czwartek
| 24 stycznia 2019

Odpowiedź na pytanie, dlaczego Polacy nie buntują się przeciwko nadmiernym podatkom, możemy łatwo znaleźć w każdym kiosku i saloniku prasowym. Bynajmniej nie chodzi o gazety.

– Moje doświadczenie w samorządzie doprowadziło mnie do przekonania, że gdyby podatnicy myśleli o swoich podatkach w ten sam sposób, w jaki kredytobiorcy myślą o swoich ratach, to wówczas partie, takie jak nasza, byłyby niezwykle popularne. Dlaczego tak się nie dzieje? Ponieważ podatek jest w dużej mierze pobierany w sposób podstępny za pomocą pośrednictwa systemu PAYE, który – mimo że jest bardzo wydajnym systemem – nie wysyła regularnych rachunków czy regularnych żądań zapłaty, tak jak to jest w przypadku rat kredytowych

– uważa Beth Houlbrooke, wiceprezes libertariańskiej Partii Konsumentów i Podatników z Nowej Zelandii.

Podatki to abstrakcja

Problem ten nie dotyczy tylko państwa na antypodach. Identyczna sytuacja jest w krajach Unii Europejskiej, w tym także w Polsce.

– Z mojego wynagrodzenia pracodawca musi pobrać zaliczkę na mój podatek dochodowy, moją składkę emerytalną, moją składkę zdrowotną, moją składkę chorobową i składkę rentową. Ale to nie koniec, bo pracodawca z tego tytułu, że mnie zatrudnił i wypłacił mi pensję, musi jeszcze zapłacić swoją część mojej składki emerytalnej oraz składkę na fundusz pracy i składkę na fundusz gwarantowanych świadczeń pracowniczych. Dlatego moje 2800 zł kosztuje pracodawcę 5000 zł

– mówi w rozmowie z fundacją PAFERE prof. Robert Gwiazdowski.

– Gdyby na konto pracownika wpływało całe 5000, wówczas "Jan statystyczny", gdyby zobaczył, że 2200 zł ma oddać państwu, to mógłby się zdenerwować, nie mówiąc już o tym, że mógłby nie oddać. Dlatego państwu o wiele łatwiej jest pilnować tych, którzy wypłacają wynagrodzenia, niż miliony tych, którzy je dostają

– dodaje.

Niestety, taki system to rodzaj oszustwa, bo zdecydowana większość Polaków nie zdaje sobie sprawy z faktu, ile płaci podatków. I nie chodzi wyłącznie o składki emerytalno-zdrowotne. Efekt jest taki, że jak wynika z zeszłorocznego badania przeprowadzonego przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców wynika, że 58 proc. Polaków uważa, iż nie płaci VAT, 28 proc. naszych rodaków nie wie, że płaci PIT. W takiej sytuacji państwo dalej może te podatki podnosić, bo większość i tak uzna, że płci je ktoś inny. Podobnie ludzie akceptują dług publiczny, bo to jest dla nich całkowita abstrakcja. Co innego, gdyby co miesiąc musieli go spłacać, wysyłając przelew z tego tytułu. W tej sytuacji nie ma się co dziwić, że ci sami Polacy uważają, iż dobrobyt pochodzi z unijnych dotacji. Zresztą nie tylko zwykli Polacy, ale nawet ministrowie…

Nadmierne opodatkowanie jest nieuczciwe

W 2018 roku wydatki publiczne stanowią ok. 42 proc. PKB Polski, więc można przyjąć, że mniej więcej tyle dochodu państwo odbiera Polakom. Co więcej, oficjalnie każdy Polak ma do spłacenia ok. 28 tys. zł z wynoszących ok. 1 bln zł zobowiązań państwa, natomiast z uwzględnieniem długu ukrytego (przyszłe zobowiązania emerytalno-rentowe w wysokości 5 bln zł) jest to aż ok. 167 tys. zł na każdego Polaka. Aby uświadomić ludzi o tej skali rabunku państwowego, nie powinno być ukrytych podatków, a każdy powinien dostawać pensję ubruttowioną i z tego osobno co miesiąc wpłacać podatki i składki na ZUS.

Ale gigantyczne podatki ukryte są nie tylko w płacy, ale także poprzez VAT w towarach i usługach, a poprzez akcyzę w energii elektrycznej, papierosach czy paliwach. Właśnie z tej przyczyny, mając dość nadmiernego fiskalizmu, na ulice wyszli Francuzi. Jednak w przeciwieństwie do Francji (a także Belgii) Polakom nie chce się protestować, bo nie zastanawiają się nad tym, że ponad połowa ceny na stacji benzynowej to podatki. Ogólnopolski protest kierowców przeciwko zbyt wysokim cenom paliw z początku grudnia spalił na panewce. W rezultacie rządzący PiS nie tylko nie obniża podatków, ale nawet w wielu miejscach je podnosi, by finansować nie tylko nadmierną biurokrację i socjal, ale też Unię Europejską. Absolutnym skandalem jest też chęć polskiego rządu, by płacić wyższą składkę unijną.

Jak zauważył Stanisław Tyszka, wicemarszałek Sejmu z Kukiz'15, premier Mateusz Morawiecki "CHWALI SIĘ tym, że ludzie mogą dysponować POŁOWĄ tego, co wypracują‼" Przepraszam, ale nie ma w języku ludzi kulturalnych słów, które mogłyby dostatecznie obelżywie określić taki stosunek do pieniędzy Polaków. 

– To, gdzie PiS robi totalną demolkę – można powiedzieć – to jest kwestia dociskania śruby podatkowej. Odkąd rządzą wprowadzili już chyba kilkanaście nowych podatków

– ocenia publicysta Jacek Władysław Bartyzel. I nie ma co liczyć, że ta polityka ulegnie zmianie.

Wolą loterie od gazet

Dlaczego ludzie dają się tak oszukiwać i okradać? Odpowiedź jest stosunkowo prosta. – Dzisiaj blisko 40 proc. Polaków nie rozumie tego, co czyta, a kolejne 30 proc. rozumie w niewielkim stopniu. Co dziesiąty absolwent szkoły podstawowej nie potrafi czytać. Aż 10 milionów Polaków (ok. 25 proc.) nie ma w domu ani jednej książki. Analfabetą funkcjonalnym jest co szósty magister w Polsce. 6,2 miliona Polaków znajduje się poza kulturą pisma, czyli nie przeczytało nic, nawet artykułu w brukowcu. 40 proc. Polaków ma problemy z czytaniem rozkładów jazdy czy map pogodowych – te przerażające dane przedstawił w Parlamencie Europejskim znany reżyser teatralny Krzysztof Warlikowski.

Poziom głupoty polskiego społeczeństwa można poznać po tym, co ludzie kupują w kioskach. Gazety? Bynajmniej. Wystarczy chwilę przeglądając prasę w saloniku prasowym, podsłuchać, o co proszą klienci. Na pierwszym miejscu są… losy różnych loterii, zdrapki itp., a na drugim papierosy (obłożone ciężką akcyzą). Tak jest za każdym razem, kiedy stoję w kolejce do kasy. A zdecydowanym liderem sprzedaży na rynku dzienników nie są w miarę obiektywna "Rzeczpospolita" czy "Dziennik Gazeta Prawna", a niemiecki tabloid "Fakt", który niesie niewiele sensownych treści poza prymitywną sensacją. Oto prawdziwy, a zarazem smutny obraz polskiego społeczeństwa. Dlatego Polacy nie zbuntowali się przeciwko nadmiernemu fiskalizmowi rządów PO-PSL i z tych samych powodów nie zbuntują się przeciwko wysokim podatkom serwowanym przez rząd PiS.

Fot. Bearfotos/Freepik.com

Opublikował:
Tomasz Cukiernik
Author: Tomasz Cukiernik
O Autorze
Z wykształcenia prawnik i ekonomista, z wykonywanego zawodu – publicysta i komentator gospodarczy, a z zamiłowania – podróżnik. Autor trzech książek (m.in. „Dziesięć lat w Unii” i „Socjalizm według Unii”) oraz około tysiąca artykułów opublikowanych w polskiej prasie i Internecie.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.