piątek
| 05 czerwca 2020
Razprozak | 27 grudnia 2019

Czy sfeminizowana rzeczywistość jest w stanie zastąpić męstwo i męskość?

Czy sfeminizowana rzeczywistość jest w stanie zastąpić męstwo i męskość?

Jacob Farley był młodym, 26-letnim mężczyzną. Kochający tata, uwielbiany przez kolegów z pracy. Atrakcyjny, towarzyski, pełen życia. Miał po co żyć... i miał dla kogo. A jednak "coś"   jakaś tajemnicza siła  kazała mu zapomnieć, że ma małego synka, którego osieroci. Coś kazało mu rzucić się w otchłań rzeki. Samobójstwo? Manifestacja ostatecznej pogardy dla ludzkiego życia? Otóż wręcz przeciwnie. Najpiękniejsza jego gloryfikacja. Jacob bez namysłu, bez analizowania potencjalnego bilansu zysków i strat, bez kalkulacji, bez mierzenia sił – rzucił się w otchłań, żeby ratować tonącą kobietę, której nie znał, ani nigdy wcześniej nie widział. Prąd rzeki porwał kobietę i prowadził prosto na tamę. To był impuls – zobaczył kobietę znikającą pod powierzchnią wody, więc rzucił się na ratunek. Świadkowie twierdzą, że z większą determinacją walczył o jej życie niż o swoje własne. Osiągnął cel. Utrzymał kobietę na powierzchni wystarczająco długo, żeby przybyłe na miejsce służby zdążyły ją ocalić. Jacob utonął. Jego 3-letni synek nigdy już nie zobaczy swojego taty.

Kiedy podczas zamachu terrorystycznego na moście w Londynie, muzułmanin Khalid Masood "wzbogacał pulę genetyczną" Brytyjczyków, rozjeżdżając ich samochodem, byliśmy świadkami kolejnego aktu heroizmu. Kurt Cochran, orientując się, że rozpędzony islamista jedzie prosto na jego żonę, rzucił się w jej kierunku, żeby zepchnąć ją z linii znajdującej się na "celowniku" terrorysty. Kobieta doznała złamania nogi, zmiażdżenia żeber, pęknięcia kręgosłupa w trzech miejscach, ale przeżyła. Pamięta tylko, że usłyszała dziki ryk silnika, a potem ratownicy opowiedzieli jej, że życie zawdzięcza wyłącznie bohaterstwu swego męża. Mężczyzna, uderzony przez auto Khalida, poleciał wysoko w powietrze i zakończył życie, spadając z impetem na chodnik.

W Tajlandii, w pięciogwiazdkowym hotelu, pewien mężczyzna (Amitpal Singh Bajaj) domagał się, żeby osoba z pokoju obok zachowywała się ciszej, bo jego żona i małe dziecko nie mogą zasnąć. Turysta z sąsiedniego pokoju, wściekły że zwrócono mu uwagę, wtargnął przez balkon do ich pokoju i zaatakował rodzinę. Mężczyzna, kierując się instynktem, stanął w obronie rodziny i zasłonił ją przed atakiem agresora. Kobieta ratowała dwuletnie dziecko. Złapała je i wybiegła z pokoju, szukając pomocy. Było zbyt późno – jej mąż został zamordowany.

W Stanach doszło do ataku z bronią na sklep. Napastnicy byli bardzo agresywni, a przebywający w środku klienci bali się, że nikt nie wyjdzie stąd żywy. W tych dramatycznych okolicznościach złoczyńców próbował powstrzymać Wayne E. Jones. Czarnoskóry mężczyzna, znany ze swej aktywności na rzecz pomocy niepełnosprawnym. Rzucił się na uzbrojonych napastników, żeby ratować pozostałych klientów, których życie było zagrożone – wśród nich byli także członkowie jego rodziny. Kiedy mężczyzna szarpał się z uzbrojonym bandytą, pozostali klienci zdołali wydostać się ze "strefy śmierci". Jones niestety nie wydostał się z niej. W trakcie szamotaniny został dwukrotnie postrzelony i zmarł w szpitalu. Wszyscy świadkowie wydarzenia podkreślają, że heroizm mężczyzny prawdopodobnie uratował ich życie, bo napastnicy byli dziwnie nabuzowani i nie wyglądało to na zwykły napad rabunkowy. Może gdyby zamiast uciekać, pomogli Jonesowi obezwładnić napastnika, nikt by nie zginął? Możemy tylko gdybać. Jedyne co pozostaje pewne, to bohaterstwo tego człowieka.

W Stanach Zjednoczonych kilkadziesiąt lat temu pewien biały kandydat na księdza – Jonathan Daniels – aktywnie wspierał czarnoskórych w walce o ich prawa. Podczas jednego z protestów został aresztowany, a po wyjściu na wolność, gdy przebywał w towarzystwie kilku działaczy, którzy zostali zaatakowani – zasłonił własnym ciałem i odepchnął 17-letnią, czarnoskórą dziewczynę – Ruby Sales. Przyjął kulę, przeznaczoną dla niej. Zginął na miejscu. Ruby Sales w wyniku traumy nie była w stanie mówić przez kilka miesięcy, ale dzięki bohaterstwu młodego seminarzysty – żyje do dziś. Pewnie nie znacie tej historii, bo nikt jej nie nagłaśnia. O takich wydarzeniach się nie mówi. Są "mało poprawne politycznie" i nie pasują do narracji. Biały ksiądz oddający życie w obronie czarnoskórej dziewczynki? Nie. To nie jest historia na dzisiejsze czasy.

Strzelanina w liceum w Teksasie. Nastolatek Dimitrios Pagourtzis woła: "Niespodzianka!", po czym wyjmuje broń i zaczyna strzelać do uczniów oraz nauczycieli. Panika, popłoch, krzyk, pisk, krwawa masakra. Tego dnia 15-letni Christian Riley Garcia stał się mężczyzną – i jako taki umarł. Nawet w tak makabrycznych okolicznościach, instynkt ratowania się, przegrał z instynktem potrzeby ratowania kobiet. Jak pisał John Eldredge w swojej kultowej książce "Dzikie serce": "w naturze mężczyzny leży silne pragnienie stoczenia bitwy, przeżycia przygody i uratowania pięknej". Nie wiem, czy Christian czytał tę książkę, ale zamiast uciekać, wepchnął do szafy swoją 15-letnią "piękną" – Courtney Marshall i nauczycielkę. Widząc, że "psychol" mierzy w ich stronę – stanął przed szafą i własnym ciałem zasłonił schowane w niej osoby. Zginął od kul podczas obrony cywilów – zupełnie jak... żołnierz. Nauczycielki niestety nie ocalił, dosięgły ją kule. Przeżyła jego "piękna". "Christian uratował mi życie. Jest wielkim bohaterem" – mówiła później.

Czy każdy facet rzuci się w prąd rwącej rzeki, by ratować obcą kobietę? Sorry, ale – niestety – znalazłyby się tysiące takich, którzy baliby się wykonać taki krok, nawet gdyby chodziło o ich własną matkę, żonę lub córkę. I to właśnie dokładnie dlatego tak niezwykle ważne jest, żeby ludzkość odparła maniakalne ataki lewicy na towar coraz bardziej deficytowy nawet u facetów, czyli męskość – i każdy człowiek dobrej woli z taką samą determinacją, musi stanąć do walki w obronie kobiecości. Świat bez naturalnej postaci męstwa i kobiecości nie ma żadnego sensu. Oczywiście wśród kobiet również znalazłoby się wiele przykładów heroizmu i bezgranicznego poświęcenia dla innego człowieka. To jest piękne! Nie trzeba jednak wielkiego wysiłku, by przekonać się, że w tym akurat względzie, zdolność do podejmowania szalonego ryzyka w czyjejś obronie, jest zdecydowanie częściej domeną facetów. Powyżej wypisane przykłady to – rzecz jasna – tylko wierzchołek góry lodowej. Takich sytuacji można wypisać tysiące.

A czy ja sam, piszący te słowa facet, zdobyłbym się na taki heroizm? Czy zaryzykowałbym własnym życiem dla ratowania obcej osoby? Chcę wierzyć, że tak, ale klepanie słów na klawiaturze jest "odrobinę" prostsze niż rzeczywiste sprostanie takiemu wyzwaniu, w momencie rzeczywistej próby. Mogę tylko modlić się, żebym nigdy nie musiał sprawdzić się w takiej sytuacji. Tym bardziej chcę dziś złożyć hołd wszystkim facetom – bardziej męskim i bardziej heroicznym ode mnie. Uczyć się od nich, brać z nich przykład. A pisząc "bardziej męskich" wcale nie mam na myśli kafarów wyciskających setki kilogramów na sztandze. Oczywiście nie ma nic złego w dbaniu o sylwetkę (wręcz przeciwnie), ale ostatecznie nie to jest prawdziwą miarą męskości i męstwa. Czasem bywa jedynie jego protezą.

Bo dla mnie, kafarów z siłki, nabuzowanych agresorów wożących się "na dzielni" – wzorem prawdziwego kozaka powinien być ten niepozorny chudzielec, Jacob Farley. Nie dlatego, że umarł, bo to nie śmierć przesądza o bohaterstwie czynu, ale dlatego, że swoim czynem udowodnił swoją gotowość na śmierć dla ratowania innych. To nie tylko definicja męstwa, ale i wzór do naśladowania Chrystusa. Do jakiej konkluzji zmierzam dzisiejszym tekstem? Zmierzam do tego, że feministyczne pie*****nie o toksycznej męskości, którą należy wyrugować ze świata i zastąpić w pełni sfeminizowaną rzeczywistością – ze zniewieściałymi facetami – kończy się dopiero wtedy, gdy feministka wpadnie do rzeki i jedynym kandydatem do ratowania jej dupy okazuje się – nie daj panie Marksie! – ta toksyczna, cholerna, odpowiedzialna za całe zło tego świata – męskość.

Fot. Agnieszka Radzik

Opublikował:
Razprozak
Author: Razprozak
O Autorze
Z wykształcenia dziennikarz, z zamiłowania badacz historii. W wolnych chwilach lubi "troszkę podekomunizować Polskę". Któregoś dnia przestało mu się nie chcieć i zaczął działać. Jego Facebookowy profil (Raz prozą, raz rymem — walczymy z propagandowym reżimem) jest odkryciem roku konserwatywnego Internetu.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.