środa
| 26 czerwca 2019

Ekoświry wychodzą z założenia, że wszystko się zrobi samo. Także przyroda się sama wyreguluje. A gdy jakichś zwierzątek jest za dużo, to stanie się cud i pewnie za jakiś czas wróci wszystko do normy. Stąd wściekły atak wszelkiej maści niedouczonych ekologów na starostę kołobrzeskiego za pomysł usypiania lisów, co zmniejszyłoby plagę tych zwierząt w mieście. A wbrew temu, co uważają ekolodzy, lis nie jest miłym futrzakiem, tylko bardzo sprawnym zabójcą wszystkiego co żyje i jest od niego mniejsze.

Lisów w Polsce jest po prostu za dużo. Otóż po ograniczeniu wścieklizny poprzez wykładanie szczepionek, populacja lisów w całej Polsce wzrosła dramatycznie. W efekcie bardzo ucierpiały populacje zajęcy, bażantów i kuropatw. Niestety, żeby ocalić drobną zwierzynę, trzeba zdecydowanie kontrolować populacje lisów, a jedyne rozsądne rozwiązanie to ich odstrzał. No można jeszcze zostawić temat Matce - Naturze i zrezygnować z wykładania szczepionek dla lisów. Jednak to grozi atakami wściekłych zwierząt na ludzi, zwłaszcza dzieci i ryzykujemy, że wścieklizna pojawi się wśród domowych psów i kotów. A zgoła wydawałoby się sympatyczny lisek nie jest tak miłym zwierzątkiem, jak się ekologom wydaje. Poza tym jest to maszynka do zabijania, ponieważ zabija więcej niż sam jest w stanie zjeść. Jak ktoś jest ze wsi, to wie, że jak lis wpadał do kurnika, to w kilkanaście minut potrafił wydusić całe stado, choć i tak wszystkich nie zeżre, ani nawet nie wyniesie. Myśliwi do lisów też specjalnie nie strzelają, bo zwierzak jest cwany, znaleźć go trudno, trafić jeszcze trudniej, a skóra kuli nawet nie warta. Za lisem trzeba się zdrowo nałazić, żeby go ubić z podchodu, czy zasiadki, a polowania z nagonką to w sumie jedyny sposób, żeby ograniczyć pogłowie tego drapieżnika. Można też wszystko zostawić tak jak jest, ale to też niesie ze sobą szereg konsekwencji. Pierwszą będzie zniknięcie bezdomnych kotów, a potem takich sierściuchów, które na chwilę wyszły z domu i nie wróciły, bo lisek bardzo lubi Mruczusia. Wyjątkowo mu on smakuje.

Tylko niech później nie narzekają, jak pewna emerytowana "ekolożka" z zawodu nauczycielka z Łodzi, która do Straży Miejskiej notorycznie zgłasza, że "wielki ptak" rozszarpał znowu biednego gołąbka, bo do miast przeprowadziło się już wiele zwierząt. I o ile takie, mieszkające na wieżowcach jastrzębie, czy sokoły to jak najlepszy przyjaciel człowieka, eliminujący, choć częściowo pogłowie latających szczurów, jakimi są miejskie gołębie, to szwendające się po ulicach lisy i dziki już nie. Jednak tak zwanym ekologom tej prawdy do pustych głów włożyć się nie da.

Fot. publicdomainpictures.net CC0 Public Domain

Opublikował:
Michał Miłosz
Author: Michał Miłosz
O Autorze
Absolwent historii i filologii polskiej na UŁ, podyplomowych studiów ekonomicznych dla dziennikarzy na INE PAN oraz kursu MON dla korespondentów w rejonach działania Polskich Kontyngentów Wojskowych.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.