wtorek
| 13 listopada 2018

Odchodzi jedna z najbardziej zasłużonych legend polskiego boksu. Po sobotniej, szóstej porażce na zawodowych ringach Tomasz "Góral" Adamek kończy swoją karierę bokserską. Na zawodowym ringu stoczył 59 walk, z których 53 wygrał (z czego 31 przed czasem) i poniósł sześć porażek (w tym trzy przed czasem), z których ostatnią z Jarellem Millerem widzieliśmy w sobotni wieczór.

Po potężnej serii ciosów od cięższego o czterdzieści kilogramów przeciwnika w drugiej rundzie "Góral" znalazł się na deskach. Dwa lata temu w ostatniej sekundzie dziesiątej rundy walki z Ericem Moliną Adamek upadł, ale się podniósł. Mimo to sędzia zdecydował o zakończeniu pojedynku. Do momentu przerwania pojedynku wysoko prowadził na punkty.

Wraz z odejściem Tomasza Adamka kończy się pewna epoka w polskim boksie zawodowym. Jego zwycięstwa cieszyły nas blisko dwadzieścia lat. Od zawodowego debiutu w marcu 1999 r., kiedy na ringu w Manchesterze zmiótł Israela Khumalo do tych dwóch najważniejszych – kiedy sięgał po tytuł bokserskiego mistrza świata. W 2005 r. po morderczej ringowej wojnie z Paulem Briggsem zdobył mistrzostwo wagi półciężkiej federacji WBC, a w 2008 r. pokonując w wielkim stylu Steve'a Cunninghama, zyskał tytuł federacji IBF w wadze junior ciężkiej.

W bokserskiej karierze, tak ciężkiej i pełnej zarówno sukcesów, jak i porażek nie udało się skromnemu chłopakowi z Żywca tylko jedno – zdobyć upragnionego tytułu mistrza świata "królewskiej" wagi ciężkiej. Na stadionie we Wrocławiu 10 września 2011 roku przegrał walkę z broniącym tytułu federacji WBC Witalijem Kliczką. Było to niestety ze względu na różnice w warunkach fizycznych starcie Dawida z Goliatem. Od przejścia do wagi ciężkiej Adamkowi wiodło się o wiele trudniej. Debiutem było stosunkowo łatwe zwycięstwo w łódzkiej Atlas Arenie w październiku 2009 r., kiedy pokonał Andrzeja Gołotę. Po której to walce... ten się na niego obraził.

Później już nie było tak dobrze. Braki fizyczne, czyli wzrost, masę i siłę na wagę ciężką "Góral" rekompensował świetną bokserską techniką, szybkością i walecznością, ale czasami to nie wystarczało. Porażki z Wiaczesławem Głazkowem i Arturem Szpilką pokazały, że w swoim ringowym życiu stoczył zbyt wiele wyniszczających, bokserskich wojen. Gdy w tym czasie pojawili się nowi, o ponad kilkanaście lat młodsi rywale. Podobnie walki z Moliną, czy Millerem pokazały jedno – w tak wyniszczającym organizm sporcie jak pięściarstwo kumulacja zmęczenia, bólu i kontuzji wraz z nieubłaganym wiekiem w którymś momencie przeważą nawet najsilniejszego ducha walki. Ponieważ serca do walki Tomkowi nigdy nie można było odmówić. Coś, czego przy świetnych warunkach fizycznych niestety zabrakło Andrzejowi Gołocie, choć miał cztery szanse na tytuł mistrza świata w królewskiej wadze ciężkiej.

– Walka Tomka Adamka z Erikiem Moliną była bardzo dobra. Takie prawdziwe spotkanie pięściarza wagi ciężkiej z mniejszym, ale szybkim rywalem. Przykro mi, że Tomek przegrał. Po tych wszystkich wojnach, które dał kibicom, jakoś tak smutno się człowiekowi robi

– mówił po poprzedniej porażce z Moliną Artur Szpilka.

Widać to było także po zachowaniu samego Moliny, jak ważne i cenne dla niego było to zwycięstwo. Teraz po swoim sukcesie Jarell Miller pojechał do apartamentu, żeby oddać hołd swojemu o 12 lat starszemu ringowemu koledze i ze łzami w oczach przepraszał, że wygrał, bo się przecież na jego walkach wychował.

Przykre jest tylko jedno – szydercza radość z porażki Polaka na wszelkich forach "Gazety Wyborczej" i "Newsweeka". Wypominanie mu wiary katolickiej, czy zarobków. Tak wygląda świat tolerancyjnych, wspaniałych i nowoczesnych. "Góral" ma prawo do swojej wiary i do zarobków, które w porównaniu do naszych "gwiazd" piłki nożnej wcale nie były aż tak ogromne. Tylko, że w przeciwieństwie do piłkarzy, polityków, czy "dziennikarzy" Wyborczej Tomek zarobił je uczciwie swoją ciężką pracą, wylanymi na ringach litrami potu i krwi.

Tomek dziękujemy za wszystko. Dziękujemy za to, że tak samo jak Gołota, zawsze walczyłeś pod biało-czerwoną, a nie jak "Tiger" Michalczewski, który całą karierę przeboksował pod niemiecką flagą i dopiero na zakończenie kariery stoczył kilka walk pod polską, za co Artur Szpilka nazwał go volksdeutchem. Za zarwane noce, kiedy pokonywałeś Briggsa, Ulricha, Cunninghama, Banksa, Estradę, Arreolę, Maddalone, Walkera, czy Guinna. I za dwa tytuły bokserskiego mistrza świata. Jeszcze raz – Tomek dziękujemy!

Fot. Facebook Tomasz "Góral" Adamek

Opublikował:
Michał Miłosz
Author: Michał Miłosz
O Autorze
Absolwent historii i filologii polskiej na UŁ, podyplomowych studiów ekonomicznych dla dziennikarzy na INE PAN oraz kursu MON dla korespondentów w rejonach działania Polskich Kontyngentów Wojskowych.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.