piątek
| 28 lutego 2020
Razprozak | 14 lutego 2020

Komunistyczna propaganda pacyfistyczna. Przypadek Maurice'a Thoreza

Komunistyczna propaganda pacyfistyczna. Przypadek Maurice'a Thoreza

Trwają pierwsze dni Drugiej Wojny Światowej i zmasowanego ataku hitlerowskich Niemiec na Polskę, zgodnie z arogancką naturą niemieckiego narodu i filozofią Hitlera, który nawet w swoich zapiskach przyznawał, że nowe ziemie trzeba zdobywać przemocą, z pominięciem jakichkolwiek zasad moralnych. Mieniący się nadludźmi Niemcy okazali się więc jednymi z najprymitywniejszych i najbardziej bezwzględnych barbarzyńców w całych dziejach ludzkości. Osamotniona i oszukana przez sojuszników Polska broniła się bohatersko własnymi siłami, a kiedy jej sprzymierzeńcy byli na etapie grożenia paluszkiem i wyrażania zaniepokojenia, Niemcy miotaczem ognia spalili żywcem 10-letnią Erwinę Barzychowską.

Podkreślam - nie zginęła w ramach jakichś nieokreślonych działań wojennych, trafiona odłamkiem granatu lub zastrzelona z karabinu. Do bezbronnej, zapłakanej, przerażonej, Bogu ducha winnej dziewczynki, podszedł niemiecki funkcjonariusz, i spalił ją miotaczem ognia. Płonąca dziewczynka biegała po dziedzińcu poczty gdańskiej, przypuszczalnie przy wtórze rechotu Niemców. Zanim wydała z siebie ostatni oddech, męczyła się jeszcze przez 7 tygodni w szpitalu, w którym niemieccy lekarze nie leczyli jej, tylko czekali z przygotowanym kwitkiem, żeby wypisać godzinę zgonu. Nie muszę przecież dodawać, że opisałem tu tylko drobny wycinek całego obrazu tego, co niemiecka swołocz wyprawiała z naszymi przodkami, w ich własnych miastach, wsiach i domach.

Pamiętam moje zaskoczenie, gdy jako nastolatek po raz pierwszy dowiedziałem się, że w momencie, gdy Niemcy podpisali z ZSRR diabelski pakt, a potem przystąpiono do realizacji czwartego rozbioru Polski - u naszych francuskich sojuszników ludzie zaczęli wychodzić na ulice, wygłaszać pacyfistyczne bzdury i wykrzykiwać hasła, że Francuzi nie chcą umierać za Polaków. I że to w ogóle nie ich wojna, itd. I co najgorsze, nie były to jakieś małe, nieliczące się grupki. Pamiętam, że mnie wtedy zamurowało. Runął mój światopogląd z jasnym podziałem na tych dobrych - czyli aliantów, i tych złych - czyli Niemców i ZSRR. I minęło dużo czasu zanim dowiedziałem się, kto konkretnie odpowiadał za ten nagły przypływ pseudo pacyfistycznych, antywojennych haseł, przez które osamotniona Polska zalała się krwią patriotów, ich matek i żon, a świeże bałtyckie powietrze zlało się ze swądem palonego ciała 10-letniej dziewczynki.

Prawda, która docierała do takich nastolatków, jakim ja wtedy byłem, była i nadal jest starannie selekcjonowana - tak, żeby młode pokolenie - zwłaszcza Polaków - nie dowiedziało się za dużo. A ta prawda okazała się - z mojej dzisiejszej perspektywy dorosłego i coraz bardziej uświadomionego człowieka - banalna. Za podburzaniem świata przeciwko Polsce, i za zniechęcaniem naszych sojuszników do wywiązania się z sojuszniczych zobowiązań, czyli za osamotnieniem naszych cywilów mordowanych przez niemiecką i sowiecką zarazę, stała zaraza internacjonalistyczna i komuniści. Znamy ich z imienia i nazwiska. Oczywiście, komunistyczna propaganda nie była jedynym aspektem hamującym natychmiastową pomoc Francuzów dla polskich sojuszników, ale historycy nie mają żadnych wątpliwości, że ten czynnik odegrał bardzo ważną rolę i znacznie wpłynął na morale tchórzliwych Francuzów, którzy słyszeli od komunistów dokładnie to, co chciało słyszeć ich próżne, tchórzowskie i egoistyczne ego.

Na pierwszy plan wysuwa się wieloletni przywódca Francuskiej Partii Komunistycznej, Maurice Thorez. Tej czerwonej gnidzie "zawdzięczamy" najwięcej, jeśli chodzi o zachęcanie sojuszników, żeby zostawili nas na wykrwawienie się, jak uczynił Stalin podczas Powstania Warszawskiego. W kluczowym momencie dla losów Polski i świata (bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że wielkiej wojny można było jeszcze uniknąć, gdyby sojusznicy zareagowali natychmiast i zdecydowanie), Thorez i jego czerwoni towarzysze zaczęli działania destrukcyjne - zaczęli wyżerać Francję od środka jak rak. Buntowali masy, podgrzewali atmosferę, ukrywali komunistyczne cele swoich przełożonych z Moskwy pod płaszczem pięknych hasełek o pacyfizmie i potrzebie pokoju, wreszcie - zaczęli nawoływać francuskich żołnierzy do dezercji. Zdezerterował również sam lider komunistów, Thorez, który został zmobilizowany do wojska. Za dezercję i ucieczkę do ZSRR usłyszał wyrok - kara śmierci, oczywiście zaocznie.

Ładnie brzmią frontowe zapiski francuskiego oficera, D. Barlone'a, który w 1940 roku pisał: "Teraz, gdy Austria, Czechosłowacja i Polska są już zmiażdżone, kto nam jeszcze uwierzy w obietnicę pomocy i protekcji, którą złożyliśmy? Jakie argumenty bazujące na faktach możemy przedstawić, żeby przekonać neutralne państwa do stawienia oporu Niemcom, skoro ani Brytyjczycy, ani my sami nie byliśmy w stanie dotrzymać choćby jednej obietnicy, by wysłać samoloty do Polski lub żołnierzy do Finlandii? Jakież to upokorzenie przed gangsterami z Berlina, którzy odnieśli całkowite dyplomatyczne, militarne i moralne zwycięstwo...". Ładne słowa, tylko... co nam po ładnych słowach tego mądrego i odważnego oficera? Katynia ani Oświęcimia to nie cofnie.

Victor Sebestyen w swojej książce "1946 - Tworzenie współczesnego świata" opisał Thoreza tak: "Był zatwardziałym stalinistą. Był ślepo posłuszny Stalinowi, nawet kiedy wielu francuskich towarzyszów było rozczarowanych, że Sowieci nie pomagają im w zdobyciu zbyt dużych wpływów". W podobnych barwach maluje jego postać w książce "Powojnie" znany historyk, Tony Judt: "Dla Stalina najważniejszą cechą charakteru Thoreza było to, że - tak jak w przypadku Gottwalda w Czechosłowacji - można było na nim polegać w każdej sytuacji i robił wszystko to, co mu kazano, bez zadawania pytań. Nic więc dziwnego, że gdy Thorez zdezerterował z francuskiej armii po wybuchu wojny, kolejnych 5 lat spędził właśnie w Moskwie". Jeszcze kilka lat po wojnie, w 1948 roku, cytowany przed Judta Thorez pisał: "Ludzie myślą, że mogą obrazić nas, komunistów, nazywając nas stalinistami. Cóż, dla nas takie określenie to najwyższy honor, i ciężko pracujemy, żeby na niego zasługiwać".

Dla Thoreza i wszystkich innych szumowin, skazanych za dezercję i zdradę narodową, stało się jasne, że ich jedyną szansą na ocalenie dupy jest teraz ogólnoświatowy triumf komunizmu - w takiej czy innej postaci. Thorez postawił więc wszystko na jedną kartę i szmacił się na potęgę, co chwilę bijąc swoje własne rekordy prostytucji moralnej. Oddajmy głos Paulowi Johnsonowi, i jego "Historii świata od roku 1917": "Stalin był zadowolony z układu. Stwierdził, że dał on Rosji najsilniejszą pozycję od czasów rewolucji. Robił wszystko, co w jego mocy, by umowa działała, by dotrzymać obietnicy danej Ribbentropowi: "Słowo honoru, że ZSRR nie zdradzi swego partnera".
Partie komunistyczne na całym świecie zmieniły swą antyhitlerowską politykę. Głosiły konieczność zachowania pokoju z Niemcami za wszelką cenę i aktywnie sabotowały działania wojenne, kiedy do nich doszło. W najgorętszym momencie inwazji hitlerowców na Francję przewodniczący Francuskiej Partii Komunistycznej, Maurice Thorez, w audycjach radiowych z Moskwy błagał oddziały francuskie, by "nie stawiały oporu". Czy Putin to czyta? Marionetka Stalina błagała swoich francuskich rodaków - korzystając z "gościnności" moskiewskiego radia! - żeby rozszerzyli nogi przed hitlerowcami i by dali im się swobodnie gwałcić. Narracja zmieniła się dopiero po wyprzedzającym ataku Hitlera na ZSRR - wówczas Stalin przestawił wajchę, i komuniści, dopiero kiedy im samym zaczęła się dupa palić, zaczęli łaskawie "bronić świata przed nazistowskim i faszystowskim terrorem".

Los okazał się dla francuskiego zdrajcy wyjątkowo przychylny - postawił na kartę, która mu się opłaciła. Nie tylko został ułaskawiony z ciążącego nad nim wyroku śmierci za dezercję, ale i zrobił w powojennej Francji zawrotną karierę. Jak mogło dojść do czegoś tak absurdalnego? To wbrew pozorom przygnębiająco proste - ZSRR znalazł się po wojnie po stronie zwycięzców, a zakrwawiony świat świętował pokonanie nazistów, udając, że nie widzi, że jeszcze większe zło świętuje razem z nim i wdziera się na salony. Francuski naród, po tym jak udowodnił że jest (w dużej mierze) nielojalny i kompletnie nieprzewidujący, tuż po wojnie udowodnił również, że jest głupi. Francuska Partia Komunistyczna wygrała wybory w 1945 roku, a Francuzom nie przeszkadzało, że ci, na których zagłosowali, zaczęli zwalczać faszyzm dopiero wtedy, kiedy faszyzm zaatakował ich, bo wcześniej byli jego sojusznikami. Wicepremierem powojennej Francji został... narodowy zdrajca Thorez. Ten sam, który nawoływał francuskich żołnierzy do dezercji.

Historia nie kończy się w podręcznikach, trwa nadal - tak jak nadal trwa Francuska Partia Komunistyczna, dowodzona wiele lat przez tchórza i zdrajcę Maurice'a Thoreza. Dziś jej przywódcą jest Ian Brossat, żyjący w gejowskim związku małżeńskim z profesorem matematyki - a przy okazji wnuk... innego legendarnego tchórza i zdrajcy, Marcusa Kligberga, sowieckiego szpiega, który mieszkał w Izraelu i donosił KGB przeciw własnemu państwu i własnemu narodowi. Jego działalność została określona jako najbardziej destrukcyjna agentura w historii Izraela. W 2014 roku, pytany o motywy swojej zdrady, ten żydowski sprzedawczyk tłumaczył, że zrobił to z poczucia długu wobec Rosji za... uratowanie świata przed nazistami. Przyznał też, że zawsze był komunistą.

Sam Thorez, antybohater tego artykułu, nie był Żydem, a przynajmniej nic na to nie wskazuje. Żydem był jednak jego nadzorca, Eugen Fried, pośrednik Stalina, który pilnował, czy Thorez i reszta towarzyszy z Francuskiej Partii Komunistycznej sumiennie wykonuje instrukcje płynące z Moskwy. A komunistycznych Żydów stających na głowie, by Polska nie stała się silnym, niepodległym i suwerennym państwem, było na pęczki. Na przykład jeden z nich domagał się oderwania od Polski wschodnich terenów i narzucenia SIŁĄ ustroju komunistycznego. Drugi - sowiecki agent - był w Stanach odpowiednikiem Thoreza i próbował uzyskać poparcie dla inwazji ZSRR na Polskę. Trzeci uciekł z Polski do kraju okupanta, ZSRR, i swoją poezją sławił komunizm i wchodził w dupę Stalinowi w okresie, kiedy ten dopinał ostatnie szczegóły planu zagłady istoty polskości w Katyniu. Czwarty przed wojną był skazany za działalność przeciwko niepodległości państwa polskiego, a w czasie wojny jako sługus radzieckiego okupanta, pomagał w zniewalaniu Lwowa. I tak się zupełnie przypadkowo złożyło, że potomkowie wszystkich tych czterech kanalii współtworzyli "Gazetę Wyborczą".

Fot. Agnieszka Radzik

Opublikował:
Razprozak
Author: Razprozak
O Autorze
Z wykształcenia dziennikarz, z zamiłowania badacz historii. W wolnych chwilach lubi "troszkę podekomunizować Polskę". Któregoś dnia przestało mu się nie chcieć i zaczął działać. Jego Facebookowy profil (Raz prozą, raz rymem — walczymy z propagandowym reżimem) jest odkryciem roku konserwatywnego Internetu.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.