wtorek
| 07 lipca 2020
Michał Budzyński | 22 stycznia 2020

Stsiapan Svidzerski: tego, co doświadczyłem, nie życzę nikomu

Stsiapan Svidzerski: tego, co doświadczyłem, nie życzę nikomu

Michał Budzyński (MB)" W związku z incydentem w biurze Thomson-Reuters w listopadzie 2017 roku media niemalże zrobiły z Ciebie zamachowca. Kim więc jest Stsiapan Svidzerski?

Stsiapan Svidzerski (SS) Pochodzę z Białorusi, a od 14 lat mieszkam na stałe w Polsce. Do Polski przyjechałem z myślą o studiach na Uniwersytecie Gdańskim, gdzie skończyłem historię. Następnie moja kariera zawodowa poszła w kierunku branży finansowej, w której pracuje do dziś. Jak nietrudno zauważyć interesuje się strzelectwem od kilkunastu lat, a aktywność sportową rozpocząłem w 2014 r., przystępując do klubu oraz Polskiego Związku Strzelectwa Sportowego, oraz uzyskując pozwolenie na broń do celów sportowych. Strzelectwo sportowe traktuję naprawdę poważnie i poza regularnymi startami w zawodach, których w ciągu roku mam około 40-70, uzyskałem również uprawnienia prowadzącego strzelanie oraz licencję sędziego strzelectwa sportowego klasy III.

MB: Jak zatem wyglądał wieczór 14 listopada 2017 roku, którego konsekwencji dla Ciebie wydaje się nie być końca, i którym z przerażeniem przygląda się całe środowisko strzeleckie w Polsce?

Stsiapan Svidzerski: W tym dniu pracowałem na popołudnie, a przed pracą zaliczyłem trening strzelecki na strzelnicy. W związku z powyższym do biura zabrałem ze sobą jednostrzałowy małokalibrowy karabinek sportowy 22LR, spakowany w futerale, bez amunicji, miałem przy sobie schowany w kaburze w miejscu niewidocznym pistolet Glock 17. Około godziny 19:00 postanowiłem wyjść do sklepu, nie mniej nie rozstawałem się z futerałem. Z chwilą zakładania kurtki odłożyłem futerał z bronią obok siebie na kanapę, niestety zainteresował się nim pracownik zajmujący się konserwacją obiektu i zapytał, co jest w środku. Ja jeszcze wtedy spokojnie i z uśmiechem odpowiedziałem, że to jest mój karabinek sportowy. Dalsze zachowanie konserwatora przyjęło skrajnie gwałtowny i niebezpieczny charakter, ponieważ rzucił się na futerał, wziął go w ręce i spróbował ruszyć do wyjścia. Musiałem jakoś zareagować, ponieważ słowne wezwania do oddania mojej broni nie zadziałały, a ja umożliwiając osobie nieuprawnionej wejście w jej posiadanie, narażałbym się na przestępstwo. Jedyne co przychodziło mi wtedy do głowy, to wyjęcie pistoletu i ponowne wezwanie do odłożenia mojego futerału z bronią. To poskutkowało jego zatrzymaniem, jednak chwilę później obrało niebezpieczny kierunek. Po próbach słownego rozwiązania konfliktu postanowiłem wezwać policję i z chwilą wyciągania telefonu i przełożenia pistoletu do lewej ręki konserwator ruszył na mnie, a ja w ułamku sekundy postanowiłem oddać strzał ostrzegawczy w kierunku bezpiecznym, gdzie nie znajdywali się ludzie. Doszło do ostrej szarpaniny, w której trakcie oddany został jeszcze jeden strzał. Do pomocy konserwatorowi przyszedł jeszcze jeden pracownik, a ktoś w międzyczasie wezwał policję. Zostałem zatrzymany przez funkcjonariuszy i trzy dni spędziłem w areszcie, a w międzyczasie media zrobiły ze mnie strasznego napastnika, którego udało się powstrzymać dzięki interwencji pracownika budynku.

MB: Czy przed budynkiem były oznaczenia dotyczące zakazu wnoszenia broni lub istniały jakieś wyraźne zakazy w tym zakresie?

Stsiapan Svidzerski: Na budynku przynajmniej wtedy nie widziałem żadnych znaków zakazu wnoszenia broni. Sam regulamin liczy około 70 stron i z tego co kojarzę, jednoznacznie nie zakazywał jej wnoszenia w przypadku osób uprawnionych. Dodam również, że nie była to moja pierwsza wizyta z bronią w biurze, czego świadomość mieli pracownicy ochrony, jak również współpracownicy, którzy wiedzieli o moich zainteresowaniach strzelectwem. Chciałbym również dodać, iż wbrew temu, co podały niektóre media, napastnik, który próbował odebrać mi broń, nie był pracownikiem ochrony, czy portierni, natomiast zajmował się wyłącznie infrastrukturą techniczną budynku. Widywałem go wcześniej w budynku, jak również on mnie widywał, jednak osobiście się nie znaliśmy.

MB: Abstrahując już od całego zajścia, to dlaczego woziłeś broń do biura? Nie wygodniej było zostawiać ją w domu po wizycie na strzelnicy?

Stsiapan Svidzerski: Strzelnica znajdowała się w połowie drogi pomiędzy pracą a moim domem. Każdorazowe odwożenie broni do domu po strzelaniu kosztowało mnie dodatkowe 1,5 godziny. Wygodniej więc dla mnie było skorzystać ze strzelnicy w drodze do pracy i pilnować broni w biurze.

MB: Chcesz powiedzieć, że nie spuszczałeś broni z oczu w ciągu całego dnia w pracy?

Stsiapan Svidzerski: Tak. Nie stanowiło dla mnie problemu chodzenie do kuchni czy toalety z futerałem, zaś jeśli chodzi o broń krótką, to i tak jej nie było widać, ponieważ była w kaburze przy pasku. Jedyne czego się obawiałem, to chęć innych pracowników biura, żeby zobaczyć i pooglądać moją broń, jednak na szczęście takich próśb nie było. Tak czy inaczej, prawo tego nie zakazuje.

MB: Jak zatem potoczyły się Twoje losy po zatrzymaniu przez policję?

Stsiapan Svidzerski: Prokuratura zebrała moje zeznania oraz świadków i pokrzywdzonego, którym stał się o dziwo… konserwator. W trakcie mojego pobytu w areszcie dokonano przeszukania mojego mieszkania, czy nie ma w nim przypadkiem jakichś ładunków wybuchowych, zwłok lub przedmiotów pochodzących z kradzieży. Dodatkowo wypytywano mnie o jakieś osoby pochodzenia środkowoazjatyckiego. Nie znaleziono nic, co mogłoby świadczyć na moją niekorzyść, nie mniej postawiono mi zarzut usiłowania zabójstwa oraz został skierowany do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie. Po opuszczeniu aresztu odbyło się spotkanie trójmiejskich organizacji strzeleckich, po którym zorganizowano zbiórkę na pomoc prawną dla mnie, za co serdecznie wszystkim dziękuje. Na szczęście sąd pierwszej instancji nie dopatrzył się znamion usiłowania zabójstwa oraz odmówił zastosowania środków zapobiegawczych (mimo że prokuratura domagała się umieszczenia mnie w areszcie).

MB: Jakie okoliczności sprawiły, że sąd oddalił ten akt oskarżenia?

Stsiapan Svidzerski: W swoich zeznaniach złożonych bezpośrednio po zdarzeniu, konserwator, potwierdził, że rzucił się na futerał z bronią, a później wykorzystał próbę wybierania telefonu na policję, aby mnie zaatakować. Na tej podstawie i w uzasadnieniu na oddalenie wniosku o tymczasowy areszt sąd stwierdził, że to "nie podejrzany, lecz pokrzywdzony zainicjował niebezpieczny incydent" i nie występuje duże prawdopodobieństwo popełnienia przeze mnie przestępstwa.

MB: Na tym jednak Twoje kłopoty z tą sprawą się nie zakończyły?

Stsiapan Svidzerski: W końcowej fazie śledztwa zarzut z art. 148 kk zmieniono na artykuł 160 kk, czyli narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Ja dość optymistyczne przyjąłem wiadomość o zmianie zarzutów i miałem nadzieję, że w końcu sprawa zostanie umorzona. Tak się jednak nie stało i sprawa trafiła na rozprawę sądową. Chciałbym dodać, że jakiś czas po incydencie, wraz z moim pełnomocnikiem, złożyliśmy zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez konserwatora z artykułu 263 i 217a, czyli nielegalne posiadanie broni oraz naruszenie nietykalności cielesnej osoby podejmującej interwencje na rzecz ochrony bezpieczeństwa. Prokuratura umorzyła postępowanie w tym zakresie i pomimo złożonego skutecznego zażalenia do sądu, sprawa nie została w opinii wielu osób należycie rozpoznana.

MB: Czy po takich wydarzeniach można się normalnie pozbierać?

Stsiapan Svidzerski: Staram się. Zmieniłem pracę oraz miasto, ale tego, czego doświadczyłem i nadal doświadczam, nie życzę nikomu. Nie mogę się pogodzić jednak z tym, jak wiele mediów postanowiło mnie zmieszać z błotem, prześcigając się w podawaniu absurdalnych doniesień, według których miałem wtargnąć do biura strzelając na oślep, lub planować wymordowanie swoich menadżerów. Wiele komentarzy pod artykułami było naprawdę dla mnie krzywdzących, a niektóre media nie oszczędziły nawet mojej najbliższej rodziny. Zapewne wielu z tych dziennikarzy już zapomniało o sprawie, ale mi nie jest łatwo, tym bardziej że grozi mi aktualnie rok pozbawienia wolności, a niewątpliwie przyczynili się do tego, że opinia publiczna wydała na mnie wyrok już na samym początku. Ze zwykłego człowieka, który próbował bronić swojej legalnie posiadanej broni, zrobiono ze mnie niemalże terrorystę, a przecież zakaz udostępniania broni osobom nieuprawnionym wynika wprost z ustawy o Broni i Amunicji. Na koniec warto zaznaczyć, że fakt skierowania do sądu aktu oskarżenia wobec mnie oraz możliwość skazania, może stworzyć niebezpieczny precedens. Prokuratura daje jednoznaczny sygnał do "osób zainteresowanych", że każdy może odebrać broń jej legalnemu posiadaczowi. Pozostaje nadzieja, że ów sygnał nie zostanie wzmocniony przez wyrok sądu.

MB: Dzięki za rozmowę i powodzenia.


wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.