poniedziałek
| 22 października 2018
Redakcja | 04 sierpnia 2018

Kontrowersje wokół lekkoatletycznych ME w Berlinie. Polska ekipa protestuje

W poniedziałek w Berlinie rozpoczną się lekkoatletyczne Mistrzostwa Europy. Ich program budzi jednak spore kontrowersje wśród zawodników. Polska ekipa interweniowała w tej sprawie.

Organizatorzy zaplanowali niecałe dwie godziny przerwy między finałem biegu na 400 m kobiet i sztafetą 4x400 m, a także eliminacje pchnięcia kulą w mieście, a finał – na stadionie.

– Interweniowaliśmy w tej sprawie, bo program jest mocno krzywdzący. Po raz pierwszy chyba się zdarzyło, żeby dziewczyny musiały w tak krótkim odstępie czasu dwa razy biegać na 400 m i walczyć przy tym o medale. Nasze protesty jednak na nic się nie zdały

– mówił szef szkolenia PZLA Krzysztof Kęcki, dodając, że European Athletics tłumaczyła, iż programy telewizyjne zostały już zatwierdzone, a bilety na widowiska sprzedane.

– Nie ma żadnych racjonalnych powodów dla ułożenia takiego terminarza. Ktoś popełnił duży błąd

– podkreślił Kęcki.

Jak twierdzą eksperci, dwie lub nawet trzy z polskich 400-metrówek mają szanse na znalezienie się w finale biegu indywidualnego. To oznacza, że trzy czwarte naszej sztafety musiałoby walczyć o medale w biegu rozstawnym niespełna dwie godziny później.

– Staram się o tym nie myśleć. Jeśli będę w finale, wtedy będę się tym martwić, ale nie ukrywam, że perspektywa biegania dwóch biegów w przeciągu niecałych dwóch godzin, to nie jest łatwa sprawa. Wiąże się to z ogromnym wysiłkiem. Nie wyobrażam sobie na razie tego. Mam nadzieję, że jeśli do tego dojdzie w Berlinie, to ta fala euforii będzie mi towarzyszyła w biegu indywidualnym, poniesie mnie także w sztafecie

– powiedziała liderka polskiej ekipy Justyna Święty-Ersetic, podkreślając, że będzie to miało wpływ na dyspozycję w biegu rozstawnym.

– Ale wydaje mi się, że będzie też mobilizowało, bo jeśli pobiegniemy dobrze indywidualnie, to będziemy chciały osiągnąć jeszcze więcej w sztafecie

– dodała.

– Nie biorę na razie pod uwagę, że któregoś z finałów nie pobiegnę. Chyba, że czułabym się bardzo źle. Nie mam nawet pojęcia, co robi się w ciągu tych dwóch godzin przerwy. Pewnie człowiek leży, nic nie robi i się modli, żeby się wszystko skończyło. Raczej druga rozgrzewka nie jest potrzebna, ewentualnie parę rytmów

– stwierdziła.

Bieg na 400 metrów jest uważany za jeden z najbardziej wymagających. Wielu zawodników trafia po takim wysiłku do lekarza, nie jest w stanie wstać z bieżni, a organizm zostaje silnie zakwaszony.

– Program jest bardzo dla nas krzywdzący. Ktoś, kto ułożył terminarz, chyba nie do końca to przemyślał. Bardzo dużo dziewczyn, nie tylko Polek, ale chociażby też Brytyjki, może być w finale. Wierzę jednak, że sobie poradzimy, bo jesteśmy bardzo waleczne i nie odpuścimy

– mówiła Małgorzata Hołub-Kowalik, dodając, że decyzję o tym, jak poradzić sobie z tak obciążającym harmonogramem, trzeba będzie uzależnić od tego, ile Polek znajdzie się w finale.

– Wtedy będzie trzeba przeanalizować, w jakiej jesteśmy dyspozycji i jak się czujemy. Ja już byłam raz w takiej sytuacji – w halowych mistrzostwach Europy w Belgradzie podjęłam decyzję, żeby słabiej pójść w biegu indywidualnym, by potem móc się skupić w stu procentach na sztafecie. Myślę, że każda z nas, jeśli będzie czuła, że nie zdobędzie medalu, a raczej ma szansę na 7-8 miejsce, wtedy będzie się trochę oszczędzać

– podkreśliła.

Problem innego typu będą mieli natomiast trzej polscy kulomioci – Michał Haratyk, Konrad Bukowiecki i Jakub Szyszkowski. Organizatorzy postanowili bowiem przenieść eliminacje do miasta, gdzie powstanie sztuczne, drewniane koło. Walka o medale odbędzie się natomiast na stadionie – na betonowym. Różnica jest znacząca.

– Staram się tym nie przejmować. Myślę, że jestem w stanie pchnąć taką odległość, która da mi awans do finału. Na pewno jest to dziwne, że raz pchamy na drewnie, raz na betonie. Wydaje mi się, że jednak mistrzostwa powinny być rozgrywane na stadionie. Rozumiem mityng komercyjny, ale nie, kiedy jest walka o medale. One powinny być w normalnych warunkach. Czy to przeszkoda? Okaże się niebawem

– stwierdził Haratyk, który prowadzi w europejskiej tabeli tegorocznych wyników.

– Na drewnie nie czuję się tak pewnie. Na betonie mi się dobrze pcha, bo jestem w stanie przyspieszyć, wszystko fajnie się układa. Na drewnie but mi wyjeżdża, mam specyficzne wejście i stąd się to bierze. Tracę przez to cały impet i całe pchnięcie

– tłumaczył.

– Mam nadzieję, że będzie przestrzeń po prawej i lewej stronie. Pchnięcie zawsze może nie wyjść i wtedy kula leci trzy-cztery metry za promień. To dla widzów staje się niebezpieczne

– dodał.

onet.pl/marma/Fot. Pixabay


wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.