poniedziałek
| 01 czerwca 2020
Grzegorz Grzymowicz | 25 stycznia 2020

Najważniejsza walka mistrza

Najważniejsza walka mistrza

Deontay Wilder to postać doskonale znana fanom boksu. Top 3 wagi ciężkiej, mistrz świata federacji WBC. 42 zwycięstwa, 41 przez nokaut, ani jednej porażki. Na koncie 1 remis – z pogromcą Władimira Kliczki, Tysonem Furym. Kiedy miał 19 lat, on i jego partnerka dowiedzieli się, że ich dziecko urodzi się z poważnym rozszczepieniem kręgosłupa. Lekarze, przewidując liczne komplikacje zdrowotne, łącznie z tym, że dziewczynka całe życie spędzi na wózku inwalidzkim, poinformowali o możliwości aborcji eugenicznej.

Przerwany amerykański sen

Deontay Wilder urodził się 22 października 1985 w Tuscaloosa w stanie Alabama. To miejsce egzotyczne z naszego punktu widzenia o tyle, że młodzi chłopcy rzadko grają tam w nogę, zastanawiając się w przerwach, szeregi której piłkarskiej potęgi zasilą w przyszłości. W okolicy Tuscaloosa nikt nie ma tego typu dylematów. Wszyscy kochają futbol amerykański i od małego marzą o grze dla miejscowej "Alabama Crimson Tide". Jak na Amerykanów przystało, trenują też koszykówkę. Taką właśnie, zupełnie standardową drogę obrał młody Deontay. Szkoleniowcy szybko dostrzegli zadatki na sportowca u szczupłego, mierzącego 201 cm wzrostu chłopaka. Jako, że konkurencja była ogromna, a droga do otoczonej kultem ukochanej drużyny wiodła oczywiście przez futbol akademicki, Wilder podjął naukę w lokalnym Shelton State Community College.

Jego sportowe początki były całkiem obiecujące, jednak wszystkie plany skomplikowała diagnoza ciężkiej choroby u nienarodzonej jeszcze córki. Rozszczepienie kręgosłupa w zależności od stopnia, zawsze jest czymś dramatycznym, lecz miewa mniej lub bardziej groźne konsekwencje. W tym przypadku lekarze wiedzieli, że następstwa będą bardzo poważne. Ostrzegli parę, że dziewczynka nie będzie w stanie się normalnie poruszać, grożą jej zmiany mózgowe i masa innych komplikacji zdrowotnych. Wada genetyczna wymusi konieczność przeprowadzenia licznych operacji i kosztowne leczenie.

Deontay nie zastanawiając się długo porzucił uczelnię, a tym samym marzenia o karierze zawodowego futbolisty i czym prędzej rozpoczął pracę. Najpierw zatrudnił się przy rozwożeniu piwa, co zresztą zaprocentowało w przyszłości, bo przeładowując nawet 1000 skrzynek dziennie, sprawił sobie darmową siłkę i nabrał krzepy. Potem, w gastronomii, wykonywał przeróżne czynności, od przewracania placków, przez sprzątanie, do mycia naczyń. Pracował na dwie, a przez pewien okres nawet na trzy zmiany, aż w końcu, nie rezygnując z pracy, postanowił poszukać sposobu na większe pieniądze.

"Boisko do koszykówki jest po drugiej stronie ulicy"

Kiedy za radą kolegi zameldował się w miejscowym Skyy Boxing Gym, trener Jay Deas, (który pozostaje z nim do dziś), stwierdził, że owszem, ma on predyspozycje, ale na koszykarza. "Boisko do koszykówki jest po drugiej stronie ulicy" – powiedział. Szybko jednak zmienił zdanie i przyjął 20-latka pod swoje skrzydła. Jak przyznał, zdecydowało tytaniczne zaangażowanie jakie chłopak wykazywał na sali treningowej. Rzetelnie wykonywał ćwiczenia nawet bez nadzoru, nie wiedząc, że trener go obserwuje i często dodawał od siebie coś ekstra. Jay Deas szybko zorientował się również, że Deontay dysponuje wyjątkowo szybkim jak na swój wzrost czasem reakcji, dynamiką i mobilnością. Gdy po 3 tygodniach od rozpoczęcia współpracy odbył udaną sesję sparingową z zawodowym pięściarzem, trener nie miał już wątpliwości co do jego potencjału, lecz dla bezpieczeństwa, skierował niedoświadczonego atletę na tory pięściarstwa amatorskiego. Wilder wygrywając m.in. popularne American Golden Gloves, otworzył sobie furtkę do występu na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie w 2008, z których przywiózł brązowy medal. Po tym sukcesie przeszedł na zawodowstwo.

Być doskonałym przez sekundę

"Olbrzym z Alabamy" z łatwością nokautował kolejnych rywali, jednak przez pierwsze 6 lat spędzonych na zawodowych ringach nie walczył przeciwko nikomu nawet z szeroko pojętego zaplecza czołówki królewskiej dywizji. Rzadko się to zdarza, ale na poważną weryfikację przyszło mu zaczekać aż do momentu swojej mistrzowskiej szansy. 17 stycznia 2015 roku w Las Vegas jednogłośnie pokonał na punkty twardego Haitańczyka Bermane’a Stiverne’a i został mistrzem świata organizacji WBC. Był to jedyny dotychczasowy (zwycięski) pojedynek, którego "The Bronze Bomber" nie zakończył nokautując rywala. Dwa lata później, w rewanżu, zastopował słabo przygotowanego Stiverne’a już w pierwszej rundzie. Mistrzowskiego pasa skutecznie bronił 10 razy.

Wilder zdecydowanie nie jest wirtuozem bokserskiej techniki. Walczy w sposób zupełnie nieszablonowy, fragmentami wyglądając w ringu wręcz "pokracznie", jednak jak przekonują eksperci, zdołał przekuć ten z pozoru chaotyczny styl w atut. W ringu zachowuje spokój, potrafi wykorzystać swoje warunki fizyczne (zasięg rąk 211 cm), bazuje na szybkości i doskonałym timeingu. Niewątpliwie jednak główną broń Amerykanina stanowi siła ciosu, która czyni zeń jednego z największych "puncherów" w historii boksu. Nie ma pewności czy uderza mocniej, niż bił w swoim prime time Mike Tyson, ale znawcy dyscypliny podkreślają, że gdy pojawia się między linami, ciężkie KO w zasadzie zawsze wisi w powietrzu. Sam Wilder lubi powtarzać, że rywal może być doskonały przez 12 rund, ale jemu samemu wystarczy być doskonałym przez sekundę. Nie ma w tych słowach wiele przesady, bowiem znokautował kilku znakomitych pięściarzy jednym uderzeniem (o "podłączeniach" nie wspominając). W taki sposób ulegli mu m.in. unikany przez resztę czołówki Luis Ortiz w rewanżowym pojedynku oraz Dominic Breazeale, znany polskim kibicom z wyjątkowo emocjonującego starcia z Izu Ugonohem. O tym, że przez całą walkę siekiera jest do pnia przyłożona, w 2016 roku przekonał się także popularny polski ciężki Artur Szpilka, który choć wysoko postawił mistrzowi poprzeczkę, ostatecznie opuścił ring na noszach.

Show i nadszarpnięta reputacja

Mimo efektownych zwycięstw, nawet po zdobyciu pasa WBC, "The Bronze Bomber" długo był niedoceniany jako pięściarz. Jeszcze do niedawna pozostawał wyraźnie w cieniu konkurencyjnego mistrza, posiadacza pasów IBF, WBA i WBO Anthonego Joshuy. Negatywna aura roztoczyła się nad jego osobą dodatkowo, kiedy przy okazji niektórych wspomnianych walk, wygłosił kilka zupełnie idiotycznych stwierdzeń. Oznajmił, że jeżeli zabije kogoś na ringu, to nie będzie miał wyrzutów sumienia, a nawet, że "chce mieć zwłoki w bilansie". Oczywiście później przepraszał. (W 2019 roku czterech zawodowych bokserów zmarło w następstwie ciosów odniesionych podczas walki, co czyni te szokujące pogróżki jeszcze bardziej niestosownymi). Wypada wspomnieć o tym, przed zarysowaniem jaśniejszej strony sylwetki "Olbrzyma z Alabamy", nie tylko dlatego, żeby nie robić uników wobec niewygodnej prawdy o jednym ze swoich ulubionych pięściarzy, ale również dlatego, że jego medialny wizerunek dość mocno kontrastuje z prawdziwą osobowością i postawą poza ringiem. Owiany – po części na własne życzenie – nieco złą sławą, w rzeczywistości nie jest ani człowiekiem o zszarganych jak Stefan Niesiołowski nerwach, ani nadętym jak purchwa bufonem, co niestety zdarza się wśród sportowców o skłonnościach celebryckich.

Warto bowiem pamiętać, że boks na najwyższym poziomie to zwykle – choć póki co nie dla "sportowego Netflixa" platformy DAZN – naprawdę dochodowy interes, któremu współcześnie towarzyszy wielkie, niekiedy prymitywne show. Dla zwiększenia popularności niektórzy bokserzy, a tym bardziej promotorzy, gotowi są wypowiedzieć lub zrobić przed kamerami niemal dowolne głupstwo. Np. wspomniany Tyson Fury na konferencję prasową przed starciem z Kliczką przybył w stroju Batmana, a w jej trakcie sprowadził do parteru aktora przebranego za Jokera. Kilka dni temu wypalił zaś, że w ramach przygotowań do nadchodzącej walki (z Wilderem) masturbuje się 7 razy dziennie. Z punktu widzenia organizatorów biznesu, kibice są pod pewnymi względami jak wyborcy w świecie polityki. Jedni i drudzy nieustannie epatowani sztucznie wykreowanymi konfliktami pomiędzy ludźmi, którzy w blasku fleszy skaczą sobie do gardeł, prywatnie pozostając w koleżeńskich relacjach. Skala zjawiska jest oczywiście znacznie mniejsza, ale zainscenizowane szarpaniny, pyskówki na konferencjach, nie mówiąc już o codziennej młócce za pośrednictwem Twittera, są dziś nieodzownym elementem bokserskiego biznesu, czasami przypominając propagandową nawalankę partyjnych i medialnych żołnierzy w nieszczęsnych państwach dotkniętych socjaldemokracją. W tego typu cyrki nigdy nie bawił się np. Tomek Adamek czy bracia Kliczko. Wilder natomiast nie ustrzegł się kilku wizerunkowych wpadek.

Uśmiechnięty i przyjazny

Jak jednak przekonują biegli boksie w dziennikarze, prawdziwa natura "Olbrzyma z Alabamy" niewiele ma wspólnego z jego medialnym wizerunkiem agresywnego ringowego zabijaki. Znakomity polski specjalista Przemysław Garncarczyk, który nie raz miał okazję rozmawiać z Amerykaninem przekonuje, że to człowiek wyjątkowo uprzejmy, uśmiechnięty, przyjazny i szanujący innych. Mimo autentycznej złej krwi przed pojedynkiem, po odesłaniu Szpilki na deski, a w konsekwencji do szpitala, kilkukrotnie zwracał się do teamu Polaka z pytaniem, czy wszystko w porządku i z pozdrowieniami. Nawiasem mówiąc, "The Bronze Bomber" wielokrotnie za pośrednictwem dziennikarzy sportowych pozdrawiał też polskich kibiców. Pewnego razu przycyganił nawet, że jednym ze stałych elementów jego diety jest polska kiełbasa.

Zasadniczo Wilder należy do grona pięściarzy poszukujących uznania w u kibiców w ringu. Poza nim – choć znany ze słabości do wymyślnych ciuszków – zdecydowanie nie popada w celebrycki samozachwyt. Ma klasę prawdziwego sportowca i naprawdę mnóstwo pokory. Ponadto, w Alabamie znany jest z działalności charytatywnej. Pomaga szczególnie chorym i biednym dzieciom, ale robi to bez wielkiej pompy wokół własnej osoby, bez otaczających go z każdej strony kamer, i zawsze za zarobione przez siebie pieniądze. Był np. bardzo aktywny, gdy w 2011 roku przez Tuscaloosa i Birmingham przetoczyło się tornado, powodując niemal 2,4 miliarda dolarów strat i zabijając 64 osoby.

1 grudnia 2018 w Los Angeles "The Bronze Bomber" stoczył walkę z wspomnianym, niepokonanym Brytyjczykiem Tysonem Furym (29-0-1). Po dwunastu rundach, podczas których Fury dwukrotnie był liczony, sędziowie orzekli remis. 22 lutego w Las Vegas dojdzie do pojedynku rewanżowego. Fury "Król Cyganów", to obecnie – obok unikającego konfrontacji Joshuy (23-1-0) – najtrudniejszy możliwy przeciwnik, jakiego Amerykański czempion może spotkać w ringu.

Wygrana najważniejsza walka

A co z dziewczynką? Deontay i jego partnerka nie brali pod uwagę aborcji. Decyzja była dla nich zupełnie oczywista. Naieya urodziła się w marcu 2005 roku. Zaraz po narodzinach rozpoczęła się cała seria operacji, mnóstwo łez, cierpienia, złości, rozpaczy i tego nieznośnego uczucia bezsilności. Nigdy nie dowiemy się jakim Deontay Wilder byłby koszykarzem czy futbolistą. Wiemy natomiast, że najcięższą rzuconą rękawicę podniósł jeszcze zanim rozpoczął przygodę z pięściarstwem. Początkowo cel był tylko jeden – zarobić ile się da na ratowanie zdrowia córki. Pokryć z własnej kieszeni jak największą ilość rachunków za leczenie. Szczególnie na początku dużą część kosztów pokrywały różnego rodzaju prywatne fundacje charytatywne i darczyńcy. Gdy Naieya miała rok, przeszła szereg udanych operacji. W następnych latach doszły pieniądze zarobione w ringu. Córka pięściarza w wieku 7 lat zaczęła chodzić. Choć nie jest sprawna w 100 procentach, w praktyce funkcjonuje normalnie, wykonuje przewroty i inne ćwiczenia na sali treningowej i żyje tak jak rówieśnicy.

To historia z podwójnym happy endem. Uratowane zdrowie dziecka i udana kariera sportowa, która wciąż trwa. Wydaje się, że warto było przybliżyć po krótce historię amerykańskiego pięściarza, kierując się słowami George’a Orwella: "czasami obowiązkiem każdego człowieka przyzwoitego jest przypominanie rzeczy oczywistych". W istocie mowa tu bowiem o odpowiedzialności, człowieczeństwie i życiu ludzkim. To naturalne prawo człowieka, do którego prawo stanowione ma się tak, że powinno je jak najlepiej chronić. Niestety zmierzamy obecnie w kierunku przeciwnym. Jednym z niezliczonych objawów regresu Cywilizacji Zachodniej jest właśnie banalizacja aborcji, zarówno w ujęciu etycznym, jak i legislacyjnym. W dzisiejszym świecie szaleńczego "postępu", "nowoczesności" i "tolerancji" do głosu doszła neomarksistowska formacja umysłowo-moralna, skutecznie forsująca zabijanie pewnej konkretnej kategorii ludzi, już nie tylko z powodu faktycznej lub potencjalnej choroby, ale również na życzenie matki. Zgodnie z tym kursem, "postępowe" media lansują jako wzorce postawy i decyzje zupełnie odwrotne niż podjęta przez Wildera i jego dziewczynę. A przecież mogła "przerwać ciążę", odetchnąć z ulgą. Wilder dalej grałby w futbol albo w kosza. Gdyby jeszcze robił wsady w koszulce "aborcja jest ok", to może i jakieś "GazWyby" poleciałby za ocean przeprowadzić wywiad. Pamiętamy, zachwytom nie było końca, kiedy piosenkarka celebrytka kazała wyskrobać własne dziecko, bo "nie chciała wracać do pieluch i szukać większego mieszkania". "Wysokie Obcasy" w trybie natychmiastowym mianowały ją "superbohaterką". "Wszystko trwało 5 minut. Czuję wielką ulgę. Nagle cieszysz się wszystkim w swoim życiu, tym co masz. To najbardziej uskrzydlające przebudzenie. 5 minut i masz z powrotem swoje życie" – relacjonowała "superbohaterka".

Nadzieja i inspiracja

Wilder, człowiek wierzący, w gruncie rzeczy pokorny i dość skromny, nigdy nie twierdził, że zrobił coś nadzwyczajnego. Dopytywany przez dziennikarzy, mówi głównie o uporze i motywacji. O tym, że Naieya stanowiła dla niego największe źródło inspiracji, i o tym jaki jest z niej dumny. Przyznał, że gdyby nie jej choroba, to nie spróbowałby boksu. Podkreśla też, że pewnego razu – już po pierwszych pięściarskich sukcesach – obiecał córce, że zostanie mistrzem świata wagi ciężkiej.

Niestety bywają dramaty, kiedy najbardziej kochający rodzice i najlepsi lekarze zmuszeni są do kapitulacji w walce z chorobą dziecka. Wilderowi się udało i jak powiedział, chciałby tylko, żeby jego przykład stanowił nadzieję i inspirację dla ludzi, którzy znajdą się w podobnej sytuacji.

Fot. A. Radzik

Opublikował:
Grzegorz Grzymowicz
Author: Grzegorz Grzymowicz
O Autorze
Autor na portalach wSensie, Publicystyczny i Świat Rolnika. Antysocjalista, wolnościowiec, konserwatysta. Absolwent prawa. Wychowany na Warmii i Mazurach
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.