład polscy oficjele pracujący w instytucjach Unii Europejskiej. Im nie musi zależeć na sile naszej wspólnoty, bo ich dobrobyt zależny jest od czegoś zupełnie innego.

Należę do polskiej wspólnoty, dlatego nie interesuje mnie, co ma do powiedzenia w swoich książkach pani Tokarczuk. Tak samo, jak osobami skreślonymi są dla mnie inne noblistki za swój komunizm Wisława Szymborska czy choćby Austriaczka Elfriede Jelinek. Nie znam poglądów na ten temat Michała Milczarka, ale audycja radiowa z jego udziałem zachęciła mnie do sięgnięcia po książkę pt. "Donikąd. Podróże na skraj Rosji". Czyta się ją co najmniej tak dobrze, jak pozycje Wojciecha Jagielskiego (tak, wiem, że dziennikarz "Gazety Wyborczej") czy Norweżki Eriki Fatland. Ale książkę kupiłem również dlatego, że planuję mój pierwszy wyjazd do największego powierzchniowo państwa świata. I nie zamierzam bynajmniej podróżować wyłącznie po Moskwie i okolicach. Interesują mnie przede wszystkim rejony trudniej dostępne. Takie właśnie jak opisał Milczarek.

Fascynacja mapą

"Donikąd" rozpoczyna się od mapy i na mapie się kończy. Bo to właśnie mapa jest głównym bohaterem książki. Milczarek od dzieciństwa marzył, żeby dotrzeć jak najdalej, na sam koniec, na sam skraj mapy. Zafascynowała go mapa wielkiej Rosji. W swoich podróżach do tego kraju szukał nicości, niczego, pustki i bezludzia odmienianego przez wszystkie przypadki. W ten sposób najpierw trafił na Kamczatkę. Choć wydaje się, że do tej podróży nie był zbyt dobrze przygotowany, bo lecąc tam, chyba nie zdawał sobie sprawy z faktu, że pomiędzy kamczackimi miastami nie funkcjonuje komunikacja publiczna, to mimo wszystko wyjazd był udany. Podobnie było w przypadku wyjazdu do Magadanu, skąd w głąb kontynentu podróżował autostopem. Podczas innej wyprawy, po uzyskaniu specjalnego zezwolenia FSB, płynąc Jenisejem, dotarł do fascynującego przemysłowego Norylska na dalekiej północy.

Jednak mi – i myślę, że również krakowskiemu autorowi – najbardziej podobała się jego autostopowa zimowa wyprawa do serca Syberii. Był to konkretnie rejon Ewenkia w Kraju Krasnojarskim. To jeden z najrzadziej zaludnionych regionów na świecie. Na terytorium o powierzchni 2,5 razy większej niż powierzchnia Polski mieszka – jak podaje Wikipedia – 17 tys. osób. Początek trasy był w Krasnojarsku, a koniec w Turze, gdzie temperatura powietrza spadała do poniżej minus 40 stopni. Autostop wiódł zimnikami przez tajgę. Zimniki to zimowe trasy zamarzniętymi bagnami i rzekami, które najczęściej pokonuje się "niezawodnymi" ciężarówkami marki kamaz czy ural. Latem są to tereny całkowicie niedostępne. Trasa liczyła bardziej tysiące niż setki kilometrów. Tak – z pewnością nawet kilkusetkilometrowy przejazd syberyjskim zimnikiem to niesamowita przygoda, co wielokrotnie opisywał w swoich książkach zmarły niedawno podróżnik Romuald Koperski. Ale różnica polega na tym, że Koperski dysponował własną, dobrze przygotowaną ciężarówką, a Milczarkowi zdarzały się kilkugodzinne oczekiwania na autostop przy siarczystym mrozie.

Z reportażu Milczarka wyrasta obraz Syberii – zamykane zakłady przemysłowe, powoli wyludniające się i niszczejące miasta i miasteczka z walającymi się wszędzie śmieciami, stojące na wiecznej zmarzlinie puste bloki mieszkalne i drewniane chatki na wsiach, walące się budynki, odchodząca farba, a przede wszystkim wielkie rzeki płynące na północ i iglasty las. Taką też Syberię, która "wszędzie jest taka sama", potwierdzają przedstawiciele biura organizującego wyprawy nad zamarznięty Bajkał czy na kamczackie wulkany, albo do Kołymy. Ale za to mieszkający tam ludzie – czy to Rosjanie, czy też miejscowi należący do jednego z wielu narodów Rosji – nie odmawiają nikomu pomocy. Bo niejednokrotnie odmówienie pomocy oznaczałoby pewne zamarznięcie bez szansy na ratunek.

Dzięki autorowi poznajemy geografię Rosji znacznie lepiej niż na lekcjach w szkole. Przed wysłuchaniem radiowej audycji z Milczarkiem nie słyszałem o Ewenkii. Powiem więcej. Myślę, że nie pomylę się, jeśli napiszę, iż zdecydowana większość nauczycielek geografii w polskiej szkole nie ma pojęcia, gdzie Ewenkia leży i nie słyszała nawet tej nazwy własnej. Teraz – po przeczytaniu tego świetnego reportażu – wiem, że chętnie bym się tam wybrał. Donikąd. Koniecznie zimą.

Fot. Agnieszka Radzik

Opublikował:
Tomasz Cukiernik
Author: Tomasz Cukiernik
O Autorze
Z wykształcenia prawnik i ekonomista, z wykonywanego zawodu – publicysta i komentator gospodarczy, a z zamiłowania – podróżnik. Autor czterech książek (m.in. „Dziesięć lat w Unii” i „Socjalizm według Unii”) oraz około tysiąca artykułów opublikowanych w polskiej prasie i Internecie.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.