niedziela
| 16 grudnia 2018

W Polsce mamy takie "autorytety", że trzeba ostrożnie chodzić, żeby sobie od nich ewentualnie tylko podeszwy pobrudzić, a nie wpaść po pas. Nie powiem w co. Szczególnie gdy chodzi o takich "wielkich niosących kaganek oświaty w krainie ciemnogrodu", że aż pewna "Gazeta" klęka.

Przypomnę pewne zdarzenie z początku marca 2004 roku. Spotkanie z byłym ministrem spraw zagranicznych Władysławem Bartoszewskim, które odbyło się w auli Uniwersytetu Łódzkiego. Tradycyjnie przekonywał o konieczności naszego wstąpienia do Unii Europejskiej. Oprócz tradycyjnych kłamstw na temat naszej wspaniałej, świetlanej przyszłości w szeregach rozszerzonej Unii pan Bartoszewski powiedział jeszcze jedną, bardzo ciekawą rzecz; otóż na pytanie – Dlaczego dwa miliony Polaków w Niemczech nie ma takich samych praw, jak o wiele mniej liczna mniejszość niemiecka w Polsce, odpowiedział i tu cytuję dosłownie nasz doniosły "autorytet": "Dwa miliony Polaków w Niemczech nie może mieć takich samych praw, jak mniejszość niemiecka w Polsce, ponieważ jest to dwa miliony polskich prostytutek"!

Żaden autorytet

Cóż – "mądre" te słowa byłego szefa naszej dyplomacji. Pierwszą nasuwającą się uwagą jest ta, że pan minister nie jest i nigdy nie był żadnym autorytetem, tylko niewypowiedzianym chamem. Jednak nie to jest najważniejsze. Chociaż z drugiej strony na eurospotkanie spędzono wówczas młodzież z łódzkich szkół średnich. I ci młodzi ludzie mieli okazję przekonać się, jak wysoką kulturę prezentuje przedstawiciel demokratycznych elit politycznych, w osobie byłego ministra. Myślę, że to była dla nich doskonała lekcja kultury politycznej na poziomie "Gazety" i przechrzczoną Unię Wolności. Która w Polsce jest jak Lenin – wiecznie żywa. O czym nawet dzisiaj świadczy zarówno prezydent, jak i minister spraw zagranicznych.

Nigdy nie przeprosił przedwojennej Polonii

Jeszcze gorsze jest to, że po takiej wypowiedzi pan Bartoszewski nie przeprosił niemieckiej Polonii. Tej przedwojennej, która wówczas jeszcze pozostawała na terenie Niemiec i ciągle przyznawała się do swojej polskości, pomimo prześladowań za czasów III Rzeszy i już demokratycznych władz Niemiec. Wystarczy wspomnieć, że w chwili przystąpienia Polski do Unii Europejskiej zlikwidowano kilkanaście wydziałów filologii polskiej na niemieckich uniwersytetach. Wypadałoby także przeprosić tę Polonię, która wywodzi się z emigracji lat siedemdziesiątych i po roku 1981. Gdyby to byli Niemcy, Żydzi, czy nawet Ukraińcy były minister płaszczyłby się w przeprosinach, wycierając kolanami kurz z podłogi salonu. Jednak ponieważ chodzi o osoby narodowości polskiej – choć w zdecydowanej większości z obywatelstwem niemieckim, pan Bartoszewski nie zamierzał się z nimi w żaden sposób liczyć. Dokładanie tak samo, jak na szczęście już były "prezydent wszystkich Polaków", który w czasie swoich wizyt w Niemczech, na Litwie i Ukrainie nawet ust nie otworzył w kwestii łamania praw tamtejszej mniejszości polskiej. Z kolei osoby narodowości niemieckiej, litewskiej i ukraińskiej na terenie Rzeczypospolitej Polskiej mają pełne prawa mniejszości narodowej. I realizują je za środki budżetowe państwa polskiego. Czy to jest normalna sytuacja? Z moich podatków finansuje się jawnie rewizjonistyczne, niemieckojęzyczne gazety na Śląsku Opolskim, a państwo niemieckie płaci tym, którzy chcą się zapisać jako owa mniejszość, aby później z niemieckim paszportem móc pracować w Holandii. Ówczesny lider, zasiadający w sejmie Henrich Kroll, jeszcze w latach siedemdziesiątych był Henrykiem Królem i należał do jedynie słusznej Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Jawnie też opowiadał, że cała jego rodzina walczyła w Wermachcie. Może stało się to ostatnio swego rodzaju modą. Skoro nawet zawodowi historycy czasami mają problemy określić formację, w której służył własny dziadek... Zobaczymy, kiedy zaczną się przyznawać ci, którzy walczyli w Waffen SS. Może jeszcze zażądają praw kombatanckich. W końcu walczyli o wspólną Europę bez granic.

Wymuszona emigracja młodego pokolenia

Drugą kwestią jest to, że wiele tysięcy polskich emigrantów, w tym także prostytutek w Europie Zachodniej, to efekt wspaniałej polityki gospodarczej szeregu rządów po roku 1989. Między innymi tego, w którym pan Bartoszewski był ministrem. Współodpowiedzialnym za postępującą pauperyzację polskiego społeczeństwa. To dzięki takim ministrom w momencie wejścia do Unii mieliśmy prawie dwudziestoprocentowe bezrobocie, a wśród ludzi młodych sięgało ono już prawie pięćdziesiąt procent. I trzy miliony ludzi wyjechało, nie widząc dla siebie przyszłości w ojczyźnie. A dziś w ich miejsce ściąga się Ukraińców i Pakistańczyków. Nie mówiąc, o tym, że cześć z tych dziewczyn to także ofiary handlu ludźmi, wywiezione do Niemiec, przez najgorszą grupę ludzkich hien – handlarzy żywym towarem, któremu to zjawisku III RP i pan minister jakoś specjalnie nie przeszkadzali.

Co jest większą prostytucją?

Poza tym, kto tak naprawdę jest bardziej zepsuty moralnie: prostytutka sprzedająca swoje ciało, czy były i już nieżyjący minister sprzedający swoje opinie, albo podpis pod nimi w polskojęzycznej prasie? Który na dodatek był przez wiele lat doskonale opłacany ze środków budżetowych, przeznaczonych na propagandę. Ciekawe, co widział Bartoszewski przed śmiercią, patrząc w lustro: Europejczyka? Polaka? Autorytet? Czy może kogoś innego? Co więcej, Maria Magdalena, która jak pamiętamy, była jawnogrzesznicą, potrafiła porzucić zepsucie, przyjąć pokutę i odnowić się moralnie, a "faryzeusze i uczeni w piśmie" – a to określenie byłoby najwłaściwsze dla wielu dyżurnych profesorów różowego salonu – zmarli, wierząc jedynie w złoty cielec. I tej pustki nie zmieniły nawet tłumy pochlebców i klakierów wygłaszających na pogrzebie peany o "autorytecie moralnym zmarłego".

Mam tylko nadzieję, że ktoś mnie pozwie, ponieważ mam świadków na haniebną wypowiedź "profesora". A może jeszcze gdzieś znalazłoby się nagranie z owymi pamiętnymi słowami?

Fot. Aleksandra Kasperska

Opublikował:
Michał Miłosz
Author: Michał Miłosz
O Autorze
Absolwent historii i filologii polskiej na UŁ, podyplomowych studiów ekonomicznych dla dziennikarzy na INE PAN oraz kursu MON dla korespondentów w rejonach działania Polskich Kontyngentów Wojskowych.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.