środa
| 20 marca 2019

Zadzwoniła do mnie ankieterka z pytaniem, czy zgadzam się na sondaż na temat spędzania wolnego czasu. Wyraziłem zgodę i kobieta po ustaleniu kilku moich danych na temat miasta zamieszkania, wieku, wykształcenia i wykonywanego zawodu przeszła do pytań na temat moich poglądów o… świętowaniu Dnia Niepodległości i związanych z patriotyzmem.

Wśród wielu zagadnień m.in. dotyczących tego, czy moim zdaniem patriotyczne jest chodzenie na imprezy sportowe, kibicowanie Polakom, segregowanie śmieci, kupowanie polskich produktów, wywieszanie flagi na samochodzie i chodzenie na manifestacje w Dniu Niepodległości zadała mi pytanie, czy patriotyczne jest płacenie podatków. Odpowiedziałem, że zdecydowanie nie. Nie pytała o uzasadnienie, więc jej nie powiedziałem, że to niepłacenie podatków jest patriotyczne, bo wtedy ludzie mogą się bogacić, a naród rosnąć w siłę. Wysokie podatki powodują, że trudniej jest akumulować społeczeństwu – i osobom prywatnym, i firmom – oszczędności, które mogłyby zostać zainwestowane w budowę przyszłego dobrobytu, a na państwo w tym zakresie na pewno nie ma co liczyć. W rezultacie prosperity nie tylko nie zbuduje się podatkami, ale co więcej, podatki spowalniają potencjalny wzrost bogactwa. Niestety, nie rozumieją tego, co poniektórzy, w tym także aktualne władze naszego kraju.

Dobre intencje nie usprawiedliwiają kradzieży

Liczba podwyżek różnych podatków i opłat za rządów PiS już chyba dawno przebiła skrajnie fiskalne rządy PO-PSL. Mimo przedwyborczych i powyborczych zapowiedzi najważniejszych polityków PiS, że podatki nie będą podnoszone, można wymienić co najmniej kilkanaście przykładów na przeciwne działania. Kłamią tak samo, jak swego czasu kłamał Donald Tusk, że nie podniesie podatków. W lipcu br. poseł Jakub Kulesza, aktualnie wiceprezes Wolności, "dziękował" w Sejmie za ten fiskalizm.

– Chciałbym w imieniu polskich przedsiębiorców "podziękować" całemu rządowi za udogodnienia, które spłynęły na nich ze strony rządu, przede wszystkim za nowe podatki: podatek bankowy, podatek ubezpieczeniowy, podatek katastralny, od nieruchomości komercyjnych, opłatę mocową, akcyzę na e-papierosy, podatek denny, podatek deszczowy, opłatę emisyjną, opłatę recyklingową oraz za nowe podatki, które są w drodze, czyli opłatę jakościową, daninę solidarnościową, podatek od cukru i zamrożony przez Unię Europejską podatek od hipermarketów.

Niestety, ta lista jest niepełna. Trzeba do niej dopisać niekorzystne zmiany w rozliczaniu opodatkowania przedsiębiorców, wzrost opłaty parkingowej, exit tax, podatek od kryptowalut, czy podatek od wydobycia ropy naftowej i gazu ziemnego. Ponadto, choć pod falą krytyki rząd zrezygnował z pomysłu podwyżki VAT na leki weterynaryjne, to najnowszy pomysł to wzrost VAT na mleko roślinne i napoje z sokiem z 5 proc. do 23 proc., na niektóre wyroby medyczne z 8 proc. do 23 proc. oraz na fast foody z 5 proc. do 8 proc. Jakby tego było mało, podczas szczytu klimatycznego COP24 w Katowicach premier Mateusz Morawiecki ogłosił chęć wprowadzenia akcyzy od przywożonych z zagranicy samochodów z silnikami o pojemności powyżej 2-2,5 litra. Z kolei minister zdrowia Łukasz Szumowski – wzorem kilku państw świata – uważa, że korzystnym rozwiązaniem w walce z otyłością byłby podatek cukrowy. Wcześniej Ministerstwo Finansów rozważało różne koncepcje opodatkowania tzw. śmieciowego jedzenia. Czyli oficjalnie już nawet nie chodzi o fiskalizm, a o zmianę zachowań konsumentów, tak samo, jak w przypadku opłaty emisyjnej od paliw, z której finansowane mają być projekty związane m.in. z rozwojem elektromobilności.

– Państwo zabiera ludziom pieniądze wbrew ich woli. Siłą ściąga podatki

– powiedział w TVP Info Dobromir Sośnierz, europoseł Wolności.

– Jeśli ktoś zabiera pieniądze jednym ludziom i daje drugim, to jest złodziejem. Dobre intencje nie usprawiedliwiają kradzieży

– podkreślił polityk.

Co więcej, podobnie jak za PO, także za PiS co roku rosną składki na ZUS dla przedsiębiorców (w 2019 roku pęknie magiczna granica 1300 zł miesięcznie), a parlamentarzyści PiS zablokowali nadchodzące obniżenie stawek VAT o 1 punkt procentowy, co dałoby ok. 500 zł każdemu pracującemu Polakowi rocznie. Władza nie zapomina także co roku podnosić limitów wysokości podatków lokalnych czy opłaty paliwowej, tłumacząc to inflacją. Dlaczego w takim razie z tego samego powodu nie podnosi progów w PIT? Zarówno za PO, jak i za PiS są one zamrożone, co w kontekście inflacji oznacza podniesienie podatków.

Prof. Modzelewski contra prof. Kwaśnicki

Warto dodać, że wszystkie inicjatywy klubu Kukiz'15, zmierzające do obniżek podatkowych, zostały zignorowane lub odrzucone przez sejmową większość. A było ich do tej pory sporo: zwiększenie kwoty wolnej w PIT do 30 tys. zł, podwyżka ulgi w PIT na dojazd do pracy, obniżka PIT dla małych firm do 15 proc., likwidacja ograniczenia w stosowaniu 50-proc. kosztów uzyskania przychodu przez twórców, likwidacja akcyzy od samochodów osobowych, likwidacja tzw. podatku Belki, obniżka podstawowych stawek VAT, obniżenie stawek VAT na ubranka dziecięce z 23 proc. do 5 proc., obniżka VAT na e-booki (do 5 proc. jak książki) i e-gazety (do 8 proc. jak gazety), zniesienie podatku miedziowego, likwidacja opłaty targowej oraz zniesienie opłaty emisyjnej i paliwowej.

Wicemarszałek Sejmu Stanisław Tyszka z Kukiz'15 wyjaśnia, dlaczego te wszystkie inicjatywy zostały zamiecione pod dywan.

– Po pierwsze, obecny system oparty jest na oszustwach wyborczych, bo rządzący wiedzą, że wyborcy nie mogą ich rozliczyć. Zarówno PiS, jak wcześniej PO obiecywali, że żadnych podwyżek podatków nie będzie, po czym nieustannie je wprowadzają. Powtarzamy, że trzeba wprowadzić jednomandatowe okręgi wyborcze do Sejmu po to, by obywatele mogli odwołać swoich przedstawicieli niedotrzymujących obietnic

– tłumaczy wicemarszałek Tyszka.

– Po drugie, rządzący nie rozumieją, jak funkcjonuje gospodarka. Wysokie opodatkowanie, przede wszystkim pracy, wynagrodzeń, a także nadmierne regulacje, rozbuchana biurokracja, tłamsi energię Polaków i wypycha młodych za granicę. Tracimy w ten sposób jako naród jeden z najlepszych okresów w dziejach

– słusznie dodaje.

Na obniżki podatków można liczyć co najwyżej na poziomie samorządowym. I takich inicjatyw jest coraz więcej. Władze Siemianowic Śląskich zlikwidowały podatek od psów. Radni w Polkowicach (woj. dolnośląskie) poparli projekt burmistrza Wiesława Wabika w sprawie zniesienia podatku od nieruchomości dla osób fizycznych. Z kolei Michał Skrzydło, nowy burmistrz Miasteczka Śląskiego, doprowadził do likwidacji opłaty targowej.

Niestety, wzorem dla rządu PiS nie są racjonalnie myślący samorządowcy, a najgorsze działania poprzedników z PO i brednie prof. Witolda Modzelewskiego, współtwórcy systemu podatkowego. Ten ostatni fałszywie twierdzi, że obniżenie podatków nie powoduje wzrostu gospodarczego.

"Powiedział mianowicie, że ekonomiści nie mają racji, twierdząc, że obniżenie podatków powoduje przyspieszenie wzrostu gospodarczego, że to nieprawda jakoby te pieniądze, które zostawia się podatnikom, spożytkowane zostają na zwiększenie inwestycji…"

– pisze na Facebooku prof. Witold Kwaśnicki.

"Ex cathedra, stop i basta. Rozumiem, że prof. Modzelewski jest doradzą podatkowym z numerem 00001, ale nie oznacza to, że we wszystkim co powie ma rację. Wyrażanie przez niego tego typu błędnych opinii jest o tyle niebezpieczne, że jest nie tylko osobą znaną, opiniotwórczą, ale działa jako doradca rządzącej partii i «gra pierwsze skrzypce» w prezydenckiej Narodowej Radzie Rozwoju w sekcji: Gospodarka, praca, przedsiębiorczość"

– dodaje prof. Kwaśnicki, udowadniając, że wzrost opodatkowania skutkuje wyraźnie mniejszym wzrostem gospodarczym. Mianowicie przywołuje badania, które pokazują, że wzrost opodatkowania o 10 proc. skutkuje spadkiem długookresowej stopy wzrostu o 1 proc.

"Ten 1 proc. wydaje się być niewielką stratą, ale biorąc pod uwagę skumulowany efekt, po 50 latach skutkuje tym, że potencjalnie moglibyśmy uzyskać dochód większy o 65 proc. w stosunku to tego, co faktycznie zostało osiągnięte przy niższej stopie wzrostu"

– tłumaczy prof. Kwaśnicki.

Fot. Freepik/Pngtree.com

Opublikował:
Tomasz Cukiernik
Author: Tomasz Cukiernik
O Autorze
Z wykształcenia prawnik i ekonomista, z wykonywanego zawodu – publicysta i komentator gospodarczy, a z zamiłowania – podróżnik. Autor trzech książek (m.in. „Dziesięć lat w Unii” i „Socjalizm według Unii”) oraz około tysiąca artykułów opublikowanych w polskiej prasie i Internecie.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.