poniedziałek
| 18 czerwca 2018

"Ekolodzy" z fundacji Viva! zmiażdżeni na Komisji Rolnictwa. Argumenty wygrały z ideologią

Ewa Zajączkowska: środa, 15 listopad 2017
Komisja Rolnictwa w sprawie zakazu hodowli zwierząt futerkowych

 

9 listopada odbyło się posiedzenie Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Było bardzo gorąco, bo doszło do bezpośredniego starcia na argumenty między przeciwnikami wprowadzania zakazu hodowli zwierząt na futra z "animalsami", którzy taki zakaz próbują wylobbować wśród parlamentarzystów.

Kiedy poza medialną i propagandową aktywnością przyszło rozmawiać w Sejmie merytorycznie, na Sali Kryształowej przyjechało zabrać głos ok. 150 hodowców, producentów i przedsiębiorców i zaledwie 10 aktywistów z Fundacji Viva!, która współpracuje z Otwartymi Klatkami w celu likwidacji tej konkretnej branży polskiej gospodarki. Ciekawostką jest, że na nagraniu z ukrytej kamery w 2013 roku prezeska otwartych Klatek Dobrosława Gogłoza przyznaje wprost, że współpracuje z niemieckimi koncernami utylizacyjnymi w celu wyeliminowania z rynku polskich producentów naturalnych skór futrzarskich, co zakończyło by się  przejęciem przez Niemców zysku z utylizacji odpadów poubojowych. Interesy finansowe tzw. organizacji prozwierzęcych pozostają do dzisiaj nieznane, ale działalność "animalsów" wpisuje się w ewidentnie w interes niemiecki. Dla jasności, norki czy inne zwierzęta futerkowe zjadają to, co w innym przypadku trzeba będzie spalić, a spalaniem ton pokarmów niejadalnych przez ludzi zajmują się głównie Niemcy.

 

– Mamy wspólny cel, po prostu my jako organizacja prozwierzęca, ale również z firmami utylizacyjnymi. Polega on na tym, że de facto walczą o ten sam surowiec, czyli skup, czyli odbieranie odpadów z rzeźni. I z punktu widzenia polskich korporacji utylizacyjnych fermy futerkowe zagrażają po prostu ich interesom. W związku z tym, dzięki wsparciu utylizatorów jesteśmy w stanie…

– mówi na nagraniu z ukrytej kamery prezeska Otwartych Klatek Dobrosława Gogłoza.

Z nagrania wynika, że kluczową sprawą o jaką toczy się batalia nie są wcale zwierzęta i ich ochrona.

– Walka o te odpady z rzeźni się zaostrza…

– słyszymy dalej na nagraniu, po którym liderka Otwartych Klatek przestała się udzielać publicznie.

– W przypadku branży futerkowej, jeżeli w naszej kolekcji domów aukcyjnych zabraknie skór zwierząt futerkowych z Polski, to ta luka zostanie zapełniona. Tylko ona zostanie zapełniona w taki sposób, że hodowla zostanie przejęta przez produkcję na szeroko pojętym Wschodzie, gdzie – i tutaj uwaga państwa z organizacji prozwierzęcych – o dobrostanie zwierząt nikt w ogóle nie słyszał

– wyjaśnia Hubert Kujawski z SAGA Furs.

Wątek utylizacji w debacie pojawiał się bardzo często. Rolnictwo to system naczyń połączonych, zatem, gdy zlikwiduje się jedną branżę, ucierpią inne obszary gospodarki, a wraz z nimi finanse publiczne oraz rynek zatrudnienia. Na bruk może trafić nawet 50 tys. osób.

– Część tych argumentów, z całym szacunkiem, nie jest równoważna, jest argumentami błahymi. Jeżeli nie uwzględnimy utylizacji odpadów poubojowych to trzeba wskazać, kto poniesie ok. 600-700 milionów kosztów utylizacji. Nie poniosą tego konsumenci, bo przy otwartych rynkach europejskich napłynie tania żywność z zagranicy. Poniosą to polscy rolnicy

– wyjaśnia Jan Krzysztof Ardanowski (PiS).

– Mamy w sumie w Polsce 800 tys. ton odpadów, razem z kurczakowymi. Konia z rzędem temu, kto mi powie, jak to zrobić, jak zutylizować to wszystko. Jedynym słusznym rozwiązaniem jest to, co robimy do tej pory, czyli sprzedaż opłacalną dla nas odpadów kat. III i II. (…) No cóż, zaraz się odezwą Niemcy ze swoim potencjałem i będziemy musieli wozić te odpady do utylizacji, za co zapłacimy olbrzymie pieniądze, na co nas nie stać

– przekonuje Kazimierz Dzudzewicz z Polskiego Stowarzyszenia Przetwórców Ryb.

– Gmina Goleniów, licząca 35 tys. mieszkańców, z tego 10 tys. mieszkańców na wsiach, lokuje u siebie 8 ferm norek i 4 firmy, które bardzo blisko współpracują, w zasadzie działają na rzecz tych hodowców, (…) to są firmy, które przejęły głównie majątek poPGRowski. Bezpośrednio pracujących w tych firmach, o których wspomniałem jest 1,5 tys. osób. Są to osoby, które faktycznie nie wszystkie pracują na fermach, ale w tych firmach, które pracują dla tych ferm

– tłumaczy wiceburmistrz gminy Goleniów. Tomasz Banach.

To już nie pierwszy raz, gdy Parlamentarny Zespół Przyjaciół Zwierząt, który jest inicjatorem nowelizacji Ustawy o ochronie zwierząt, próbuje wprowadzić w Polsce zakaz hodowli zwierząt na futra. Można odnieść wrażenie, acz są to jedynie spekulacje, że zespół, którego przewodniczącym jest poseł PO Paweł Suski, powstał konkretnie w tym celu, by doprowadzić do upadku tej jednej gałęzi gospodarki. Tym bardziej, że jak przyznaje sam Suski podczas przemówienia na Komisji Rolnictwa, chodzi o likwidację działu, który "jest najbardziej dochodowym działem produkcji rolnej, a jednym z najbardziej dochodowych działów w ogóle prowadzonej działalności gospodarczej". Z inicjatywy posłanki Ewy Lieder (Nowoczesna) na początku 2016 roku został złożony projekt ustawy, którego jedynym celem była likwidacja branży futrzarskiej. Tym razem projekt przewiduje szereg innych zmian związanych z ochroną prawną zwierząt jednak jest to otoczka do wprowadzenia zakazu hodowli zwierząt na futra, co potwierdza fakt, że na wspomnianym posiedzeniu Komisji dyskusja dotyczyła tylko i włącznie tego jednego zapisu. Polscy parlamentarzyści pomogą w kolejnym uderzeniu w nasz interes narodowy? Powstaje pytanie, czy fundacją Viva i stowarzyszeniem Otwarte Klatki nie powinna zainteresować się Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ten temat z kolei w rozmowie z wSensie.pl rozwijał płk Wroński)?

– Ja jestem osobą, która złożyła projekt na początku kadencji, wycofałam go z powodu przyjrzenia się branży i temu, że pochyliłam się nad argumentami jednej i drugiej strony. (…) Ja rozumiem, że państwo tego nie chcecie, pracujecie, słuchałam jak pan, który pracuje, opowiadał o swoim życiu i mnie to naprawdę przekonuje. (…) Musimy to przemyśleć, być może trzeba bardzo ten projekt zmienić, ten projekt nie jest do końca mądry, to jest projekt zespołu, do którego należę, Zespołu Przyjaciół Zwierząt. Przynieśliście państwo świetne materiały i dzisiaj jesteście górą i ja rozumiem waszą sytuację, dlatego, że to jest wasza praca i całe wasze życie…

– mówi Ewa Lieder z Nowoczesnej, współautorka projektu.

– Ja jestem przede wszystkim rolnikiem, bo pochodzę z terenów rolniczych i wiem co to znaczy zamykanie hodowli. Moi rodzice prowadzili hodowlę trzody chlewnej i potem było bardzo ciężko, żeby tą hodowlę przekształcić w coś innego. Wiem co to znaczy, kiedy po pustych budynkach hodowli hula wiatr, nie wiadomo co z tym zrobić, jak je zagospodarować, nie wiadomo, co będzie jutro. I jeżeli ktoś chce pomóc polskim producentom, polskiej gospodarce to jest lobbystą? Jest patriotą, a nie lobbystą! (…) Chciałbym prosić również posłów, którzy nie są związani z Komisją Rolnictwa i mają jakieś swoje „widzimisię” aby nie pisali projektów dla Ministerstwa Rolnictwa, niech się zajmą swoimi branżami, niech będą specjalistami w swoich środowiskach, bo potem się okaże, że rozmyje się odpowiedzialność, bo Sejm podjął decyzję! I proszę pozostawić ludziom miejsca pracy, bo to jest najważniejsze!

– powiedział Norbert Kaczmarczyk z Kukiz’15.

– Ja przyznaję, że biorę na siebie ciężar odpowiedzialności za czynność sprawczą, że ten temat [zakazu hodowli zwierząt na futra – red.] został wywołany, ale nie rozumiem, że nie możemy w Polsce zinwentaryzować jakiegoś działu produkcji. Działu, który, tutaj też padało z państwa strony, jest bardzo dochodowy, ja nawet chcę powiedzieć, że postawiłbym śmiałą tezę, że jest najbardziej dochodowym działem produkcji rolnej, a jednym z najbardziej dochodowych działów w ogóle prowadzonej działalności gospodarczej 

– zaznacza poseł Paweł Suski, przewodniczący Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt (PO).

– W tym momencie ktoś mi mówi, że jak ja 5 lat temu rzuciłem wszystko, postawiłem na jedną kartę, zadłużyłem się, wybudowałem fermę, mieszkam na fermie…Co ja mam ze sobą w tej chwili zrobić? Mam 51 lat. Jak miałem dwadzieścia parę lat, jak mi PGRy zlikwidowali, to byłem rzutki w miarę i się rzuciłem, kombinowałem. Teraz mam 51 lat i mam kupę zadłużenia, mam fermę, która się do niczego nie będzie nadawała… Zostanę z tym mieszkaniem na polu tak…?

– pyta Maciej Buczek, hodowca norek.

Podczas posiedzenia Komisji zdecydowanie dało się odczuć przewagę argumentów ekonomicznych i merytorycznych ponad tymi, które są nie do końca przemyślane, oparte na skrajnej ideologi i widzimisię kilku osób z wątpliwą przeszłością (jak np. Cezary Wyszyński, prezes Fundacji Viva!, o czym pisaliśmy niedawno).

Jak zapowiadają parlamentarzyści wszystkich opcji politycznych, nad projektem trzeba jeszcze dyskutować ponieważ wprowadzenie zakazu jest ogromnym ciosem w polską gospodarkę. 

 

Redaktor: Ewa Zajączkowska/Paweł Stańczyk

Zdjęcia i montaż: Marcin Hernik/Barbara Goliasz/wSensie

Fot.: Aleksandra Kasperska/wSensie


Zobacz więcej z kategorii: Polska | Świat | Gospodarka | Opinie | Bez komentarza | wSensie.tv
wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.